logo
logo
zdjęcie

Janusz Szewczak

Kto powinien podzielić się z fiskusem?

Wtorek, 2 lutego 2016 (03:07)

Projekt podatku obrotowego nie trafił jeszcze do Sejmu, a już słychać zapowiedzi właścicieli sklepów internetowych, że przeniosą swój biznes do innych krajów. To nic innego jak „strachy na Lachy” i próby lobbystycznych nacisków.

Nikt nie powinien twierdzić, że wyprowadzenie sklepów z Polski jest takie łatwe. A nawet gdyby kilka znaczących sieci opuściło Polskę, to z pewnością odżyłby nasz rodzimy handel, a szczególnie mały i średni. Na kwestię internetowej sprzedaży też można znaleźć rozwiązania. Jakie? Chociażby opodatkowanie przesyłek. Tego nie da się łatwo obejść, jak sugerują to tzw. eksperci.

Zasadniczym pytaniem jest, jak dobrze będzie skonstruowana ta forma opodatkowania sklepów. Ideą jest opodatkowanie sklepów wielkopowierzchniowych, a nie handlu w ogóle, zwłaszcza małego i średniego, czyli polskiego.

Środowiska handlowe na razie wyrażają swoje niezadowolenie ze zbyt małej ilości progów podatkowych czy progu 1,9 proc. w przypadku handlu w soboty i niedziele. Osobiście uważam, że nie stanie się nic złego w tym, że sklep osiedlowy będzie czynny w sobotę. Jednak przy tak wysokim podatku będzie mu bardzo ciężko podjąć wyzwanie. Nad tym trzeba się jeszcze pochylić.

Konieczne staje się więc uwzględnienie wszelkich zastrzeżeń środowiska, aby nie zaszkodzić małym przedsiębiorcom. Opodatkowanie 1,3 proc. przy bardzo małych marżach, zaledwie 0,5 proc., to jednak jest wielki fiskalny wysiłek. Trzeba odchudzić „grubych”, a nie kierować na dietę „chudych”.

Warto zaczekać, dokonać terminowych przesunięć, ale dokonać uzgodnień. Chodzi o to, żeby nie wylać dziecka z kąpielą i przy okazji podatku nie zaszkodzić niknącemu w oczach polskiemu handlowi. W tym sektorze naszych rodzimych sklepów jest raptem około 30 proc. Nie ma co obawiać się wyższych stawek dla wielkich sieci, bo one udźwigną wszystko.   

Skoro rząd spotyka się z atakiem za sam pomysł wprowadzenia podatku, to pokazuje, że ruch ten jest słuszny. Mówi się, że ciężar podatku poniosą obywatele. To po co mamy instytucje kontroli, jak np. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów czy Państwowa Inspekcja Pracy? Trzeba zrobić, co jest możliwe, aby podatek nie odbił się na wyższych cenach i niższych wynagrodzeniach dla pracowników sklepów. Bo system jest taki, że ogromne zyski są odprowadzane za granicę, a Polacy pracują za marne grosze.

Warto przypomnieć, że portugalska Biedronka ma obroty na poziomie 36 mld zł. To jest obrót porównywalny z podatkami wpłacanymi przez Polaków w ramach PIT. Niemieckie sieci Lidl i Kaufland zostały wsparte kredytowo przez zagraniczne banki na korzystnych warunkach. Obrót tylko sieci Lidl wynosi 11 mld zł. Zupełnie inne reguły powinny obowiązywać duże koncerny zagraniczne, które są wspomagane handlowo. To są właśnie ci, którzy powinni podzielić się z fiskusem. 

Janusz Szewczak

Autor jest ekonomistą i posłem Prawa i Sprawiedliwości.

NaszDziennik.pl