Nasz Dziennik - strona główna Archiwum Reklama Redakcja Prenumerata
Poniedziałek, 22 lutego 2010, Nr 44 (3670)
wersja do druku bez polskich znakow

Za nazwanie aborcji zabójstwem aborcjoniści wysyłają do sądów - ma to być ostrzeżenie: nie róbcie tak więcej. Ale nawet jeśli mielibyśmy trafić do więzienia, to co z tego?

Strategia zastraszania


Z Mariuszem Dzierżawskim z Fundacji Pro - Prawo do Życia rozmawia Maria S. Jasita

Jeszcze nie ogłoszono wyroku sądu apelacyjnego w sprawie przeciwko ks. Markowi Gancarczykowi i archidiecezji katowickiej, a już Alicja Tysiąc zapowiada, że wytoczy procesy kolejnym osobom...
- Celem aborcjonistów jest ukrycie prawdy o aborcji. Jeden ze środków, do których się uciekają, to zastraszanie. Jestem przekonany, że procesy te nie są pomysłem Alicji Tysiąc, ale jej doradców, którzy zawodowo zajmują się "umasowieniem" aborcji. Pani Alicja jest tylko jedną z osób, które aborcjoniści w pewien sposób wykorzystują do walki ze środowiskami pro-life. Grają na współczuciu opinii publicznej dla biednych kobiet, w ich mniemaniu personalnie atakowanych przez "ohydnych" obrońców życia. A przecież naszym celem nie jest atakowanie kogokolwiek, tylko pokazywanie, że kobiety cierpią na skutek aborcji, a nie dlatego, iż takiej możliwości im nie dano. A nade wszystko wskazujemy, jak cierpią mordowane dzieci, którym odbiera się prawo do życia.

W Warszawie jutro odbędzie się kolejna rozprawa w procesie, jaki wytoczyła Wanda Nowicka z proaborcyjnej organizacji publicystce Joannie Najfeld.
- To realizacja strategii zastraszania, o której wspomniałem wcześniej: próba wprowadzania cenzury przy pomocy sądów. Usiłują uniemożliwić mówienie prawdy o aborcji, pokazując, że jak ktoś powie prawdę, iż to morderstwo, i pokaże, czym jest aborcja, to go wyślą do sądu. W ten sposób "ostrzegają": "Nie mówcie o aborcji źle, bo was postawimy przed sądem, gdyż poczujemy się osobiście dotknięci". Tą metodą aborcjoniści chcą doprowadzić do sytuacji, w której dziennikarze będą o aborcji pisać wyłącznie pozytywnie.

Podobnych procesów jest coraz więcej - przypomnijmy chociażby sądowe ataki na głośną wystawę "Wybierz życie". W zasadzie wszczynane są za każdym razem, ilekroć ktoś jasno mówi w przestrzeni publicznej: aborcja to zbrodnia.
- To, że uciekają się do zastraszania, pokazuje, iż nie mają siły w walce na argumenty. Próby sądowego zakazu pokazywania wystawy "Wybierz życie", dewastowanie ekspozycji, jak podczas Przystanku Woodstock, świadczą o słabości głosicieli kontrkultury śmierci. Owszem, mają pieniądze, wpływy w mediach, elitach władzy i finansowych. Ale to my mamy rację i sposób na przemianę opinii publicznej - prawdę. Niepokojące byłoby, gdybyśmy ulegli presji, gdybyśmy dali się zastraszyć. Nasz strach jest największą siłą wrogów życia.

Sąd Okręgowy w Katowicach, rozstrzygając na korzyść Alicji Tysiąc, stwierdził, że katolicy mogli wyrażać swoją dezaprobatę moralną wobec wykonywania aborcji, nazywając ją zabójstwem, ale wyłącznie w sensie ogólnym, a nie w odniesieniu do konkretnej osoby.
- Ja nie widzę w tym logiki. To skutki zabiegów propagandowych aborcjonistów, którzy chcą się przedstawić jako obrońcy kobiet i starają się wzbudzić dla nich współczucie. Naszym celem jest pokazanie okrucieństwa wobec mordowanych dzieci i wzbudzenie współczucia dla nich. Jednak ich matki są również ofiarami. Ofiarami podżegaczy aborcyjnych, ofiarami aborterów, dla których aborcja jest biznesem, niekiedy ofiarami najbliższych, którzy wywierają presję, aby poddały się aborcji.

Wyrok w rozprawie odwoławczej zapadnie 5 marca. Ksiądz Marek Gancarczyk ma nadzieję, że sąd apelacyjny uwzględni argumenty "Gościa Niedzielnego". Gdyby jednak zostało podtrzymane orzeczenie sądu pierwszej instancji, jakie miałoby ono skutki?
- Najpierw chciałbym podkreślić, że aby bronić życia, nie trzeba być katolikiem ani nawet chrześcijaninem - wystarczy być człowiekiem. To absolutnie nie jest sprawa wyznaniowa. Jednak na pewno gdyby wrześniowy wyrok podtrzymano, oznaczałoby to, że walka o życie się zaostrza. Wycofanie się czy choćby bierność byłyby w tej sytuacji kapitulacją. Niezależnie od tego, jaki wyrok zapadnie, mamy zamiar wzmóc naszą działalność. Ekspozycji będzie więcej i będą one bardziej widoczne. Nawet jeśli mielibyśmy trafić do więzienia, to co z tego? Cóż to jest wobec mordowania setek, a może tysięcy dzieci w Polsce?

Podczas rozprawy przed gmachem katowickiego sądu pikietowało wielu obrońców życia człowieka. Równolegle w Warszawie trwała na placu Konstytucji manifestacja solidarności z Joanną Najfeld. Są to oddolne inicjatywy młodych ludzi - o czym świadczą?
- Przyszłość należy do życia, nie do śmierci. Szeroki udział młodych w demonstracjach w Katowicach i Warszawie jest znakiem przemian społecznych w tej kwestii. Liberalne media próbowały wmawiać opinii publicznej, że przeciwnikiem aborcji jest jedynie starsze pokolenie. Tymczasem takie akcje pokazują, że to głównie młodzież występuje w obronie nienarodzonych i ma odwagę głosić prawdę o tej zbrodni, jaką jest aborcja.

Dziękuję za rozmowę.