logo
Piątek, 1 lutego 2013 (02:05)
Komu podlegają sądy?

Artykuł 173 Konstytucji stanowi, że „sądy i trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz”, a art. 178 ust. 1 – że „sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tyko Konstytucji oraz ustawom”. Ciekawe, że art. 52 Konstytucji PRL też stanowił, że „sędziowie są niezawiśli i podlegają tylko ustawom”. Chociaż w stosunku do art. 178 ust. 1 obecnej Konstytucji, ograniczającej sędziowską niezawisłość tylko do „sprawowania urzędu”, Konstytucja PRL werbalnie zapewniała sędziom szerszy zakres niezawisłości, to przecież wiemy, że oprócz „ustaw” sędziowie podlegali Partii, no i oczywiście Urzędowi Bezpieczeństwa. Dzisiaj Urzędu Bezpieczeństwa już nie ma, więc choćby z tego powodu sędziowie podlegać mu nie mogą, podobnie jak Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Czyżby zatem nie podlegali nikomu ani niczemu? Że nikomu – na to wskazywałby cytowany art. 173, chociaż warto zauważyć, że stanowi on jedynie, iż sądy i trybunały są władzą niezależną od innych władz, jak można się domyślić – od innych władz Rzeczypospolitej Polskiej. Jak to wygląda w stosunku do władz niereprezentujących Rzeczypospolitej Polskiej? Na ten temat Konstytucja milczy, a skoro tak, to otwierają się rozmaite możliwości. No dobrze – ale jak wygląda podległość sędziów Konstytucji i ustawom? Wydawałoby się, że podlegają – ale uczestnicząc przed kilkoma laty w sympozjonie zorganizowanym przez Uniwersytet Warszawski, a poświęconym wejściu Polski do unii walutowej, usłyszałem deklarację sędzi Małgorzaty Jungnikiel, która expressis verbis stwierdziła, że sądy w Polsce będą stosowały prawo Unii Europejskiej nawet w przypadku jego sprzeczności z polską Konstytucją. Jestem pewien, że pani sędzia dobrze wiedziała, co mówi, a skoro tak, to skądś musiała wiedzieć, że jest rozkaz, by niezawisłe sądy tak właśnie postępowały. Ponieważ wcześniej polski Trybunał Konstytucyjny orzekł, że Konstytucja jest ważniejsza niż prawo unijne, to wygląda na to, iż rozkaz, by sądy stosowały prawo unijne nawet w przypadku jego sprzeczności z polską Konstytucją, musiała wydać władza niereprezentująca Rzeczypospolitej Polskiej. Tej zaś sądy i trybunały w Polsce mogą już podlegać, co wynika z intrpretacji a contrario art. 173 Konstytucji.

I rzeczywiście – o czym każdy mógł się przekonać przy okazji oddalenia apelacji Jana Kobylańskiego od wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, który oddalił jego powództwo przeciwko Radosławowi Sikorskiemu. Chodzi o to, że wypowiedź Jana Kobylańskiego, jakoby w Ministerstwie Spraw Zagranicznych 80 procent stanowisk zajmowali Żydzi, sąd uznał za „antysemicką”. Żadnej logiki w tym nie ma i wytłumaczyć ten fenomen można tylko podległością niezawisłego sądu jakiejś władzy, a właściwie WŁADZY. I być może skazani bylibyśmy na domysły, cóż to może być za WŁADZA, przed którą padają na twarz niezawisłe sądy, gdyby nie to, że WŁADZA przemówiła, dzięki czemu możemy nie tylko ją zidentyfikować, ale nawet poznać treść rozkazów, którym poddają się niezawisłe sądy. Tą władzą jest Liga Antydefamacyjna, autorka definicji antysemityzmu, której poddają się również niezawisłe sądy w Polsce. Oto przykłady „antysemickich” – według Ligi – wypowiedzi: „Żydzi zawsze trzymają się razem, bardziej niż Amerykanie”; „Żydzi mają za duży wpływ na Wall Street”; „Żydzi mają za duży wpływ na światową propagandę”; „Żydów nie obchodzi to, co się dzieje z innymi. Obchodzą ich tylko inni Żydzi”; „Żydzi popełniają wiele irytujących błędów”. I tak dalej. Nawet gdyby w poszczególnych stwierdzeniach było trochę przesady, to przecież każde z nich jawi się jako oczywista oczywistość. Liga Antydefamacyjna z jakichś sobie znanych powodów kładzie znak równości między antysemityzmem i spostrzegawczością, a za nią, jak za PANIĄ MATKĄ, to samo robią niezawisłe sądy w naszym nieszczęśliwym kraju. Żałosne to i tragiczne.

Aktualizacja 1 lutego 2013 (02:05)

Nasz Dziennik