logo
Piątek, 16 listopada 2012 (02:16)
Test Janem Kobylańskim

Jak można było się domyślić, organizatorzy Marszu Niepodległości 11 listopada spotkali się z krytyką nie tylko ze strony prawdziwych demokratów z SLD, nie tylko ze strony lobby żydowskiego, które z "faszyzmem" walczy i walczy na wszystkich frontach do ostatniego postępaka, nie tylko ze strony obozu zdrady i zaprzaństwa pod przewodem premiera Donalda Tuska, ale również ze strony płomiennych obrońców interesu narodowego.

O ile jednak krytyka ze strony prawdziwych demokratów, lobby żydowskiego czy obozu zdrady i zaprzaństwa nikogo chyba nie zaskakuje, o tyle głosy dezaprobaty ze strony płomiennych obrońców interesu narodowego w pierwszej chwili wzbudziły zaskoczenie.

Ale tylko w pierwszej - bo już w następnej chwili wszystko stało się zrozumiałe za sprawą "Gazety Wyborczej", która zweryfikowała odporność tubylczych elit politycznych przy pomocy prostego testu.

Jak wiadomo, do honorowego komitetu Marszu Niepodległości zaproszony został m.in. Jan Kobylański, prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej.

Człowiek znienawidzony i szkalowany przez wydawaną w Warszawie żydowską gazetę dla Polaków za sprzeciw wobec prób dyrygowania Polonią przez etniczną ekipę, pozostawioną w MSZ przez prof. Bronisława Geremka, za pośrednictwem takich ambasadorów polskości jak panowie Schnepf, Passent czy Gugała.

Niemal w przeddzień Marszu Niepodległości "GW" swoim zwyczajem wszczęła klangor wokół obecności Jana Kobylańskiego w komitecie honorowym, najwyraźniej licząc na to, iż najbardziej strachliwych skłoni do rejterady. I rzeczywiście - najpierw z tego właśnie powodu zrejterował z komitetu odważny pan Paweł Kukiz - zaraz zresztą wynagrodzony puszczaniem na antenie PR swojej pełnej rezygnacji piosenki: "Bo tutaj jest jak jest po prostu. I ty dobrze o tym wiesz" - zaraz po nim członkostwo w komitecie "zawiesił" pan red. Tomasz Sakiewicz, zaś "GW" napisała, że również Prawo i Sprawiedliwość "zdystansowało się" od Marszu Niepodległości z uwagi na obecność w komitecie Jana Kobylańskiego, który "krytykował braci Kaczyńskich za podpisanie traktatu lizbońskiego".

Okazuje się, że poprzez wskazanie nieubłaganym palcem człowieka, na którego żydowska kamaryla w naszym nieszczęśliwym kraju zagięła parol, można w jednej chwili przywrócić do pionu nie tylko odważnych nonkonformistów w rodzaju pana Kukiza, ale również pretendujących do politycznego i moralnego przewodzenia naszemu mniej wartościowemu narodowi tubylczemu płomiennych obrońców interesu narodowego.

Wystarczy z daleka postraszyć ich perspektywą oskarżenia o "antysemityzm", a już wszyscy posłusznie skaczą przed panem red. Michnikiem z gałęzi na gałąź.

I co Państwo powiedzą? Od razu się wyjaśniło, że PiS nie jest takie straszne. To znaczy oczywiście jest, jakże by inaczej, ale - jak to wyłuszczył pobożny minister Jarosław Gowin - dopóki jest Prawo i Sprawiedliwość, to znaczy dopóki trzyma monopol na patriotyzm, dopóty "nic nam nie grozi" i wszystko jest w jak najlepszym porządku. Skoro tak mówi pobożny minister Gowin, to czyż wypada zaprzeczać? Jasne, że nie wypada, ale dzięki temu testowi łatwiej jest zrozumieć, na czym właściwie polega ustanowiony przy Okrągłym Stole zarówno polityczny, jak i ekonomiczny model państwa.

Model polityczny to demokratyczna fasada mająca ukrywać faktyczne rządzenie krajem przez bezpieczniackie watahy z komunistycznym rodowodem, zaś model ekonomiczny - rabunkowe eksploatowanie zasobów kraju i obywateli przez wspomniane watahy, które zachowują się jak okupant, w dodatku niepewny trwałości okupacji.

Nasz Dziennik