Nasz Dziennik - strona główna Archiwum Reklama Redakcja Prenumerata
Sobota-Niedziela, 2-3 lutego 2008, Nr 28 (3045)
bez polskich znakow

Orzeł i reszka

Wojna chińsko-chińska


Wieści dobre przeplatają się ze złymi. Z jednej strony, coraz więcej środowisk i ludzi dobrej woli przyłącza się do światowego moratorium w sprawie zakazu aborcji. Z drugiej, brytyjska Izba Lordów odrzuciła poprawkę polegającą na ograniczeniu możliwości dokonywania aborcji, które w tym kraju jest wyjątkowo "liberalne". W Anglii dzieci w praktyce można zabijać na żądanie do 24. tygodnia życia, a niepełnosprawne aż do urodzenia. W Stanach Zjednoczonych w ubiegłym tygodniu dziesiątki tysięcy obrońców życia wzięło udział w dorocznym Marszu dla Życia. Tymczasem amerykańskie środowiska proaborcyjne - "zaniepokojone" coraz realniejszą perspektywą ograniczenia prawa do zabijania - mają zamiar wesprzeć finansowo kampanie popierających aborcję kandydatów na prezydenta. Aborcja w USA od czasu jej zalegalizowania w 1973 r. pochłonęła już 48,5 mln ofiar.
Światowym jednak liderem prenatalnego ludobójstwa są Chiny, w których rocznie ginie według różnych opracowań od 7 do 13 milionów dzieci. W tym państwie wprowadzono w 1979 roku politykę jednego dziecka, co spotkało się z akceptacją gremiów międzynarodowych. Od 1980 roku - przy hojnym zaangażowaniu się Funduszu Ludnościowego ONZ (UNFPA) - zaczęto tworzyć monstrualną bazę informatyczną gromadzącą dane dotyczące najintymniejszych szczegółów życia wszystkich chińskich kobiet. Za jej pomocą - co podkreślają w swoich raportach obrońcy życia - władze są w stanie określić stadium cyklu miesiączkowego danej kobiety, jej dotychczasowych partnerów seksualnych, liczbę ciąż, urodzonych dzieci oraz wszelkie inne szczegóły dotyczące jej zdrowia i płodności.
Kobiety są poddawane raz na kwartał przymusowej kontroli. W przypadku wykrycia "nielegalnej" ciąży prawo nakazuje przeprowadzenie natychmiastowej aborcji. Dzieje się tak najczęściej przy drugim dziecku. Aborcję taką przeprowadza się bez względu na zaawansowanie ciąży, nawet na kilka dni przed porodem. W takiej sytuacji wywołuje się poród, a następnie dziecko na oczach matki jest uśmiercane zastrzykiem z trucizny. Ciała zabitych dzieci są wykorzystywane jako półprodukty dla przemysłu kosmetycznego. Ponieważ w Chinach szczególnie cenieni są chłopcy, więc niebywale rozwinęła się aborcja selektywna, która spowodowała, że w ponad 90 proc. ofiarami aborcji są dziewczynki. Obecnie miliony młodych chińskich mężczyzn nie ma szans na znalezienie żony w swoim kraju, więc szuka kobiet za granicą. Niebywale rozwija się też przemysł pornograficzny i prostytucja.
Media światowe na ogół niewiele miejsca poświęcają antyludzkim standardom władz w Pekinie. Coraz trudniej jednak nie dostrzegać megazbrodni. Agencje prasowe niedawno podały, że ponad 500 aktywistów chińskiej partii komunistycznej z centralnej prowincji Hubei zostało usuniętych z Komunistycznej Partii Chin za posiadanie niedozwolonej liczby dzieci. 395 utraciło stanowiska, a 7 deputowanych straciło mandat. W styczniu rozpoczął się precedensowy proces dotyczący przymusowej aborcji. Yim Jan w 2000 roku, na kilka dni przed porodem, została siłą dowieziona przez pracowników wydziału planowania rodziny do szpitala i poddana przymusowej aborcji. Kobieta straciła dużo krwi, w szpitalu spędziła 44 dni, obecnie jest bezpłodna i pogrążona w depresji. W opinii prawników, kamieniem milowym w walce o prawo człowieka do życia jest w ogóle rozpoczęcie procesu, ale szansa na jego wygranie jest znikoma, gdyż władze obawiają się, że zwycięstwo Yim wywoła lawinę podobnych pozwów. W Państwie Środka trwa regularna wojna chińsko-chińska, w której wydawałoby się, że bezbronny instynkt życia coraz skuteczniej przeciwstawia się totalitarnemu państwu.
Jan Maria Jackowski


Z pamiętnika Donalda "Cudotwórcy"


Piątek, 25.01.2008 r.
Ostatnio niedobrze się dzieje w sondażach. Poparcie dla mnie cały czas rosło. Ludzie mi ufali. Już prawie wszyscy chcieli, żebym był prezydentem... i nagle klops! Już tylko połowa chce na mnie głosować. Bogdan mówił, żebym się tym nie przejmował, bo jak mamy taki tydzień deszczy, to trochę te nastroje się wszystkim pogarszają. "Jak są deszcze, to i ludzie są niespokojne" - podsumował Waldek. Niech już w końcu przestanie padać!

