 | Dr Stanisław Krajski
"Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". Od kilku miesięcy chciałem się umówić z Ojcem Bogusławem Palecznym na spotkanie, takie zwykłe, bez żadnego wyraźnego powodu. Nie zdążyłem...
Poznałem Ojca Bogusława zaraz po Jego święceniach kapłańskich w 1994 roku. Był już wtedy znany jako opiekun bezdomnych. Zaprosiłem Go na spotkanie z młodzieżą w Kaniach pod Warszawą. Odbywało się to w ramach cyklu warsztatów dziennikarskich. Młodzież była "trudna", zauroczona liberalizmem, zachwycona tym, że Polska ma wejść do Unii Europejskiej. Młodzi negowali wiele patriotycznych i katolickich wypowiedzi prelegentów. Na spotkaniu z Ojcem Palecznym było jednak zupełnie inaczej. Gdy pojawił się Ojciec Bogusław, gdy dał świadectwo swojej miłości do Boga, Kościoła i Polski, gdy zamanifestował swoją wierność tradycji, biorąc od czasu do czasu gitarę do ręki i śpiewając pieśni, których teksty były często bardzo "ostre", młodzi byli zachwyceni. Ojciec podbił ich serca i nikt nie próbował kwestionować nawet tych jego wypowiedzi, w których mówił o neopogaństwie Europy i Unii Europejskiej, czy o tym, jaka Polska jest wielka i wspaniała, o tym, że powinniśmy być dumni z tego, że jesteśmy Polakami. Potem spotykałem Go kilka razy w roku, głównie w Radiu Maryja. Gdy powstała Telewizja Trwam, zacząłem przygotowywać dla niej audycję o miłości do Polski. Długo zastanawiałem się, kogo w pierwszym rzędzie do niej zaprosić, kto najlepiej i najpiękniej będzie mówił o Polsce. W końcu się zdecydowałem, uznając, że powinni to być Ojciec Bogusław Paleczny i Filip Adwent. A teraz obaj już nie żyją. Nie ma wśród nas tych, których bez żadnej wątpliwości można zaliczyć do największych polskich patriotów. We wspomnianej audycji telewizyjnej Ojciec Paleczny gorąco i żarliwie, w sposób autentyczny i przekonywający, dał świadectwo tego, czym jest Polska i jak bardzo można i należy ją kochać. Gdy się spotykaliśmy, mówił często o swoich bezdomnych. Opowiadał o nich jak kochający ojciec. Oburzał się, gdy ktoś mówił o bezdomności "ze swojej winy", o tym, że większość bezdomnych to degeneraci. Dowodził, że są to normalni ludzie, tacy sami jak my wszyscy. Chciał, by mieszkali w przyzwoitych warunkach, dlatego dla swoich bezdomnych zbudował coś, co z założenia nie miało być typowym schroniskiem, ale prawdziwym domem przypominającym bardziej pensjonat niż noclegownię. Wciąż pamiętał o tym, że ci ludzie mają godność i należy ich szanować. W pewnym momencie Ojciec Bogusław zaczął przywozić na kolejne rocznice powstania Radia Maryja grupę swoich podopiecznych. Chciał, żeby wszyscy widzieli, jak są ubrani, jak się zachowują, że to tacy sami, zwykli ludzie. Bolały Go wszelkie ataki na Kościół, bluźniercze i obrazoburcze akty. Reagował ostro. Miewał z tego powodu wiele kłopotów. Największy chyba pojawił się wtedy, gdy ze swoimi bezdomnymi pojawił się w sali, w której miał się odbyć pokaz dla studentów katolików bluźnierczego filmu "Ostatnie kuszenie Chrystusa". Uniemożliwił projekcję, niszcząc osobiście płytę, na której nagrany był film. Bezdomni Go kochali. Cieszył się też wśród nich wielkim autorytetem. Gdy wyruszając z Dworca Centralnego w Warszawie na kolejny wykład gdzieś w Polsce, miałem już dość nagabywania przez bezdomnych, wymieniałem tylko imię Ojca, a ich zachowanie diametralnie się zmieniało, przepraszali mnie i odchodzili. Bardzo lubiłem nasze krótkie spotkania gdzieś "w przelocie". Były dla mnie zawsze bardzo cenne i pouczające. Gdy spotykałem Ojca Palecznego w Domu Słowa w Toruniu, zawsze udało mi się wyciągnąć Go na krótki spacer wśród otaczającej dom zieleni. Prosiłem wtedy o dobre rady i opinie na różne ważne dla mnie tematy. Do dziś pamiętam wiele mądrych uwag Ojca. Był wspaniałym człowiekiem, wielkim kapłanem i Polakiem. Nigdy Go nie zapomnę.

|  |