|
|  |
 | Tadku, nie sprzedawaj Polski!
 |  |
 |
 | Panu Posłowi Tadeuszowi Cymańskiemu - a na jego ręce wszystkim posłom, którzy rozmawiają ze swymi bliskimi i znajomymi o traktacie z Lizbony - aby wiedzieli, o czym mówią Polacy, którzy nie chcą, by Polska ten traktat ratyfikowała.
Przywódcy Wspólnot Europejskich postanowili przekształcić EWG w federacyjne państwo. Pomysł jest bardzo stary, został podjęty i szeroko upowszechniony przez twórców rewolucji francuskiej, w XIX wieku dopieszczany przez różne tajne związki, w XX wieku podjęty przez tzw. Ruch Paneuropejski, a potem przez Ruch Europejski. Owocem tych projektów stały się m.in. Wspólnoty Europejskie czy Rada Europy. Podjęto wreszcie decyzję o przekształceniu Wspólnot w federacyjne państwo. Najstarszy znany dokument w sprawie tego przekształcenia ujawniony został przez Władimira Bukowskiego, który w 1992 roku miał okazję przeglądać archiwa byłego KC KPZR w Moskwie. W notatce, sporządzonej przez sowieckiego urzędnika, opisane jest spotkanie Michaiła Gorbaczowa z delegacją Komisji Trilateralnej - byłym prezydentem Francji Valérym Giscardem d'Estaing, byłym premierem Japonii Nakasone, byłym sekretarzem stanu USA Henrym Kissingerem oraz inicjatorem i liderem Komisji, Davidem Rockefellerem. Miało ono miejsce w styczniu 1989 roku, w tym samym czasie, w którym w Polsce trwały przygotowania do Okrągłego Stołu. W czasie tego spotkania d'Estaign powiedział do Gorbaczowa: "Panie Prezydencie, nie mogę powiedzieć, kiedy to dokładnie nastąpi - prawdopodobnie w ciągu piętnastu lat - ale Europa zmierza do stania się federalnym państwem i pan musi się na to przygotować". Nieco ponad piętnaście lat później, w grudniu 2004 roku, podpisano Traktat ustanawiający Konstytucję dla Europy. Istotą traktatu było przekształcenie Wspólnoty i Unii Europejskiej w kontynentalne superpaństwo. Został on odrzucony w referendach przez Francuzów i Holendrów. W pierwszej połowie 2007 roku projekt ten podjęła ponownie prezydencja niemiecka, a wobec oporu niektórych krajów i po fiasku marcowego szczytu w Berlinie, dokonano przeredagowania dokumentu. Zamiast zwartego tekstu uzyskał on postać szeregu poprawek do wcześniej zawartych traktatów. Chcąc go dobrze przeczytać i zrozumieć, należy położyć przed sobą sam traktat z Lizbony obok Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską oraz traktatu o Unii Europejskiej, wraz z ich licznymi aneksami. Jaka zatem jest relacja pomiędzy Traktatem ustanawiającym Konstytucję dla Europy a traktatem z Lizbony? Redakcyjna! Usunięto kilka kwestii kosmetycznych, typu hymn i flaga, a pozostawiono kluczowe rozwiązania ustrojowe. Co mówią o tym nowym dokumencie jego twórcy? Pan Valéry Giscard d'Estaing, główny redaktor eurokonstytucji, 17 lipca 2007 roku powiedział o projekcie nowego traktatu: "Treść jest faktycznie ta sama. Pod względem prawnym jest to przypadek traktatów, które mogą być jako takie ratyfikowane przez parlamenty krajowe. Pod względem merytorycznym jest to wciąż traktat konstytucyjny". Dokładniej wyjaśnił to dzień wcześniej Giuliano Amato, były premier Włoch i lider tzw. grupy Amato, pracującej nad projektem eurokonstytucji: "Postanowili oni, że dokument powinien być nieczytelny. Jeżeli jest nieczytelny, nie ma charakteru konstytucyjnego - tak to postrzegano. Jeżeli przypadkiem uda się go zrozumieć od razu, może zaistnieć powód do przeprowadzenia referendum, ponieważ oznaczałoby to, że istnieje coś nowego". Kropkę na "i" postawił przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, który 10 lipca 2007 roku stwierdził: "Europa jest imperium. Trzeba powiedzieć, że imperium nieimperialnym. A jednak imperium". Człowiek zaś wykształcony powinien wiedzieć, że pojęcie "imperium" jest tożsame z pojęciem "państwa".
