logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: www.autosan.pl/ -

Warto postawić na Autosan

Wtorek, 31 października 2017 (21:56)

Z Ewą Latusek, przewodniczącą NSZZ „Solidarność” w Fabryce Autobusów Autosan w Sanoku, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wszystko wskazuje na to, że przetarg ogłoszony we wrześniu przez 2. Regionalną Bazę Logistyczną w Warszawie-Rembertowie stanie się łupem Autosanu…

– Termin składania ofert upłynął wczoraj, 30 października, o godz. 8.00. Dwie godziny potem dokonano otwarcia ofert. Obok Autosanu ofertę złożyła też niemiecka spółka Man Track&Bus Polska. Podobno przebiliśmy MAN-a korzystniejszą ofertą, ale czy faktycznie została wybrana oferta Autosanu, tego nie wiemy. Mamy nadzieję, że finał będzie dla nas szczęśliwy. Byłaby to dla nas bardzo dobra wiadomość.

Jak wyglądają szczegóły tego przetargu?

– Przetarg dotyczy dostawy 28 autobusów pasażerskich dla wojska. Kontrakt opiewający na kilkadziesiąt milionów złotych przewiduje dostarczenie wojsku autobusów do końca listopada przyszłego roku. Póki co, czekamy na więcej informacji od prezesa Autosanu, który był w Warszawie.

To już drugi w tym roku przetarg na dostawę autobusów dla wojska. Z poprzedniego sanocka spółka została wykluczona…

– Rzeczywiście dyrektor handlu i marketingu w Autosanie, odpowiedzialny za działalność gospodarczą naszej spółki, który pojechał do Warszawy złożyć ofertę, na miejscu w siedzibie 2. Regionalnej Bazy Logistycznej w Warszawie pojawił się z 20-minutowym opóźnieniem, co automatycznie wykluczyło Autosan z przetargu. Tymczasem ofertę można było przesłać odpowiednio wcześniej pocztą czy kurierem i nie było żadnych problemów, tymczasem dyrektor sam zgłosił gotowość dostarczenia dokumentów. Jak się skończyło, wiadomo. Człowiek został dyscyplinarnie zwolniony, a sprawą zajmują się CBA i prokuratura, która wyjaśni, czy było to celowe, wrogie działanie na szkodę spółki. Utrata tego przetargu, który ostatecznie realizuje MAN, mocno w nas uderzyła.

Co konkretnie ma Pani na myśli?  

– Atmosferę, która wytworzyła się wokół Autosanu. Pojawiła się fala krytyki. Głos zabrali nawet politycy, którzy wcześniej, pomimo iż zwracaliśmy się do nich o pomoc, nigdy się nie odezwali, a teraz w chórze krytykantów odgrywali pierwsze skrzypce. Nagle objawiła się europosłanka Platformy Obywatelskiej z Podkarpacia Elżbieta Łukacijewska, która w momencie, gdy Autosan znajdował się nad przepaścią, od 2012 r. przez cztery lata nie odpowiedziała na ani jedno nasze pismo, ale we wrześniu tego roku zażyczyła sobie, żeby w Autosanie poleciały głowy. W podobnym tonie wypowiadali się inni politycy Platformy, jak chociażby poseł Zdzisław Gawlik.

Jakie były zarzuty?

– Retoryka szła w tym kierunku, że przez rok od przejęcia Autosanu przez Polską Grupę Zbrojeniową spółka przejadła czy roztrwoniła co najmniej 50 milionów złotych.

A jakie są fakty…?

– To oczywiście nieprawda. Autosan po przejęciu przez PGZ nie otrzymał żadnej tak dużej gotówki. Otrzymywaliśmy natomiast m.in. od współwłaścicieli niewielkie środki na wynagrodzenia dla pracowników i na pokrycie kosztów utrzymania zakładu. Miesięczny koszt utrzymania zakładu: energia, ciepło, wynagrodzenia pracownicze to ponad dwa miliony złotych. I jeśli po przejęciu przez PGZ przez jakiś czas nic nowego nie produkowaliśmy, to siłą rzeczy generowaliśmy straty, które sięgnęły 10 milionów złotych. Natomiast na rozwój, na projekty i przygotowanie prototypów nowych produktów – przypomnę, że mieliśmy w Sanoku produkować autobus elektryczny, lepszy nawet od tego, który dzisiaj oferuje Ursus – nie otrzymaliśmy ani grosza. Nikt nie pomyślał też, że konieczna jest modernizacja zakładu, nowe maszyny produkcyjne, ale na to nie było pieniędzy. Zresztą do dzisiaj nie ma. Od maja tego roku Autosan ma nowego prezesa Michała Stachurę – młodego, przedsiębiorczego człowieka, który jeździ, załatwia. Efekt jest taki, że mamy nowe kontrakty, pracy jest mnóstwo, ale – niestety – pieniędzy na zrealizowanie tych zadań wciąż nie widać.

