Z mecenasem Piotrem Łukaszem Andrzejewskim, senatorem, prawnikiem konstytucjonalistą, rozmawia Marta Ziarnik
Brytyjski parlament chce narzucić Kościołowi katolickiemu wyświęcanie na kapłanów homoseksualistów i kobiet.
- Niedopuszczalne jest regulowanie spraw religii i posług religijnych przez państwo. Myślę, że Kościół anglikański i Brytyjczycy pomylili pojęcia i zakres swoich uprawnień w zakresie ingerowania w religię. Jest to bardzo gorszący przykład, który pokazuje, że idziemy w złym kierunku. Dotąd zarzucano nam, że religia i nasza religijność funkcjonują na zasadzie dyrektywnej. Ale dyrektywnej nie z sankcją państwa, a z sankcją religijną i moralną. Aparat państwowy, ignorując dobrą zasadę autonomii władzy świeckiej i duchownej, nadużywa regulacji ustawowej w stosunku do dziedziny, która do niego nie należy. To nadużycie władzy w stosunku do religii, a także wkroczenie na bardzo niebezpieczny teren, który być może zaowocuje daleko idącym konfliktem społecznym, jeżeli ludzie poważnie traktują swoją wiarę. Państwo nie powinno wkraczać na teren dotyczący tego, kto i w jaki sposób ma wykonywać posługę religijną w Kościele katolickim.
To rewanż państwa brytyjskiego za możliwość konwersji anglikanów przewidzianą w konstytucji apostolskiej "Anglicanorum coetibus"?
- Bardzo możliwe. Być może mamy do czynienia z sytuacją, że państwo jest zaniepokojone, iż religia wymyka się zakresowi jego władztwa i szuka w tej chwili możliwości zdominowania kultu religijnego. Tego nie wykluczam. Jeżeli jednak jest to prawda, wówczas będzie to prowadziło do daleko posuniętego konfliktu społecznego. Konsekwencje mogą być daleko idące, łącznie z całkowitym zerwaniem z państwem przez Kościół anglikański, który nie godząc się na święcenia homoseksualistów, poszuka schronienia w Rzymie.
Jak ta ustawa o równości ma się do prawa gwarantującego obywatelom wolność wyznania?
- Nie wiem, jak to wygląda w Wielkiej Brytanii, jednak u nas byłoby to niedopuszczalne. Byłoby to bowiem nadużycie władzy państwowej i mieszanie się w zakres władztwa regulowanego prawem kościelnym. Przenikanie się prawa państwowego i prawa kościelnego jest elementem zgody jednej i drugiej strony. Nie może być tak, że jedna strona narzuci drugiej jakieś dodatkowe regulacje bez jej zgody.
Strona rządowa odrzuciła wręcz prośbę Kościoła katolickiego o udział w konsultacjach. A podobno nawet traktat lizboński zabezpiecza gwarancje "dialogu" między państwem a władzą kościelną.
- Wydaje mi się, że nie należy w tym przedmiocie odwoływać się do traktatu lizbońskiego, jesteśmy bowiem w obrębie kazusów prawa anglosaskiego. Zresztą Wielka Brytania podpisała traktat lizboński z zastrzeżeniem protokołu londyńskiego. Należy za to przywołać zasady funkcjonowania religii i państwa. Od czasów Henryka VIII państwo usiłowało zdominować Kościół i narzucić religię podporządkowaną państwu. W tej chwili wydaje się, że wracamy do podstawowego konfliktu między tym, co boskie, a tym, co cesarskie. W zakresie podatków państwo może to regulować, jednak co do tego, kto powinien pełnić funkcje kapłańskie i jakie ma mieć predyspozycje - to wara państwu od tego! Wywołuje się w ten sposób ten sam konflikt, który zaciążył na rozwoju naszej cywilizacji europejskiej. Wchodzimy na bardzo niebezpieczną drogę. Kościół musi stać na gruncie oddzielenia tego, co należy do religii, od tego, co należy do państwa. Jeżeli tego nie uczyni, wówczas wkroczymy wprost na drogę systemu państw muzułmańskich. Jeden porządek nie może jednak narzucić drugiemu porządkowi rozwiązań, gdyż byłoby to sprzeczne z całą tradycją europejskiej cywilizacji, która wypracowała inny model współistnienia między władzą świecką a duchowną.
Jakie instrumenty ma Kościół katolicki do obrony?
- Bezdyskusyjnie należy to oprotestować. Pojawia się tutaj także kwestia wiernych, którzy będą bojkotować "kapłana" z nadania państwa, a nie Kościoła. W tej sytuacji Kościół anglikański będzie też musiał przejść do oporu przeciwko władzy państwowej. Musimy bowiem bronić przede wszystkim niezawisłości religii przed zakusami władzy państwowej, która chce ją zdominować i ukształtować na swój użytek. I to nie tylko religii katolickiej, ale także każdej innej. I uważam, że coraz większy szacunek będzie wzbudzała ta religia, która będzie potrafiła obronić się przed tego typu zakusami zła. Może zaistnieć rozłam w Kościele anglikańskim. Część wspólnoty wiernych pójdzie w kierunku nienaruszalności tego, co jest rozdziałem państwa od Kościoła. I być może o to chodzi, żeby podzielić ten Kościół na służebny wobec władzy państwowej i samostanowiący o sobie. Takie zakusy mamy na całym świecie, także w stosunku do katolików. Wystarczy popatrzeć na Chiny. Kościół anglikański czeka w tej sytuacji poważna próba identyfikacji. Ci bowiem, którzy chcą funkcjonować w obrębie porządku rzymskiego, będą na pewno sprzeciwiać się tym rozwiązaniom i mówić, że jest to nadużycie władzy państwowej, które nie może skutkować na gruncie religii. Być może jesteśmy w przededniu walki o niezależność Kościoła w Wielkiej Brytanii od zakusów władzy państwowej.
Dziękuję za rozmowę.

Konsekwencje przyjęcia przez Brytyjczyków "ustawy o równości" mogą być daleko idące, łącznie z całkowitym zerwaniem z państwem przez Kościół anglikański, który nie godząc się na święcenia homoseksualistów, poszuka schronienia w Rzymie
Londyn prowokuje konflikt















