Z ojcem Marcinem Karwotem SVD, misjonarzem w Kenii, rozmawia Maria Popielewicz
Jak dzisiaj wygląda sytuacja w Kenii? Czy jest spokojniej?
- Niestety nie. Kenia wciąż jest bardzo niespokojna i ludzie nieustannie żyją w strachu i jednej wielkiej niepewności o to, co będzie jutro. Sytuacja jest bardzo trudna i wciąż napięta... W niektórych regionach kraju wciąż trwają walki, leje się krew i giną niewinni ludzie...
Od kilku tygodni trwają negocjacje na najwyższym szczeblu pomiędzy rządem a opozycją pod przewodnictwem Koffiego Annana i innych obserwatorów międzynarodowych. I ludzie w zasadzie jakby czekali na ich rezultaty i na to światełko nadziei na poprawę całej sytuacji. Życie staje się z dnia na dzień trudniejsze, rosną ceny praktycznie każdego artykułu, wielu ludzi straciło już pracę, spora liczba szkół wciąż jest zamknięta. Przede wszystkim ze względu na brak personelu, który musiał uciekać z miejsc przemocy i walki lub padł ofiarą ludobójczych napadów, ale także ze względu na to, że szkoła po prostu spłonęła. Podobnie jest z uniwersytetami i uczelniami wyższymi. Branża turystyczna, która w ostatnich latach była kluczowym źródłem dochodu budżetu państwa, jest w poważnych tarapatach. Ze względu na brak turystów masowo zamykane są hotele, a co się z tym wiąże - wiele innych branży handlowo-usługowych, w następstwie czego ogromna liczba ludzi traci pracę itd.
Czy misjonarze w Kenii są bezpieczni?
- Trudno na to pytanie odpowiedzieć, ponieważ Kenia ma dosyć wysoki procent śmiertelności misjonarzy, i to niekoniecznie z powodu chorób tropikalnych... Zginęło już kilku kapłanów w obecnych zamieszkach i trudno przewidzieć, do czego jeszcze może dojść... Problem jest w tym, że uchodźcy szukają schronienia bardzo często w katolickich misjach i parafiach, co przez ich przeciwników jest odbierane na wyraźną niekorzyść Kościoła... Na razie żyjemy...
Gdzie sytuacja jest najtrudniejsza?
- Najtrudniejsza sytuacja jest obecnie w zachodniej Kenii zdominowanej w dużej mierze przez zwolenników opozycji obecnego rządu, także w prowincji Rift Valley i niektórych częściach stolicy kraju Nairobi - głównie w slumsach. Praktycznie nie ma dnia, by ktoś nie zginął...
Jaka pomoc jest teraz Kenii najbardziej potrzebna?
- Przede wszystkim wsparcie duchowe i modlitwa. Jak się okazało, chrześcijaństwo w wydaniu kenijskim jest jeszcze bardzo niedojrzałe i powierzchowne. Potrzeba nam też solidarności ludzi i chrześcijan z innych zakątków świata oraz rzetelnej informacji na temat tego, co w Kenii się tak naprawdę dzieje. Wszelka pomoc finansowa jest również niezwykle ważna - wiem, że Referat Misyjny Misjonarzy Werbistow w Pieniężnie taką akcję prowadzi. Wiele osób straciło dosłownie wszystko - nie tylko dobra materialne i dach nad głową, ale nawet nadzieję na lepsze jutro. Każda więc złotówka dla Kenii i każde "Zdrowaś Maryjo" w jej intencji to najlepsza pomoc.
Dziękuję za rozmowę.
Jeżeli ktoś zechciałby wesprzeć finansowo misjonarzy w Kenii, może to uczynić, wpłacając pieniądze na konto:
Referat Misyjny Księży Werbistów
Kolonia 19, 14-520 Pieniężno
Bank PEKAO S.A., oddział Elbląg
Nr 42 1240 1226 1111 0000 1395 9119
Z dopiskiem: "Ofiarom konfliktu w Kenii"

Potrzeba duchowego wsparcia i modlitwy
















