Nasz Dziennik - strona główna Archiwum Reklama Redakcja Prenumerata
Piatek, 4 kwietnia 2008, Nr 80 (3097)
wersja do druku z polskimi znakami

Kancelaria Sejmu ogranicza dziennikarzom "Naszego Dziennika" i Telewizji Trwam mozliwosc relacjonowania prac parlamentu

Sejm oszczedza na pendrive'ach

- Nigdy sie nie spodziewalem, ze za swoja dzialalnosc dziennikarska bede szykanowany i represjonowany, i to w III RP, tak wychwalanej przez pana premiera Donalda Tuska - mowi Artur Kowalski, dziennikarz 'Naszego Dziennika'

fot. M. Borawski
fot. M. Borawski


Az dziewieciu dziennikarzom "Naszego Dziennika", ktorzy od lat codziennie relacjonowali prace Sejmu, komisji parlamentarnych, informujac o wydarzeniach tak z zycia koalicji, jak i opozycji, odmowiono wydania stalych przepustek umozliwiajacych prace w parlamencie. Wstepu w kuluary, najatrakcyjniejsze miejsce pracy kazdego sejmowego fotoreportera, odmowiono m.in. Markowi Borawskiemu, ktory od dziesieciu lat codziennie dokumentowal prace poslow i senatorow, oraz Arturowi Kowalskiemu, analizujacemu najwazniejsze wydarzenia polityczne. Podobnie potraktowano reporterow i operatorow Telewizji Trwam. Wszystko pod pretekstem zmian w regulaminie Kancelarii Sejmu, okreslajacym zasady pracy dziennikarzy.

