logo
Piątek, 19 października 2012 (06:06)
Małoduszność biłgorajskiego filozofa

Jan Wolfgang Goethe napisał balladę o uczniu czarnoksiężnika, który - pragnąc wypróbować swoje umiejętności - zaklął miotłę, by nosiła mu wodę. Miotła oczywiście usłuchała i naniosła tyle wody, że zaniepokojony uczeń chciał eksperyment przerwać, ale z tego wszystkiego zapomniał właściwego zaklęcia. W desperacji porąbał miotłę siekierą, ale ku jego przerażeniu każda drzazga stała się osobną miotłą, która oczywiście też nosiła wodę w tempie stachanowskim. I nie wiadomo, jakby się to skończyło, gdyby w ostatniej chwili nie przybył czarnoksiężnik i nie przywrócił porządku.

Nie jest żadną tajemnicą, że współcześni filozofowie są coraz głupsi. Nudnym i pretensjonalnym stylem opisują swoje fantasmagorie, a największym ich osiągnięciem jest wmówienie wszystkim, że te elukubracje to "nauka" i w ogóle - perły wiedzy.

W dodatku jeden z drugiego zrzyna, to znaczy - jeden drugiego cytuje i w ten sposób ciułają sobie swoje naukowe tytuły.

Jeden filozof to jeszcze, jeszcze, zgodnie z rosyjskim przysłowiem, że "adin w polie nie woin" (jeden w polu to nie wojownik), ale dwóch naraz - to nieszczęście pewne. A tak właśnie się stało, odkąd doradcą biłgorajskiego filozofa Janusza Palikota został krakowski filozof, absolwent KUL, Jan Hartman - poza tym wybitny członek żydowskiego Zakonu Synów Przymierza.

Czy to prof. Hartman podjudził biłgorajskiego filozofa, czy też on sam dopuścił to sobie do głowy - tak czy owak właśnie ogłosił rozpoczęcie "wojny światopoglądowej", której celem jest odrzucenie "zgniłych kompromisów" z "lat 90.", między innymi "w sprawie aborcji".

Dlaczego chce odrzucić tylko "zgniłe kompromisy z lat 90.", a nie na przykład również zgniły kompromis z roku 1989, w następstwie którego komunistyczni zbrodniarze i zdrajcy Narodu Polskiego nie tylko nie ponieśli żadnej kary, ale na domiar złego okupują nasz nieszczęśliwy kraj, rabując jego zasoby i zwykłych obywateli.

Na dobry porządek połowa z nich powinna wisieć, a druga dożywotnio jęczeć w lochu, a jeśli jest inaczej, to właśnie na skutek zgniłego kompromisu z 1989 roku. Najwyraźniej jednak nasi filozofowie akurat przeciwko temu kompromisowi nic nie mają, tylko najbardziej doskwiera im kompromis w sprawie aborcji.

Dlaczego członkowi żydowskiego Zakonu Synów Przymierza tak mogłoby zależeć na legalizacji zabijania polskich dzieci, które jeszcze nie zdążyły się urodzić - doprawdy trudno zgadnąć, chyba że są jakieś plany zdobycia w Polsce Lebensraum na wypadek, gdyby na Bliskim Wschodzie coś poszło nie tak. To by nawet było na swój sposób racjonalne, ale dlaczego akurat taka możliwość mogłaby zainteresować również filozofa biłgorajskiego - tego już zgadnąć niepodobna.

Zakładając wszelako, że z jakichś tajemniczych powodów również filozof biłgorajski byłby zainteresowany utworzeniem w naszym nieszczęśliwym kraju wspomnianej Lebensraum, to dlaczego ograniczać legalizację tylko do zabijania dzieci, które jeszcze nie zdążyły się urodzić?

Taka na przykład Katarzyna Waśniewska z Sosnowca, podejrzewana o uduszenie swojej 6-miesięcznej córki, najwyraźniej plasowałaby się w pierwszym szeregu awangardy postępu światopoglądowego - bo cóż to w końcu za różnica, czy ktoś zdążył się urodzić, czy jeszcze nie? Również z punktu widzenia Lebensraum zabijanie ludzi już urodzonych też jest przecież całkiem racjonalne, podobnie jak robienie z pozostałości po nich mydła. Jest przecież kryzys, więc nie stać nas na żadne marnotrawstwo.

Jeśli zatem biłgorajski filozof przed dopuszczeniem takiej możliwości wzdraga się z obawy, że ktoś mógłby i jego uznać za osobę niepożądaną, to taka podyktowana prywatą małoduszność powinna zostać pryncypialnie potępiona, bo w ten sposób zawsze będziemy skazani na jakieś "zgniłe kompromisy".

Nasz Dziennik