Sobota, 26.01.2008 r.
Nauczyciele alarmują, że trzeba pilnie przejrzeć wszystkie lektury szkolne. Mówią, że za dużo w nich antysemityzmu! Na razie nie wiadomo, ile tych książek trzeba będzie wyrzucić. Nie ma wyjścia, musimy na nie spojrzeć krytycznie! Może dla pewności warto by wycofać wszystkie...? I "Lalkę", i "Chłopów", i "Pana Wołodyjowskiego"... Waldkowi taka propozycja nie bardzo się spodobała. Mówił, że za "Chłopów" może ręczyć.

Niedziela, 27.01.2008 r.
Dziennikarze ciągle piszą o nowych protestach. Nawet gdybym im opowiedział, to i tak nie uwierzyliby, jak wyglądają rozmowy ze związkowcami. Jak z głuchymi! Ja mówię o miłości, o zaufaniu, a oni udają, że nie słyszą i od razu o podwyżkach! Nie wiedziałem, że tak na poważnie podchodzili do naszych wyborczych reklamówek. Pytali mnie nawet, gdzie jest nasze "10 zobowiązań". Też nie wiem, gdzie. Może na naszych stronach w internecie?

Poniedziałek, 28.01.2008 r.
Dzwonił Lechu z Gdańska. Mówił, że tak dalej nie może być i że w ogóle trzeba było ich od razu pod klucz. Teraz też najlepiej jakbym się zdecydował na stan wojenny! Nie wiem, co o tym myśleć. Najpierw muszę sprawdzić, jak bym wyglądał w mundurze i przyciemnianych okularach.

Wtorek, 29.01.2008 r.
Chcą nam zabrać Janusza Dzięcioła! Wszyscy pod nami kopią dołki, ale nie myślałem, że posuną się aż tak daleko. Janusz kiedyś wygrał pierwszego w Polsce "Big Brothera", a teraz jest posłem. No i co wymyślili nasi przeciwnicy? Chcą utworzyć partię "Big Brothera"!
Lechu mówi, że od razu widać, czyja to robota i że teraz trzeba wszystkich pozamykać. Najlepiej zaraz, żeby ich rano nie wpuścić do biura...

Środa, 30.01.2008 r.
Jakaś gazeta dopytywała się, jak oceniam Hanię. Bo niby jako prezydent Warszawy na prawników za dużo wydawała i organizowała jakieś fikcyjne konkursy na najlepsze stanowiska... Przez takie błahostki miałbym ją źle oceniać? Ważne, że mimo trudnego czasu (coraz więcej demonstrantów na ulicach!) Hania wreszcie ograniczyła wydatki na kanapki.

Czwartek, 31.01.2008 r.
Nikt nie może znaleźć naszych zobowiązań wyborczych! Grzegorz przewrócił do góry nogami całą kancelarię i nic. Nie ma ani "10 zobowiązań" i tej wielkiej planszy, ani nawet zdjęć, na których podpisywałem się pod jakimś hasłem o cudach. Nawet z naszej strony internetowej wszystko poznikało. Teraz to już zupełnie nie wiadomo, co przed wyborami obiecywaliśmy! Może to i dobrze zresztą, tylko... a nuż ktoś to jednak zarchiwizował?
Piotr Tomczyk


Bezkrwawa rewolucja


Warto przyglądać się zmianom zachodzącym w Telewizji Polskiej. Do niedawna w konkurencyjnych mediach panowała opinia, że państwowa telewizja to matecznik dziennikarskiej "skrajnej prawicy". Komentatorzy nie mieli w tej sprawie wątpliwości, bo przecież TVP kierowana była twardą ręką przez związanego z Prawem i Sprawiedliwością prezesa Andrzeja Urbańskiego. Treść programów emitowanych w państwowej telewizji przez długi czas nie powodowała zmiany opinii u zwolenników teorii o "prawicowej telewizji". Coś drgnęło dopiero wtedy, gdy do załogi TVP dołączył etatowy "dziennikarz roku" Tomasz Lis. "Antypisowski" dziennikarz przekonywał, że prezes Urbański zawsze chciał dobrej telewizji i zupełnie nie do niego należałoby mieć pretensje o prawicowe skrzywienie reprezentowanej przez niego firmy. Ta argumentacja nie do końca przekonała dziennikarską brać. Podejrzewano, że programy Lisa mogą być tylko symboliczną wysepką wolności w ciągle zniewolonej telewizji.
Wygląda jednak na to, że obszar wolności będzie się poszerzał...
- Zaczynam wszystko od początku. Jeszcze nie spotkałem się z prezesem Andrzejem Urbańskim, który, jak się wydaje, podpisze ze mną umowę o pracę. (...) Mam kilka pomysłów, ale opowiem o nich, gdy już odbędę rozmowę z przełożonymi - powiedział tygodnikowi "Wprost" Andrzej Kwiatkowski.
Lewicowy dziennikarz, reprezentujący Aleksandra Kwaśniewskiego w trakcie kampanii prezydenckiej 1995 roku, miałby wkrótce poprowadzić swój autorski program.
Czekamy na kolejne kroki bezkrwawej rewolucji w TVP.
Piotr Tomczyk