Jak zatem fabryka sobie radzi?

– W dużej mierze zakup materiałów do produkcji opieramy na kredytach bankowych, ale jak to z kredytami bywa, wie chyba każdy. Po wyprodukowaniu i sprzedaży autobusów owszem, zarabiamy, ale nie są to powalające pieniądze, zwłaszcza że trzeba spłacić kredyty wraz z odsetkami. Świat idzie z postępem, żeby być konkurencyjnym, potrzebne są nowe produkty, nowe technologie, tymczasem my nie mamy na to środków, a co za tym idzie – nie rozwijamy się, ale stoimy w miejscu.

Mając na myśli rozwój, czy Autosan dysponuje odpowiednim potencjałem, który to zagwarantuje?  

– Potencjał jest, ale potrzebujemy środków, aby się rozwijać. Jakiś czas temu byłam w Warszawie, bo premier Beata Szydło, której wiele zawdzięczamy, była mocno oburzona faktem spóźnienia się z ofertą udziału w lipcowym przetargu, zlecając ten temat szefowi Komitetu Stałego Rady Ministrów min. Henrykowi Kowalczykowi i minister, kiedy rozmawialiśmy – też był mocno zdziwiony tym, że Autosan nie otrzymał 50 milionów złotych na starcie – tak jak nam to obiecywano. Tymczasem fakty były takie, że premier Szydło przybyła do Sanoka, umowa została podpisana, PGZ przejęła Autosan i wszystkim się wydawało, że grad pieniędzy nagle spadł nam z nieba, a my te miliony przejedliśmy. Tyle tylko, że to wszystko nieprawda. Owszem, na starcie były różne obietnice, wskazywano na różne możliwości dofinansowania i wystarczy tylko po nie sięgnąć, ale kolejne miesiące mijają, a pieniędzy wciąż nie ma. Mamy nadzieje związane z projektem na zakup nowych maszyn, m.in. wycinarki laserowej, który do końca grudnia mamy złożyć do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego w Rzeszowie. Może tą drogą uda się pozyskać nowe maszyny. Nasz park maszynowy nie należy do najnowocześniejszych, mówiąc wprost: jest stary i awaryjny, a za naprawę trzeba płacić i to niemało. Zatem modernizacja linii produkcyjnej, zakup nowych urządzeń to konieczność, ale nie uda się to bez konkretnego finansowego wsparcia.

Jak obecnie wygląda portfel zamówień Autosanu?     

– Do końca grudnia mamy wyprodukować 18 autobusów. Potrzeba nam jednak materiałów: silników, mostów itp. Nam nie wolno teraz nawalić, nie możemy sobie pozwolić na żadną wpadkę. 

A co z konkurencją?

– Są tacy, którzy tylko czekają na nasze potknięcia.

Kto czyha na potknięcie Autosanu?

– Nie ukrywam, że niektórzy panowie w Warszawie do dzisiaj nie mogą się pogodzić z tym, że autobusy z marką Autosan wciąż jeżdżą po polskich drogach. Są w Polsce ośrodki, w których nasze autobusy nie mają szans, nie mamy nawet szans, żeby złożyć ofertę i stanąć do przetargu, a co dopiero go wygrać. Tak było od lat i tak jest niestety nadal. Plan był prosty – Autosan miał zniknąć z polskiej przestrzeni publicznej, ale dzięki determinacji załogi i wsparciu ze strony obecnego rządu wciąż jesteśmy w grze. Tyle tylko, że nasze ambicje i możliwości są większe. Zapewniam, że warto postawić na Autosan.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 11 listopada 2017 (08:46)

NaszDziennik.pl