Nasz Dziennik - strona główna Archiwum Reklama Redakcja Prenumerata
Wtorek, 5 stycznia 2010, Nr 3 (3629)
wersja do druku bez polskich znakow

Rolników czeka kolejny trudny rok, bo według prognoz niewiele zmienią się ceny skupu podstawowych produktów rolniczych: zbóż, mleka i mięsa. To oznacza, że wiele gospodarstw zamiast zysków będzie rolnikom przynosić straty

Kolejny tani rok?

fot. E. Sądej


Niedawno zakończony rok 2009 był dla większości rolników kiepski. Narzekano przede wszystkim na niską opłacalność produkcji, bo wielu właścicieli gospodarstw musiało dopłacać do hodowli zwierząt lub uprawy roślin. W tym roku, niestety, prawdopodobnie lepiej nie będzie.

Najgorzej opłacalność produkcji rolniczej wyglądała przez cały ubiegły rok w sektorze zbożowym i mlecznym. Jeszcze na początku roku tona pszenicy kosztowała średnio 478 zł, żyto skupowano po 371 zł, a jęczmień po 498 złotych. Rok zaczynał się kiepsko, bo w porównaniu do stycznia 2008 r. spadek cen zbóż sięgał 40-50 procent. W połowie roku, tuż przed żniwami, ziarno co prawda podrożało (pszenica kosztowała 538 zł, żyto 386, a jęczmień 436 zł za tonę), ale w kolejnych miesiącach ceny zbóż zaczęły znowu spadać. W efekcie na koniec roku za 1000 kg pszenicy płacono rolnikom średnio 484 zł, a za żyto jedynie 293 złote. Tymczasem, jak obliczali eksperci, koszty produkcji były nawet o co najmniej 20 proc. wyższe.
W nieco lepszych nastrojach rok kończyli producenci mleka. Im przez większość 2009 roku także dokuczały bardzo niskie ceny skupu, ale jesienią zaczęły nieco rosnąć. Od stycznia za litr mleka mleczarnie płaciły średnio około 85-90 groszy. W listopadzie i grudniu, dzięki podwyżkom, mleko zdrożało do blisko 1 zł za litr.

Wieprzowina taniała
Odwrotna tendencja była obserwowana w przypadku hodowli trzody chlewnej. Po gwałtownym załamaniu się rynku mięsa w 2008 roku i drastycznym spadku pogłowia tuczników wydawało się, że ubiegły rok będzie się charakteryzował wysokimi cenami skupu. I zresztą długo tak było. W styczniu 2009 roku za kilogram żywca płacono w ubojniach przeciętnie 4,43 zł, co w porównaniu do kiepskiego roku 2008 stanowiło prawie 30-procentowy wzrost. W czerwcu po raz pierwszy średnia cena skupu przekroczyła 5 zł (5,06 zł za kilogram trzody). Potem jednak było już gorzej, bo mimo wciąż niskiej produkcji krajowej wieprzowiny za tuczniki płacono coraz mniej - był to skutek głównie importu. I na koniec roku cena kilograma żywca spadła do 3,82 złotego. - Myślę, że cena około 4,50 zł za kilogram żywca byłaby dla rolników w pełni satysfakcjonująca i zapewniałaby przyzwoite dochody z hodowli trzody chlewnej - podkreśla doradca rolny Andrzej Łukowski.
Na tym tle wyjątkowo korzystnie przedstawia się sytuacja producentów wołowiny, bo ten gatunek mięsa ma bardziej stabilne ceny. Bydło rzeźne jest skupowane obecnie po prawie 4,75 zł za 1 kg i jest to tylko kilkanaście groszy mniej niż latem, gdy ceny wołowiny były najwyższe, i aż o 50 groszy więcej niż w styczniu 2009 roku. Ten fakt w dużym stopniu powoduje, iż coraz więcej rolników jest zainteresowanych przestawieniem się na hodowlę bydła mięsnego.
O ile w 2009 roku dość stabilne i w miarę atrakcyjne dla producentów były ceny warzyw, o tyle znowu spore straty odnotowali sadownicy. Dostawy wiśni czy jabłek dla przemysłu były kompletnie nieopłacalne, bo w wielu przypadkach to, co płacono rolnikom, ledwie w 50 proc. pokrywało koszty produkcji. Przykładem mogą być wiśnie, za które dostawcy otrzymywali maksymalnie około 80-90 groszy za kilogram, podczas gdy koszty produkcji szacowano na minimum 1,80 złotego. Dlatego znaczna część sadowników nie zbierała wiśni i jabłek przemysłowych.

Więcej nie zapłacą
Niestety, ten rok nie zapowiada się lepiej. Według ekspertów, ceny podstawowych produktów rolnych nie powinny się znacząco zmienić - dojdzie co najwyżej do okresowych wahań cenowych. To zaś nie najlepiej rokuje na przyszłość, bo wielu rolników może nie przetrwać kolejnego słabego roku. Nawet jeśli ich gospodarstwa nie upadną, to spadnie w nich poziom inwestycji i produkcji, którą, zwłaszcza w przypadku trzody chlewnej, trudno będzie odtworzyć. Pewną pociechą jest tylko to, że w tym roku spodziewane jest utrzymanie wysokiego eksportu żywności, co w poprzednich latach chroniło nasze rolnictwo przed jeszcze głębszymi spadkami cen skupu. - Może wreszcie pozytywne skutki przyniosą fundusze promocji żywności. Mamy ich siedem, są one finansowane głównie przez rolników i przetwórców. Szkoda, że nie rozwinęły jeszcze szerokiej działalności, bo być może dzięki nim udałoby się zwiększyć jeszcze bardziej eksport naszej żywności - mówi Marek Łukasiewicz, pracownik firmy zajmującej się eksportem produktów spożywczych.
Ministerstwo rolnictwa zastrzega, że ma ograniczone możliwości finansowego wspierania producentów rolnych, ale pewne efekty powinien przynieść dodatkowy unijny program pomocy dla mleczarstwa o wartości 300 mln euro czy skup interwencyjny zbóż. Ma to przede wszystkim ustabilizować ceny. Jednak organizacje rolnicze podkreślają, iż nie gwarantuje to wcale podniesienia opłacalności uprawy zbóż czy hodowli bydła mlecznego. Instrumenty wsparcia są bowiem ograniczone finansowo i czasowo.
Z drugiej jednak strony możliwe jest, że kryzys, jaki od dawna dotyka rynki rolne, spowoduje, iż Komisja Europejska będzie mniej rygorystyczna w kwestii ograniczania wydatków na rolnictwo, co ma nastąpić po 2013 roku. Wtedy mają wejść w życie nowe przepisy w zakresie Wspólnej Polityki Rolnej. Jednak ograniczenie finansowego wsparcia dla producentów rolnych napotyka coraz większy sprzeciw wśród krajów członkowskich. Należy do nich także Polska, która może stać się liderem grupy państw dążących do utrzymania najważniejszych elementów WPR. Jeszcze w styczniu w Warszawie w tej sprawie ma dojść do spotkania ministrów rolnictwa kilkunastu krajów unijnych.
Ponadto w tym roku światło dzienne ma ujrzeć długo oczekiwana przez rolników ustawa pozwalająca na szybką sprzedaż w prywatne ręce państwowej ziemi zarządzanej przez Agencję Nieruchomości Rolnych. - W pierwszej połowie roku ustawa trafi do Sejmu - wyraża nadzieję minister rolnictwa Marek Sawicki. Czekają na nią tysiące rolników, którzy chcieliby przez wykup ziemi od ANR powiększyć swoje gospodarstwa.
Krzysztof Losz