logo
logo
zdjęcie

Gabriela Masłowska

Nie taki podatek straszny

Środa, 13 lipca 2016 (12:20)

Komisja Nadzoru Finansowego poinformowała, że przez pierwsze cztery miesiące obowiązywania tzw. podatku bankowego banki wpłaciły do budżetu prawie 1,2 mld zł podatku. Choć to duże pieniądze, to nasz sektor bankowy ma się dobrze. Nieprawdziwe okazały się twierdzenia o szybkim załamaniu się banków po wprowadzeniu podatku.

O los banków byłam spokojna, bo powstanie ustawy, która wprowadza podatek bankowy, poprzedzone było szeregiem analiz i konsultacji.

Na posiedzeniu sejmowej Komisji Finansów Publicznych odbyło się spotkanie z przedstawicielami około 20 najważniejszych banków w Polsce. Na pytanie, czy banki podniosą marże, aby zniwelować skutki podatku, tylko jeden odpowiedział, że bierze to pod uwagę, gdyż obawia się pogorszenia sytuacji finansowej. Pozostali zakomunikowali tylko, że ewentualne podniesienie opłat będzie związane z normalnym rynkowym funkcjonowaniem banków i odbędzie się w dłuższej perspektywie. Wprowadzenie podatku wpisało się więc w cykl podwyżek stałych.

Nie twierdzę, że bankowcy byli z konieczności płacenia jeszcze jednej daniny zadowoleni. Jakby nie patrzeć, podatek jest uszczupleniem ich zysków. Natomiast machinę zagrożenia nakręcała opozycja. Robiono to po to, aby wmówić społeczeństwu, że Prawo i Sprawiedliwość źle rządzi i podejmuje nieodpowiedzialne decyzje. System bankowy miał paść, miała nas ścigać za to Komisja Europejska, a inwestorzy mieli nasz kraj omijać szerokim łukiem. Znamy ten przekaz z mediów: „wszystko, co robi PiS,  jest złe, a jak nie robi, to też jest źle”. Krytykowanie jest prawem opozycji, gorzej, gdy krytykę zastępuje propaganda.

Bardzo się cieszę ze swoich podróży po Polsce, bo wyczuwam w społeczeństwie silną wolę wspierania nas, mimo agresywnych działań totalnej opozycji. Ludzie dodają nam sił. To dopiero początek naszych rządów. Potrzebujemy czasu, aby „dobra zmiana” była widoczna także w innych dziedzinach naszego życia.

Spotykam też osoby starsze, które pytają, dlaczego 500 zł daliśmy na dzieci, a nie na podwyżki emerytur. Wicepremier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że i tą sprawą się zajmiemy, ale potrzebujemy czasu. Poprawa dzietności to jest podstawowy problem, bo jak nie będzie dzieci, to nie będzie przyszłości.   

Gabriela Masłowska

Autorka jest posłanką Prawa i Sprawiedliwości.

NaszDziennik.pl