Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości, że ludzkość może być zbawiona bez żadnej własnej zasługi, to powinien go ostatecznie przekonać rezultat referendum w Irlandii. Okazało się, że nawet poseł Przemysław Gosiewski, chociaż 1 kwietnia głosował w Sejmie za ustawą upoważniającą prezydenta Kaczyńskiego do ratyfikowania traktatu reformującego, w głębi patriotycznego sumienia przecież kibicował irlandzkim przeciwnikom ratyfikacji. Ten przypadek potwierdza ogólnie znaną prawdę, że człowiek jest jednością duszy i ciała i jeśli, dajmy na to, politykuje, to jego sumienie politykuje także. Zatem i pragnienia pana posła Gosiewskiego mogą zostać spełnione bez żadnej jego zasługi, a nawet - wbrew jego zewnętrznym usiłowaniom. Zaiste - Deus mirabilis, Fortuna variabilis.
Ale bo też nawet nie zdajemy sobie do końca sprawy, przed czym tak naprawdę uratował Europę dzielny naród irlandzki. Oto życzliwy Czytelnik zwrócił moją uwagę na Raport przygotowany w 2007 roku na zlecenie MSWiA przez Aleksandrę Gliszczyńską, Katarzynę Sękowską-Kozłowską i Romana Wieruszewskiego, działających wspólnie i w porozumieniu, w ramach Poznańskiego Centrum Praw Człowieka Instytutu Nauk Prawnych PAN i zatytułowany "Monitorowanie treści rasistowskich, ksenofobicznych i antysemickich w polskiej prasie". Raport ten stwarza pozory opracowania naukowego, ale o jego wartości poznawczej można wyrobić sobie pogląd, czytając np. definicję "języka nienawiści". Autorzy raportu z wyraźną aprobatą przepisali bełkot wykoncypowany przez Komitet Ministrów Rady Europy. Zdefiniował on "mowę nienawiści" jako "każdą formę wypowiedzi, która rozpowszechnia, podżega, propaguje lub usprawiedliwia nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści, włączając w to nietolerancję, wyrażaną w formie agresywnego nacjonalizmu lub etnocentryzmu, dyskryminacji lub wrogości wobec mniejszości migrantów lub osób wywodzących się ze społeczności imigrantów". Taka definicja to przykład logicznego błędu polegającego na definiowaniu idem per idem lub ignotum per ignotum, czyli, mówiąc popularnie - masło maślane albo nienawiść nienawistna. Do definicyjnych osobliwości Raportu należy zaliczyć uznanie za "antysemityzm" również "publicznego przebaczania" holokaustu. Czy nie jest to jednak aby przykład karygodnego "etnocentryzmu"? Czy tylko holokaustu nie można przebaczać, a - dajmy na to - ludobójstwo polskiej ludności na Wołyniu już można? Autorzy Raportu niestety tego nie wyjaśniają - gdzieżby tam śmieli!
Natomiast z widoczną wprawą "monitorują", co dawniej nazywało się zwyczajnie donoszeniem. I tak na przykład donoszą, że Marian Miszalski dopuścił się "ksenofobicznej interpretacji" integracji europejskiej, bo napisał w "Najwyższym Czasie!", że Karta Praw Podstawowych jest instrumentem negatywnego oddziaływania "ich", czyli bogatych państw UE, na "nas". Słyszane to rzeczy, żeby "oni" oddziaływali na "nas"? Gdzieżby tam znowu "oddziaływali"! A to ci dopiero bezczelny i niebezpieczny konspirator z tego Miszalskiego, a to ci dopiero zbrodniarz! Ale to jeszcze nic w porównaniu z horrendum, jakiego dopuścił się niżej podpisany. Oto w felietonie "Męczeństwo Julii Pitery" użyłem określenia "wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler", i to "bez żadnego komentarza" ani nawet - "bez cudzysłowu", co w autorach Raportu zrodziło straszliwe podejrzenie, że naprawdę uważam Adolfa Hitlera za wybitnego przywódcę socjalistycznego. I słuszna ich racja - bo rzeczywiście tak uważam. A oni jak uważają? Że nie był wybitny, czy że nie był socjalistyczny?
Oto na co MSWiA trwoni publiczne pieniądze, oto czym zajmuje się Poznańskie Centrum Praw Człowieka Instytutu Nauk Prawnych PAN, oto jak przygotowywane są narzędzia terroru i dławienia wolności słowa. I ta logofagiczna, cenzorska i bezpieczniacka instytucja jak na ironię nazwała się Centrum Praw Człowieka. Ale nic dziwnego. W Związku Sowieckim słowo "bezpieczeństwo" też budziło dreszcz zgrozy.
Stanisław Michalkiewicz

Ścieżka obok drogi
"Maleńcy uczeni" w służbie totalniaków















