Ewentualna wypłata całego zysku banku PKO BP w formie dywidendy doprowadzi do osłabienia jego pozycji rynkowej i spadku ceny akcji. Nie można wykluczyć, że to celowa strategia prowadząca do zmian w akcjonariacie tej instytucji finansowej.
Dzisiaj na walnym zgromadzeniu PKO BP zapadnie decyzja o ewentualnej wypłacie dywidendy przez PKO BP. Pod naciskiem ministra finansów zarząd banku złożył wniosek o wypłatę na rzecz akcjonariuszy niemal całego zysku banku, który wyniósł w ubiegłym roku 2,88 mld złotych. Rada nadzorcza zdystansowała się od tej propozycji.
- Nawet drobni akcjonariusze, którzy mają udział w dywidendzie, obawiają się, jak poradzi sobie bank w chwili kulminacji kryzysu, gdy zostaną wyprowadzone tak duże środki - mówi Janusz Szewczak, analityk finansowy, były doradca komisji śledczej ds. PZU.
Na Skarb Państwa przypada nieco ponad połowa kwoty dywidendy. Rząd planuje zasilić tymi pieniędzmi rozpadający się budżet. Następnie zamierza dokapitalizować PKO BP na kwotę 5 mld zł poprzez emisję obligacji z prawem poboru przez dotychczasowych akcjonariuszy.
- Pobór dywidendy, a następnie dokapitalizowanie banku będzie znacznie droższym sposobem pozyskania przez rząd pieniędzy dla budżetu niż emisja obligacji lub skorzystanie z pożyczki Międzynarodowego Funduszu Walutowego - twierdzi Jerzy Bielewicz, szef Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". - Przyjmując tę sekwencję zdarzeń, rząd pozyskuje środki po koszcie kapitału akcyjnego, który wynosi 16-20 proc., podczas gdy mógłby je ściągnąć przez dwuletnie obligacje oprocentowane na poziomie 6,4 procent - wyjaśnia finansista.
Jeśli można pozyskać kapitał za 6 proc., to dlaczego robić to za 16 procent? Ta rozrzutność rządu Tuska, niezauważalna dla opinii publicznej, została z miejsca wychwycona przez analityków rynku.
- Analitycy wiedzą, że wypłata dywidendy i nowa emisja spowodują spadek, a następnie dalsze "rozwodnienie" ceny akcji PKO BP - twierdzi Bielewicz.
Gdyby jakiś podmiot zamierzał przejąć PKO BP, to pomiędzy wypłatą dywidendy a dokapitalizowaniem banku nastąpi dogodny moment, by zająć pozycję wyjściową, tj. kupić większą pulę akcji i czekać na nową emisję.
Z polskich podmiotów zainteresowane taką transakcją mógłby być PZU. Pod koniec ubiegłego roku spółka informowała, że może rozważyć kupno dużego banku w Polsce. Ubezpieczyciel dysponuje znaczną gotówką - media spekulowały ostatnio na temat wypłaty przezeń dywidendy wraz z kapitałem zapasowym w kwocie 14 mld złotych.
Przy nowej emisji akcji PKO BP doradzać będzie JP Morgan, w którym dyrektorem ds. inwestycyjnych jest były prezes PZU Cezary Stypułkowski. Wypłata dywidendy jest przedmiotem poufnych negocjacji ugodowych pomiędzy skonfliktowanymi akcjonariuszami PZU. Skarb Państwa, posiadający większość w PZU, i Eureko, mniejszościowy akcjonariusz - zapowiedzieli, że doprowadzą dzisiaj do zawieszenia walnego zgromadzenia PZU, które miało zdecydować o wypłacie dywidendy z tej spółki. Przerwa w walnym ma potrwać do czasu zakończenia negocjacji, maksymalnie do końca lipca.
Planowany przez Skarb Państwa pobór dywidendy z PKO BP i innych dużych spółek giełdowych zmniejszy kapitał na giełdzie i wpłynie tym samym na kontrakty terminowe na WIG 20. Sama dywidenda z PKO BP stanowi ok. 12 proc. kapitalizacji banku.
- Jeśli analitycy prognozują spadki na giełdzie, rusza mechanizm wychodzenia z długich pozycji (tj. wyprzedaż akcji). Zagraniczni inwestorzy zamieniają złotówki na euro - co powoduje spadek wartości naszej waluty, a następnie zajmują krótkie pozycje w Londynie, podejmując grę na dalsze osłabienie złotego - wyjaśnia Bielewicz.
Wczoraj, według serwisu Agencji Reutera dla analityków, Bank Gospodarstwa Krajowego sprzedawał na rynku euro, aby wzmocnić złotego.
Małgorzata Goss

Rynki z zapartym tchem czekają na wyniki walnego zgromadzenia PKO BP
Chcą osłabić bank?















