|
|  |
 |
 |
 | Jeszcze jeden argument, by nie ratyfikować traktatu lizbońskiego. Feministki z Unii Europejskiej, na czele ze szwedzką eurodeputowaną Birgittą Ohlsson, żądają uznania aborcji we wszystkich państwach członkowskich za podstawowe prawo człowieka. Zamierzają w tym celu wykorzystać istniejący w traktacie lizbońskim zapis przewidujący możliwość uruchomienia mechanizmu tzw. inicjatywy obywatelskiej. Jeśli zbiorą milion podpisów, kraje, które ratyfikowały lub w przyszłości ratyfikują traktat, będą zmuszone dostosować swoje ustawodawstwo w tej kwestii do wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu.
Akcję zbierania podpisów pod inicjatywą obywatelską rozpoczęła Birgitta Ohlsson, szwedzka eurodeputowana i feministyczna aktywistka, szefowa powstałego 1 czerwca br. Ugrupowania Liberalne Kobiety, będącego jedną z frakcji Szwedzkiej Partii Liberalnej. Równocześnie z powołaniem organizacji Ohlsson ogłosiła start kampanii "Make Noise for Free Choice" ("Zrób hałas dla wolnego wyboru"), w której chodzi o zmuszenie wszystkich krajów Unii Europejskiej do legalizacji aborcji i uznania jej za podstawowe prawo człowieka. "Na całym świecie odmawia się kobietom prawa do swobodnej, legalnej i bezpiecznej aborcji. Nawet w Europie zabrania się im rozporządzać swoim własnym ciałem i decydować o rodzeniu dzieci" - czytamy na stronie internetowej akcji "Make Noise for Free Choice". Uczestniczki kampanii utrzymują także, iż ustawowe gwarancje broniące życia poczętego, poprzez "niepozwalanie kobietom decydowania o swoim własnym ciele", są równoznaczne z "ograniczeniem praw człowieka". "Odmawianie kobiecie możliwości wyboru porodu lub przerwania ciąży jest pozbawieniem tych praw" - piszą na stronie makenoiseforfreechoice.eu. Feministkom, na czele z Ohlsson, nie podoba się także, że kwestie związane z aborcją podejmuje się obecnie w Unii Europejskiej na szczeblach poszczególnych krajów członkowskich. W związku z tym postulują stworzenie jednego, wspólnego ustawodawstwa w tej sprawie, które obowiązywałoby wszystkie kraje UE. "W Unii Europejskiej traktuje się dziś aborcję przede wszystkim jako zagadnienie zdrowia społecznego zgodnie z zasadą subsydiarności, co oznacza, że decyzję w tej sprawie podejmuje się na szczeblu kraju członkowskiego. Ale dlaczego to prawo dotyczące ze względu na biologię jedynie kobiet, jest w gestii poszczególnych krajów, jeśli przestrzeganie praw człowieka w ogóle jest warunkiem członkostwa w Unii?" - pyta Ohlsson w swojej odezwie do obywateli UE. Tymczasem jak zauważa w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" senator Piotr Łukasz Andrzejewski z PiS, narzucenie wszystkim państwom UE obowiązku legalizacji aborcji jest niedopuszczalne, gdyż stanowi problem suwerennej decyzji każdego państwa - członka UE. - Inicjatywa feministycznych aktywistek jest sprzeczna z zasadą ochrony prawa do życia mówiącą o tym, że może być ono jedynie poszerzane - nigdy umniejszane, w związku z czym nie należy jej rozpatrywać - zaznacza Andrzejewski. Sytuację tę przyrównuje do próby forsowania innego irracjonalnego przepisu. - To tak, jakby dzisiaj ogłosić prawo np. do ludożerstwa lub zabijania niepełnosprawnych. A to jest równoznaczne z dyskryminacją, w związku z czym z założenia jest niedopuszczalne - podkreśla senator. Feministki skupione wokół akcji "Make Noise for