Unia będzie państwem Co to jest państwo? Jest to podmiot prawa, który charakteryzują łącznie trzy cechy - stanowi go ludność, osiadła na określonym terytorium i wyposażona w suwerenną władzę. Obywatelstwo Unii już istnieje. Władza Wspólnoty Europejskiej, wyrażająca się przede wszystkim nadrzędnością prawa wspólnotowego nad prawem państw członkowskich, w tym nad ich konstytucjami, oraz nadrzędnością sądownictwa wspólnotowego, już istnieje i rozciąga się nad terytorium wszystkich państw członkowskich. Jednak cechy te związane są ze Wspólnotą Europejską, która jest organizacją międzynarodową (a raczej ponadnarodową) oraz z Unią Europejską, zawartą pomiędzy państwami członkowskimi Wspólnoty Europejskiej w celu pogłębienia i poszerzenia integracji. Unia, pomimo że nie posiada osobowości prawnej, zdaniem wielu prawników stopniowo przejmuje zadania Wspólnoty. Co nowego wprowadza traktat z Lizbony? Likwidacji ulega Wspólnota Europejska. Unia Europejska uzyskuje osobowość prawną (staje się podmiotem prawa) i sukcesorem prawnym Wspólnoty Europejskiej. Unia ma obywateli i terytorium. Nadany zostaje jej zakres kompetencji wyłącznych, w zakresie których państwa członkowskie tracą całkowicie swoje kompetencje. Poszerzony zostaje radykalnie zakres dotychczasowych kompetencji Unii - jest ona teraz wyposażona w podstawy do działania we wszystkich dziedzinach stanowiących charakterystyczne atrybuty władzy państwowej - ze sprawami zagranicznymi, wewnętrznymi i wymiarem sprawiedliwości na czele. Po raz kolejny poszerzony zostaje zakres spraw, w których państwa członkowskie nie mają już prawa weta, czyli że mogą zostać przegłosowane. Utrzymana jest zasada nadrzędności prawa unijnego nad prawem i konstytucjami państw członkowskich. W licznych sprawach trwają tzw. kompetencje dzielone, gdzie uprawnienia ma zarówno Unia, jak i państwa członkowskie, ale przewaga decyzyjna Unii w sprawach, w których postanowi ona działać, jest oczywista. Wprowadzony jest bowiem zakaz podejmowania przez państwa członkowskie działań przeciwko celom Unii, a do jej organów będzie należało określanie, co jest jej celem i interpretowanie, co jest z tym celem zgodne, a co nie. Będzie to zatem państwo nadrzędne nad państwami członkowskimi Unii. Dlatego używamy określenia "superpaństwo". Liczni politycy, a nawet prawnicy, angażując się w popieranie tego przekształcenia Wspólnoty i Unii Europejskiej w państwo, głoszą, iż po tych przekształceniach Unia nie będzie państwem, lecz "jednolitą organizacją międzynarodową". Kłamią. Dlaczego kłamią? Dlatego, że Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej wprawdzie dopuszcza przekazywanie kompetencji organów państwa polskiego na rzecz organizacji lub organu międzynarodowego, ale nie dopuszcza przekazywania ich na rzecz innego państwa. Mało tego. Takie przekazanie kompetencji może w świetle Konstytucji RP nastąpić wyłącznie w drodze umowy międzynarodowej, a traktat z Lizbony zawiera dopuszczalność poszerzenia kompetencji Unii poprzez decyzje Rady, wprawdzie jednomyślne, ale przecież niebędące umowami międzynarodowymi i niepodlegające ratyfikacji. Takie przekazywanie kompetencji organów RP na rzecz innego państwa jest gwałtem na Konstytucji RP. Niektórzy doskonale zdają sobie sprawę z tego faktu. Na przykład Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych Polski, w piśmie ze stycznia br. do posłów Urszuli Krupy i Witolda Tomczaka stwierdził: "Traktat z Lizbony nadaje Unii jednolitą osobowość prawną, przy czym, zgodnie z polskim postulatem, ma on ograniczony merytorycznie zakres, który zbliża ją do osobowości prawnej organizacji międzynarodowych". To bardzo charakterystyczne sformułowanie "zbliża ją do... organizacji międzynarodowych" - rzeczy zbliżone nie są tożsame. Skąd zatem twierdzenie o zachowaniu przez Unię charakteru organizacji międzynarodowej? Przy okazji, gdyby wykształcenie prawnicze pana ministra było pełniejsze, zapewne wiedziałby, że ze względu na swą strukturę mogą być różne państwa - tak zwane unitarne, czyli jednolite (np. Rzeczpospolita Polska), albo federacyjne (np. Stany Zjednoczone Ameryki). Różne też mogą być federacje - w niektórych domniemywa się kompetencji samej federacji, a w innych domniemywa się kompetencji podmiotów federacji. To drugie rozwiązanie zostało zastosowane do budowy unijnego państwa (nazywa się to zasadą kompetencji przyznanych), co wcale nie umniejsza faktu, że jest to właśnie państwo. Traktat z Lizbony pośrednio przeprowadza też uznanie państwowego charakteru Unii Europejskiej. Mówi bowiem, że Unia przystępuje do "Europejskiej Konwencji w sprawie praw człowieka i podstawowych wolności" z 1950 roku. Stronami zaś tej konwencji są wyłącznie państwa. W tym państwa członkowskie obecnej Wspólnoty i Unii Europejskiej, które tym samym uznają państwowy status Unii. Polska, poprzez przyjęcie traktatu z Lizbony, ma przyłożyć rękę do ustanowienia tego państwa i do uznania, wbrew swej Konstytucji, nadrzędności państwa unijnego nad Polską. I tego właśnie nie chcą Polacy, którzy nie zgadzają się na przyjęcie przez Polskę traktatu z Lizbony. Uważamy, że ten, kto wynegocjował taki traktat, i ten, kto go podpisał, złamał Konstytucję RP i działa przeciwko niepodległości i suwerenności Polski.