- To jakiegos grubego kalibru nieporozumienie. Jestem zaskoczony. Dostep do prac Sejmu powinien byc rowny dla wszystkich dziennikarzy, niezaleznie od tego, jakie media i jaka opcje reprezentuja. Bede to wyjasnial - wicemarszalek Sejmu Krzysztof Putra (PiS) nie kryje zaskoczenia dzialaniami Jaroslawa Szczepanskiego, szefa Biura Prasowego Kancelarii Sejmu. Dzialaniami, ktore w praktyce zmierzaja do uniemozliwienia "Naszemu Dziennikowi" relacji z prac Sejmu.
Dziewieciu naszych dziennikarzy, wsrod nich pracujacy w Sejmie juz od dziesieciu lat fotoreporter Marek Borawski i dziennikarz Artur Kowalski, nie otrzymalo wydawanej od 3 kwietnia tzw. stalej przepustki pozwalajacej na poruszanie sie po Sejmie i dostep nie tylko do galerii "dla gosci", ale rowniez w kuluary Sejmu i na posiedzenia sejmowych i senackich komisji. Moga oni skorzystac jedynie z tzw. jednorazowki, ktora zazwyczaj wydaje sie gosciom odwiedzajacym parlament i ograniczajacym ich prace w zasadzie do galerii i pokoiku dziennikarskiego.
Ze zgloszonych przez "Nasz Dziennik" w tym roku do prac w Sejmie fotoreporterow stala przepustke otrzymal tylko jeden. W sytuacji gdy obradom Sejmu towarzyszy jednoczesna praca nieraz nawet kilkunastu komisji parlamentarnych i liczne konferencje prasowe, w rzeczywistosci uniemozliwi to zrelacjonowanie czytelnikom najwazniejszych wydarzen.
- Od dziesieciu lat pracuje w Sejmie, od poczatku przyslugiwala mi stala przepustka. Tak bylo za rzadow AWS, za rzadow SLD i pozniej PiS, odebrano mi ja pod rzadami PO. To bardzo utrudni mi prace w Sejmie. Tlumaczenie, ze moge korzystac z jednorazowki i fotografowac z galerii, jest absurdalne. Pytalem pana Szczepanskiego o powody, dla ktorych nie otrzymalem nowej przepustki, powiedzial mi jedynie, ze nie spelniam "kryteriow". Jakos dziesiec lat je spelnialem, a teraz nie? Na pytanie, o jakie kryteria chodzi, uslyszalem, zebym sobie poczytal w internecie - bulwersuje sie Marek Borawski.
Kazda z osob, ktorej przyznano stala lub okresowa karte prasowa, bezplatnie otrzymuje od strazy marszalkowskiej pendrive'a (urzadzenie magazynujace dane) z umieszczonym na nim przewodnikiem po stronach internetowych Sejmu. Czyzby - z uwagi na polityke taniego panstwa - ekipa Donalda Tuska chciala zaoszczedzic na zakupach?
Znaczaco ograniczono rowniez liczbe dziennikarzy "Naszego Dziennika", ktorzy do tej pory bez przeszkod relacjonowali wydarzenia rozgrywajace sie w Sejmie. Niemal kazdemu wydaniu naszej gazety towarzyszyly liczne rozmowy przeprowadzane w kuluarach Sejmu. Teraz moze ich zabraknac. Szef Biura Prasowego Kancelarii Sejmu Jaroslaw Szczepanski najwyrazniej bowiem postanowil uniemozliwic dziennikarzom "Naszego Dziennika" poruszanie sie po Sejmie.
- Nigdy sie nie spodziewalem, ze za swoja dzialalnosc dziennikarska bede szykanowany i represjonowany, i to w III RP, tak wychwalanej przez pana premiera Donalda Tuska. Mam wrazenie, ze koalicji majacej wiekszosc w Sejmie nie podoba sie, ze do opinii publicznej docieraja informacje o tym, co naprawde dzieje sie w Sejmie, o marazmie, braku ustaw, odraczanych posiedzeniach - mowi Artur Kowalski, dziennikarz "Naszego Dziennika".
Proba wprowadzenia politycznej cenzury i ograniczenie mozliwosci wykonywania zawodu dziennikarza, a co za tym idzie - uniemozliwienie obywatelom dostepu do rzetelnej informacji, bulwersuje poslow.
- Jestem kompletnie zaskoczony. To pokazuje, na czym naprawde polega polityka milosci Platformy Obywatelskiej. Pod roznym plaszczykiem, roznymi sposobami usiluje sie ograniczac wolnosc niezaleznej prasy. Czekam na reakcje pozostalych mediow, ciekaw jestem, czy wystapia teraz w obronie praw dziennikarzy - komentuje posel Arkadiusz Mularczyk (PiS), wiceprzewodniczacy sejmowej Komisji Praw Czlowieka i Sprawiedliwosci.
- To hanba! Karygodna proba uniemozliwienia wykonywania zawodu dziennikarza. Na pewno tego tak nie zostawimy. Sprawa powinien zajac sie rzecznik praw obywatelskich - mowi posel Zbigniew Girzynski (PiS).
Wszystkiemu winne zmiany w regulaminie Sejmu, znacznie ograniczajace liczbe wydawanych przepustek stalych. Sek w tym, ze "Nasz Dziennik" jest jedyna ogolnopolska gazeta codzienna, ktorej az dziewieciu dziennikarzom odmowiono jej wydania. Pytany o powody takich dzialan Jaroslaw Szczepanski tlumaczy, ze pozostaja przepustki jednorazowe, ktore pozwalaja na wstep do Sejmu i prace w nim. Owszem, pozwalaja. Ale ich pula jest dramatycznie ograniczona, a dla fotoreporterow sa praktycznie bezwartosciowe. - Nie ma zadnych ograniczen. Pan przeciez dostal okresowa przepustke. Jak wasz fotoreporter czuje sie poszkodowany tym, ze nie dostal, to niech napisze maila do mnie, zobacze, co sie da zrobic. A w ogole, o co chodzi? Przeciez zarzadzeniem pana Dorna w ogole nie bylo dostepu w kuluary - mowi Szczepanski. Wspolpracownik Komorowskiego przekonuje tez, ze wszyscy operatorzy TV Trwam stale przepustki otrzymali. A to nieprawda.
- Chyba mu sie myli z dzwiekowcami. Ja nie dostalem. To bardzo utrudni moja prace - mowi jeden z operatorow Telewizji Trwam.
Dzialaniami Szczepanskiego zaskoczeni sa rowniez politycy PSL, ktorzy podkreslaja, ze ich zdaniem to samowolne dzialanie szefa Biura Prasowego Kancelarii Sejmu.
- To jakis niedobry precedens! Do tej pory czegos takiego nie bylo. Nie powinno sie tak robic. Bedzie to przedmiotem bardzo powaznych refleksji na posiedzeniu Prezydium Sejmu - mowi posel Andrzej Grzyb, czlonek Rady Politycznej PSL.
Zdecydowanie bardziej negatywnie dzialania Szczepanskiego oceniaja politycy Prawa i Sprawiedliwosci. - To skandal, jezeli wybranym dziennikarzom uniemozliwia sie dostep do prac Sejmu. Mam nadzieje, ze to jakies nieporozumienie, inaczej mielibysmy do czynienia z powrotem politycznej cenzury - uwaza Jaroslaw Zielinski, sekretarz generalny PiS. A Zbigniew Ziobro nie ukrywa, ze podobnie jak posel Girzynski podejmie interwencje w tej sprawie.
- Na pewno nie wolno nam tego tak zostawic. To zamach na wolnosc prasy i prawo spoleczenstwa do pelnej, niczym nieskrepowanej informacji - mowi byly minister sprawiedliwosci.
- Dziwnym trafem reperkusje w takim stopniu nie dotknely innych mediow. Ograniczenie mozliwosci pracy w Sejmie "Naszemu Dziennikowi" ma podtekst polityczny, ktos najwyrazniej bardzo obawia sie niezaleznych dziennikarzy - uwaza posel Maks Kraczkowski (PiS), przewodniczacy Komisji Gospodarki, ktory zapowiada, ze podejmie zdecydowane dzialania w tej sprawie. Dzisiaj wyjasnien od szefa Biura Prasowego Kancelarii Sejmu zazadaja tez inni parlamentarzysci, m.in. Zbigniew Girzynski i Arkadiusz Mularczyk.
Wojciech Wybranowski