Nasz Dziennik - strona główna Archiwum Reklama Redakcja Prenumerata
Piątek, 16 października 2009, Nr 243 (3564)
wersja do druku bez polskich znakow

Prezesem największego polskiego banku szykowanego do prywatyzacji został Zbigniew Jagiełło związany wcześniej z konkurencją

W PKO BP emisję przygotuje konkurencja


Zarząd PKO BP kończy prace nad przygotowaniem nowej emisji akcji banku na kwotę ponad 5 mld złotych. Podwyższenie kapitału zakładowego, po uprzedniej wypłacie miliardowej dywidendy, oficjalnie ma pomóc bankowi w utrzymaniu, a nawet wzmocnieniu dotychczasowej pozycji rynkowej, w rzeczywistości zaś jest formą ukrytej prywatyzacji. Zachodzi pytanie, dlaczego misję tę powierzono ludziom związanym z konkurencją.

Podwyższenie kapitału zakładowego, po uprzedniej wypłacie miliardowej dywidendy, ma pomóc PKO BP w utrzymaniu pozycji największego kredytodawcy detalicznego dla polskiej gospodarki i poszerzeniu jego roli w segmencie podmiotów gospodarczych i sektorze publicznym - podaje bank na swojej stronie internetowej.
- W sytuacji, gdy nowej emisji nie obejmie bezpośrednio Skarb Państwa, podwyższenie kapitału będzie formą prywatyzacji tylnymi drzwiami - wyjaśnia nam finansista pracujący w Narodowym Banku Polskim. - Nawet jeśli akcje serii D kupi państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego, to najprawdopodobniej wcześniej czy później sprzeda je jako tzw. resztówki podmiotom prywatnym - ostrzega.
Emisję przygotowuje niedawno powołany prezes Zbigniew Jagiełło, który objął formalnie funkcję 1 października. Powołanie Jagiełły, osoby związanej wcześniej z zagraniczną konkurencją, na szefa największego polskiego banku, w dodatku szykowanego do dalszej prywatyzacji, jest ostro krytykowane przez niezależnych komentatorów. Decyzję podjęła rada nadzorcza, której skład został uprzednio zmieniony.
Jagiełło przeszedł do polskiego (jeszcze) PKO BP wprost z zagranicznej konkurencji. Wcześniej był prezesem PKO Pionieer TFI, funduszu inwestycyjnego należącego do Pekao SA, będącego własnością włoskiego UniCredit.
- Bank nie komentuje decyzji rady nadzorczej - powiedział nam rzecznik PKO BP Marek Kłuciński. Potwierdził, że nowy prezes wcześniej pracował w Pekao SA.
To skandal, że człowiek związany z zagranicznym bankiem komercyjnym został prezesem konkurencyjnego PKO BP, największego banku pozostającego w rękach Skarbu Państwa. Czy można sobie wyobrazić, że szefem amerykańskiego Citibanku czy JP Morgan zostaje ktoś związany z zagraniczną konkurencją?
"Powołanie Jagiełły nastąpiło zaraz po nominacji Cezarego Banasińskiego na przewodniczącego Rady Nadzorczej PKO BP. Pan Banasiński, od 2006 roku członek Komisji Papierów Wartościowych i Giełd oraz Komitetu Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych (KNUiFE), wsławił się jako prezes Komitetu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) tym, że w praktyce umożliwił połączenie banków PKO SA i BPH wbrew stanowisku ówczesnego rządu i Ministerstwa Finansów" - przypomina w komentarzu Stowarzyszenie "Przejrzysty Rynek".
Włoski UniCredit, nabywając polski bank Peko SA w ramach prywatyzacji, zobowiązał się w umowie, iż nie przejmie żadnego innego polskiego banku. Zastrzeżenie to miało zapobiec nadmiernej koncentracji w polskim sektorze bankowym, która godzi w interesy klientów. Mimo to UniCredit przeforsował fuzję z BPH, przy otwartym wsparciu ówczesnego szefa NBP Leszka Balcerowicza, który powoływał się m.in. na przyzwalające stanowisko Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, czyli prezesa Cezarego Banasińskiego. Z powodu sprzeciwu wobec połączenia banków zwolniony został wówczas ze stanowiska wiceministra finansów dr Cezary Mech.
- W zarządzie PKO BP zasiada również Jarosław Myjak, który wprowadzał UniCredit na Warszawską Giełdę Papierów Wartościowych - zwraca uwagę prezes Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek" Jerzy Bielewicz, finansista.
Po wcześniejszych roszadach w radzie nadzorczej banku stanowisko straciła jej przewodnicząca Marzena Piszczek, która wbrew uchwale poprzedniego zarządu otwarcie sprzeciwiła się wypłacie wysokiej dywidendy z PKO BP, na czym rządowi bardzo zależało. Ówczesny prezes PKO BP Jerzy Pruski, którego głos rozstrzygnął w zarządzie o wypłacie dywidendy, został ostatnio powołany na prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.
Wpływ prezesa Pekao SA Jana Krzysztofa Bieleckiego na decyzje obecnego rządu, organów państwa i spółek zależnych od Skarbu Państwa tworzy, w opinii bankowców, sytuację quasi-monopolu w sektorze bankowym i zagraża konkurencji pomiędzy podmiotami na tym rynku - ocenia Stowarzyszenie "Przejrzysty Rynek".