Free Choice" utrzymują, że Unia Europejska ma "przeciwdziałać dyskryminacji płciowej i dążyć do równouprawnienia". Inicjatywa ta w szczególny sposób wymierzona jest m.in. przeciwko Polsce, posiadającej ustawodawstwo antyaborcyjne. - Nie można ignorować faktu, że kobiety w takich krajach, jak Polska, Malta i Irlandia nie mają prawa do wolnego, legalnego i bezpiecznego usuwania ciąży - twierdzi Birgitta Ohlsson. Dodaje także, iż skandalem jest, że w Europie XXI wieku kobiety nadal zmuszone są korzystać z podziemia aborcyjnego, by "usunąć niechcianą ciążę". Dlatego też wraz z feministycznymi działaczkami z całej UE domaga się, aby prawo do przerwania ciąży było traktowane w krajach Unii jako prawo człowieka oraz by jego wprowadzenie było jednym z warunków przyjęcia do Unii Europejskiej krajów starających się o członkostwo. W opinii szwedzkiej deputowanej, najlepszym rozwiązaniem w przypadku odmowy przyznania kobietom prawa do zabijania nienarodzonych dzieci będzie publiczna presja ze strony pozostałych krajów i instytucji unijnych. "Rządy w Unii Europejskiej, które nie pozwalają na dostęp do legalnej aborcji, należy postawić w sytuacji presji. Jeżeli Unia Europejska chce być postrzegana jako nowoczesny projekt i zagorzały zwolennik sprawiedliwości i równości, musi zawierać w sobie prawa kobiet do aborcji" - czytamy na stronie kampanii. W przypadku zaś Polski, Malty i Irlandii - czyli krajów, które w Unii już są, a w których ustawodawstwie krajowym zagwarantowany jest zakaz aborcji - po przyjęciu traktatu lizbońskiego ostateczna decyzja w tej sprawie będzie należała do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. - Najwyższy czas, aby Unia Europejska podjęła walkę o wolne, legalne i bezpieczne usuwanie ciąży jako integralnej części praw człowieka - postuluje Ohlsson. Przedstawiciel Brytyjskiego Stowarzyszenia na rzecz Ochrony Dzieci Nienarodzonych w Brukseli - Pat Buckley, w niedawnej rozmowie z portalem LifeSiteNews.com stwierdził, że powodzenie tej akcji zależy od wsparcia w Parlamencie Europejskim, który - rzecz jasna - patrzy na nie bardzo przychylnym okiem. Zaniepokojeni tym faktem działacze ruchów pro-life zwracają także uwagę na fakt, iż inicjatywa szwedzkiej parlamentarzystki potwierdza jedynie, jak wielką siłę "rażenia" ma traktat lizboński. Tymczasem - jak podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" senator Andrzejewski - "gdyby Unia Europejska zajęła się taką inicjatywą i uchwaliła ją", wówczas jest to powód do stwierdzenia, że "w takiej Unii Polska nie ma czego szukać". Traktat lizboński przewiduje tzw. inicjatywę obywatelską. Aby ją uruchomić, wystarczy uzyskać poparcie 1 mln osób z "wystarczającej liczby państw". Nie wiadomo jednak, ile oznacza owa "wystarczająca liczba", gdyż nie zostało to dokładnie określone. Według zapewnień Ohlsson, cel kampanii - czyli zebranie pod petycją obywatelską wymaganej liczby podpisów, ma zostać osiągnięty do października przyszłego roku. Do tej pory zebrano nieco ponad 4 tys. podpisów. Inicjatywę szwedzkiej eurodeputowanej popierają m.in.: przewodnicząca Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny - Wanda Nowicka, brytyjska eurodeputowana z ramienia partii Liberalnych Demokratów - Sarah Ludford, oraz holenderska europosłanka Sophie in't Veld. Marta Ziarnik

|  |  | >> Na początek <<  |  |
 |

|  |
|  |