Nasz Dziennik - strona główna Archiwum Reklama Redakcja Prenumerata
Czwartek, 30 października 2008, Nr 255 (3272)
wersja do druku bez polskich znakow

 


Kat musi być osądzony
Ostatnio znowu dużo mówi się i pisze o rotmistrzu Witoldzie Pileckim w związku z ukazaniem się albumu Jacka Pawłowicza zatytułowanego "Rotmistrz Witold Pilecki 1901-1948", który został wydany przez Instytut Pamięci Narodowej w Warszawie.
Na ostatnich stronach wspomnianego albumu znajduje się po raz pierwszy opublikowane zdjęcie st. sierż. Piotra Śmietańskiego, etatowego mordercy z więzienia na Mokotowie, który w tej warszawskiej katowni MBP zamordował bohaterskiego rotmistrza strzałem w tył głowy 25 maja 1948 roku.
Ten seryjny zabójca pozbawił życia w mokotowskim więzieniu wspomnianą metodą katyńską wielu innych znanych Polaków, np. Adama Doboszyńskiego, mjr. Hieronima Dekutowskiego czy Zygmunta Szendzielarza "Łupaszkę".
Ogółem w latach 1944-1956 tylko na Mokotowie zostało straconych ponad tysiąc osób. W dużej mierze były to ofiary st. sierż. Piotra Śmietańskiego, który podobno znany był wśród więźniów pod przezwiskami "Lodziarz" i "Poniatowski", z uwagi na długie bokobrody, które nosił przez pewien czas.
Na temat tego zbrodniarza, wykonującego wyroki śmierci w majestacie komunistycznego prawa, niewiele można ustalić. Urodził się prawdopodobnie około 1921 r., lecz jak przebiegała jego młodość i jakie były jego losy w czasie wojny, nic nie wiemy. Podobno za pozbawienie życia więźnia otrzymywał tysiąc złotych. Pensja nauczycielska w tym czasie wynosiła sześćset złotych. Po 1968 r., jak twierdzi w swoich artykułach Tadeusz M. Płużański, syn profesora Tadeusza Płużańskiego, który sądzony był razem z rotmistrzem Witoldem Pileckim, ten kat Mokotowa wyjechał do Izraela. Obecnie powinno się ustalić jego losy, o ile tam żyje. Polska powinna zażądać jego wydania celem należytego osądzenia i ukarania.

Z wyrazami szacunku
Adam Cyra, Oświęcim


Trzeba zdecydowanie reagować
Zdecydowanie podzielam punkt widzenia pani Ewy Siemaszko ("Trzy ludobójstwa", "Nasz Dziennik" z 21 października br.), że "władza powinna zintensyfikować działania, by wszystkie nielegalne upamiętnienia zostały usunięte". Chodzi o pomniki, rzeźby, tablice upamiętniające zbrodnie Ukraińskiej Powstańczej Armii na Wołyniu i Podolu w trakcie II wojny światowej i pierwszych latach powojennych. Zgadzam się całkowicie z panią Siemaszko, iż UPA była zbrodniczą organizacją, podobnie jak organizacja ukraińskich nacjonalistów. Reakcja polskich władz jest mało skuteczna i praktycznie żadna. Dzieje się tak w imię fałszywie pojętej racji stanu i dowartościowywaniu - przez najwyższe czynniki ustawodawcze i wykonawcze w Polsce - Ukrainy jako przyszłego członka UE i NATO. Działania te podejmuje się kosztem prawdy historycznej ludobójstwa OUN-UPA na Wołyniu i Podolu. Zachód absolutnie nie spieszy się do przyjęcia w skład swoich struktur ponadnarodowych Ukrainy z tej prostej przyczyny, że bardziej zależy mu na dobrych stosunkach z Rosją (dostawy gazu i ropy). Ponadto sytuacja polityczna na Ukrainie jest wyjątkowo niestabilna. Ciągłe kłótnie w trójkącie: Juszczenko - Tymoszenko - Janukowycz absolutnie nie gwarantują normalnego, demokratycznego rozwoju państwa ukraińskiego. Potężne lobby rosyjskie, Flota Czarnomorska na Krymie, praktycznie całkowite uzależnienie Ukrainy od rosyjskich surowców energetycznych powodują, że odżywa ukraiński nacjonalizm zgodnie z teorią jego ideologa Doncowa. W tym wypadku Polska absolutnie nie może być jakimś poletkiem doświadczalnym dla antypolskich, zbrodniczych organizacji ukraińskich, a obecny rząd musi wykazać minimum odwagi, kategorycznie reagując na wszelkie przejawy (pomniki, tablice pamiątkowe) OUN-UPA na terenie państwa polskiego.
Marek Zep, Warszawa

Droga Redakcjo
Na Wasz dziennik natrafiłam całkiem przypadkowo. Czekając na jedną z wizyt u lekarza, natknęłam się na pacjenta, który był wręcz zaczytany w "Naszym Dzienniku". Nie zauważyłam, kiedy wyszedł i zapomniał o gazecie. Od razu
zabrałam się do czytania. Mogę przyznać szczerze, że jestem pod wielkim wrażeniem. Być może był to tylko zwykły zbieg okoliczności, ale - jak sądzę - nic nie dzieje się bez przyczyny. (...) Zauważyłam, że jest możliwość współpracy z Waszą redakcją. Jako że jestem nieletnią poetką (nie zarabiam pieniędzy),
trudno jest mi gdziekolwiek zamieścić moje wiersze.
Postanowiłam więc wysłać Wam jeden z moich wierszy i mam cichą nadzieję, że zostanie on opublikowany. (...) Zobaczenie własnego wiersza w tak wspaniałym dzienniku byłoby dla mnie wielkim zaszczytem.

Pielgrzym
Kolejny rok tułaczki
Samotnego Pielgrzyma
Znów przeminął.
Nikt o nim nie myśli,
nikt Go nie wspomina.
Jaka przyczyna?
Kolejny krok przemierzył,
już kolejna przemierzona mila,
Nikt Go nie zatrzyma.
Odszedł w zapomnienie Ten,
o którym głośno było
Dni kilka,
Ale to ważny czas,
mimo że to krótka chwilka.
Ulotna...
Jego stopy delikatne
jak skrzydła motyla
Zranione...
Ozdobione ranami od ostrych kamieni
Krwawa ofiara.
Niech teraz stąpa po chmurach, po zieleni,
Nic to nie zmieni.
Tylko nieliczni Go pamiętają,
nieliczni współczują,
Tęsknią...
I razem z nim świat zbawiają,
ból doceniają jedną łezką
I pamiętają, że był Ten, który zawsze zostanie w naszych sercach,
Bo tylko przy Nim rodzi się
prawdziwa miłość
I radości tęcza.
Liliana Kosiec, Parczew