Wątpliwe decyzje
Prezes stowarzyszenia Jerzy Bielewicz zwraca uwagę, iż o nagłym przypływie przychylności PKO BP dla włoskiej konkurencji świadczy fakt, że głównym dystrybutorem akcji PKO BP nowej emisji została spółka z Grupy UniCredit.
- To szokujące, że PKO BP, który ma oddziały w całej Polsce i mógłby sam zgarnąć całą prowizję, daje zarobić konkurentowi - podkreśla.
Jego wątpliwości budzi też fakt, że informacje o cenie akcji nowej emisji i praw poboru podane zostały przez PKO BP nie bezpośrednio po zatwierdzeniu przez KNF prospektu emisyjnego 28 września, lecz z opóźnieniem, w chwili, gdy już niemożliwe było dokupienie akcji banku w celu uzyskania praw poboru.
- Wskutek tego inwestorzy instytucjonalni nie mieli czasu na opracowanie odpowiedniej strategii inwestycyjnej, a dodatkowo stworzono ryzyko przecieku informacji na rzecz "wybranych" - twierdzi finansista. Zwraca uwagę, że opóźnienie informacji godzi również w interesy 57 tysięcy drobnych akcjonariuszy PKO BP. Jeśli nie zdążą oni wykupić praw poboru, nie będą mieli prawa do nabycia akcji nowej emisji i w związku z tym ich dotychczasowe prawa do akcji zostaną "rozwodnione". KNF uznała, że PKO BP dotrzymał minimum wymogów prawnych w zakresie publikacji prospektu emisyjnego.
- W Polsce zbyt duży wpływ na organy nadzorcze mają sami nadzorowani - twierdzi jeden z byłych nadzorców rynku finansowego.

Dlaczego zmienił fotel?
W związku z pojawiającymi się zarzutami wobec prezesa Jagiełły o działanie w warunkach konfliktu interesów zwróciliśmy się do niego z pytaniem, dlaczego zdecydował się przejść do konkurencji. Nie mógł wchodzić w grę argument finansowy, ponieważ na nowym stanowisku Jagiełłę obejmuje ustawa kominowa. Spytaliśmy też nowego prezesa, czy tak liczna reprezentacja osób związanych wcześniej z konkurencją w zarządzie publicznego banku gwarantuje utrzymanie przez PKO BP dotychczasowej wysokiej pozycji rynkowej.
Niestety, prezes nie skorzystał z możliwości osobistej odpowiedzi na te pytania, zlecając ją rzecznikowi banku.
"Pan Zbigniew Jagiełło wziął udział w konkursie na prezesa PKO Banku Polskiego. Konkurs miał charakter otwarty. Rada Nadzorcza wybrała jego kandydaturę i obowiązki zaczął pełnić od 1 października br. Pan Zbigniew Jagiełło ma bogate doświadczenie w zarządzaniu instytucjami finansowymi, które będzie wykorzystywał, kierując największym polskim bankiem" - odpisał nam Marek Kłuciński, rzecznik prasowy PKO BP.
Proces wychodzenia państwa z PKO BP rozpoczął były minister skarbu Jacek Socha, wprowadzając bank na giełdę, przy zachowaniu kontroli nad bankiem przez Skarb Państwa. Rząd Tuska zrobił kolejny krok, pobierając dywidendę z banku mimo zaleceń KNF, aby tego w kryzysie nie robić. W efekcie powstała konieczność podniesienia kapitału PKO BP, a że państwowa kasa jest pusta, kapitału postanowiono szukać na rynku, co prowadzi do dalszego zmniejszenia udziału Skarbu Państwa w tym największym, ostatnim polskim banku. Tymczasem zdaniem ekonomistów, PKO BP jako państwowa instytucja powinien odgrywać w kryzysie rolę "koła ratunkowego" dla polskiej gospodarki pozbawionej kredytu z zagranicznych banków komercyjnych.
- Środki publiczne do gospodarki na walkę z kryzysem należy kierować poprzez PKO BP, bank kontrolowany przez państwo, bo każda złotówka dana PKO BP przejawi się zwiększonym kredytowaniem - twierdzi dr Cezary Mech.
Małgorzata Goss