Domagamy się referendum Chcemy żyć w niepodległej Polsce, o którą walczyły i krwawiły pokolenia Polaków. Pan poseł Tadeusz Cymański raczył obliczyć nas na pięć procent plus dwadzieścia procent tych, którzy mają wątpliwości. I tym przeciwnikom traktatu, którzy zawsze są i będą, proponuje "jakąś uchwałę... ale coś zawsze". Doprawdy sądzi Pan, że tu idzie o zaspokojenie symbolicznych apetytów radykalnej mniejszości? Czy ta uchwała, preambuła czy co tam innego klepniecie, cokolwiek zmieni w fakcie przekształcenia Wspólnoty i Unii Europejskiej w państwo, któremu Polska będzie poddana? Zdarzyło się kiedyś, że rozbiory Rzeczypospolitej zatwierdzane były większością głosów poselskich Sejmu Rzeczypospolitej. Czy w oczach Pańskich zmienia to kwalifikację moralną, polityczną i prawną działania tamtych posłów? Dziś domagamy się referendum. Czy ma Pan świadomość, że domagamy się go tylko i wyłącznie dlatego, że politycy, którym Naród powierzył reprezentację Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, nie spełnili swojej powinności? - w tym i ci, którzy domagali się poparcia i maszerowali do swych urzędów w imię najszczytniejszych patriotycznych haseł. Prosimy o szansę referendum, aby Naród sam mógł bronić swego dziedzictwa, którym jest jego suwerenna Rzeczpospolita, skoro nie bronią go ci, których do tego zadania powołał. Tymczasem "wybrańcy Narodu" - działając w ramach międzynarodowej zmowy przywódców europejskich, skierowanej przeciwko ich własnym narodom - czynią wszystko, aby referendum nie było, aby nie zdarzył się ponownie przypadek Francji czy Holandii. Zależy im też, aby Naród nie tylko nie wypowiadał się sam o traktacie z Lizbony, ale aby nawet nie dowiedział się o istotnej treści tego traktatu. Mało - sami go nie czytają, a zawierzając przeróżnym "ekspertom", podpisują i głosują. I jeszcze wzywają do "wczytania się w traktat". Parę lat temu też nie czytali, a podpisywali, głosowali. Kto z was spodziewał się wtedy, że w imię prawa wspólnotowego torfowisko pod Augustowem będzie cenniejsze niż ludzkie życie? Kto się spodziewał, że prawo wspólnotowe stanie się powodem niszczenia polskiego rybołówstwa? Kto się wtedy spodziewał, że Rzeczpospolita wyda swego obywatela innemu państwu, by został skazany na dożywocie w procesie budzącym powszechnie wątpliwości i że jeszcze będzie upokorzona wykonywaniem tego wątpliwego, cudzego wyroku wobec Polaka? A przecież byliście przestrzegani. Na co czekacie teraz? Aż Rząd Rzeczypospolitej stanie się trwałą marionetką europejskiej międzynarodówki, egzekwującą unijne postanowienia skierowane przeciwko własnemu Narodowi? Aż w imię prawa unijnego Polacy ograbieni zostaną z własności nieruchomości w centrach polskich miast i na Ziemiach Odzyskanych? Aż w imię precedensu kosowskiego i przy unijnych fanfarach szarpane zacznie być terytorium Rzeczypospolitej? Aż Rzeczpospolita zacznie wydawać w ręce obcych państw Polaków występujących w imię obrony niepodległości Polski? Czy Polska nie jest po to właśnie, aby broniła dobra i gwarantowała prawa Narodu? Czy ci, którzy wzywają do "wczytania się w traktat", wyczytali w tym traktacie choćby to, że Unia nie gwarantuje praw narodów Europy? Owszem, szanuje "tożsamość narodową państw" (a cóż to takiego jest ta "tożsamość narodowa państwa"?!), ale ani słowa nie mówi o poszanowaniu ich suwerenności, bo już nie mają być suwerenne. Owa zaś "tożsamość narodowa państw" jest w myśl traktatu "nierozerwalnie związana z ich strukturami politycznymi i konstytucyjnymi". Innymi słowy, zanik struktur politycznych i konstytucyjnych - w rozumieniu traktatu - prowadzi do zaniku owej "tożsamości narodowej". Czy nie tak właśnie patrzyli zaborcy na mieszkańców ziem dawnej Rzeczypospolitej? Właśnie dlatego ośmielam się powtórzyć za Czcigodną Pańską Mamą - Tadku, nie sprzedawaj Polski! Jan Łopuszański
Rozmowa z posłem Tadeuszem Cymańskim, pt. "Tadku, nie sprzedawaj Polski", zamieszczona została w "Naszym Dzienniku" z 14 marca 2008 roku.

|  |  | >> Na początek <<  |  |
 |

|  |
|  |