logo
Piątek, 24 sierpnia 2012 (06:07)
Myślmy pozytywnie

Uszy do góry, nie jest źle. Ach, co ja mówię, jakie tam znowu "nie jest źle"? Przeciwnie - jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej! Trzeba myśleć pozytywnie, bo jak ludzie myślą pozytywnie, to i otaczająca nas coraz ciaśniej rzeczywistość też robi się jakaś taka jakby bardziej pozytywna.

Zresztą - co tam rzeczywistość! Wystarczy popatrzeć, jak żyją ludzie myślący pozytywnie, a jak ci, co pozytywnie nie myślą. Ci, co pozytywnie nie myślą, zaczynają powoli wydłubywać kit z okien, podczas gdy myślący pozytywnie rozkwitają na podobieństwo pączków w maśle.

Nie mówię nawet o panu P. z Amber Gold, bo co tu mówić, skoro po surowej kontroli w wymiarze sprawiedliwości przeprowadzonej przez pana ministra Gowina okazało się, że zawinił słynny "błąd pilota" - natomiast państwo znowu zdało egzamin na piątkę i wszystko - jak mawiają gitowcy - "gra i koliduje". Mówię o tych, co codziennie nie tylko myślą pozytywnie, ale np. swoje pozytywne przemyślenia komunikują w niezależnych mediach głównego nurtu. I słusznie - bo cóż nagradzać w dzisiejszych smutnych czasach, jak nie myślenie pozytywne?

Niedawno przetoczyła się przez media dyskusja na temat potrzeby nauczania historii, która stała się okazją do refleksji nad stanem nauki w Polsce w ogóle. A jest nad czym się zastanawiać, biorąc pod uwagę choćby liczbę patentów. W ubiegłym roku na 164 tysiące patentów 27 proc. pochodziło z USA, 19,6 proc. - z Japonii, a 10,7 proc. - z Niemiec. Z Polski - zaledwie 0,12 proc. światowej liczby patentów, ale to właśnie dobrze - bo akurat tyle, ile potrzeba w montowniach. Ale za to czyż nie jesteśmy "zieloną wyspą", którą, dzięki zbiorowej mądrości partii, omijają wszelkie kryzysy?

Co prawda dług publiczny 21 sierpnia br. o godzinie 22.05 wynosił 997 440 300 956 złotych, powiększając się z szybkością około 10 tys. zł na sekundę, a koszty obsługi w tym samym momencie przekroczyły 43 miliardy - co oznacza, że Umiłowani Przywódcy zastawili u lichwiarskiej międzynarodówki majątek obywateli na całe dziesięciolecia naprzód - ale za to, dzięki naszej młodej demokracji, możemy sami wybrać sobie ciemiężycieli.

No i wybieramy - dzięki czemu naszego dobra pragnie obecnie już około 430 tysięcy urzędników - co musimy uznać za ogromny sukces. Oczywiście nie ma nic za darmo - więc na utrzymanie rosnącej armii naszych dobroczyńców idzie 30 miliardów złotych, czyli blisko 10 proc. budżetu państwa - ale czyż można, czyż wypada oszczędzać akurat na dobroczyńcach?

O tym nie ma mowy, toteż wspomniane 30 miliardów to tylko wierzchołek góry lodowej. Rzecz w tym, że wśród 600 tysięcy naszych dobroczyńców zdecydowana większość, a może nawet wszyscy, to ludzie uczciwi, jak sam pan Michał Tusk - i to jest właśnie najbardziej kosztowne. Gdyby to byli łajdacy, to rozdzieliliby między siebie te 30 miliardów - i po krzyku.

Tymczasem ludzie uczciwi podchodzą do rzeczy inaczej; jeśli już każdy dostał swoją dolę z tych 30 miliardów, to teraz w zamian chce przychylić nam nieba. I to jest najbardziej kosztowne, bo każdy z nich ma pomysły - a jeden lepszy od drugiego, no i oczywiście kosztowniejszy.

Czyż jednak takim szlachetnym intencjom wypada stawiać jakieś małostkowe tamy? Jasne, że nie wypada, toteż może u nas brakować na wszystko - ale na naszych dobroczyńców - nigdy. Zatem jeśli nawet nie będzie za co nauczać historii, to przecież nigdzie nie jest napisane, że monopol na ustalanie faktów historycznych mają jakieś gimnazjalne kujony czy zasuszeni bakałarze po uniwersytetach.

Ostatnie wypadki pokazują, że uniwersytety wcale nie są potrzebne, bo z właściwym ustalaniem historycznych faktów znacznie lepiej radzą sobie niezawisłe sądy. Wiadomo, że tylko człowiek wyedukowany ma mnóstwo wątpliwości - a cóż dopiero mówić o przeedukowanym?

Natomiast taki, co specjalnie wyedukowany nie jest, raczej słucha starszych i mądrzejszych, dzięki czemu historia tworzona jest nie tylko na naszych oczach, ale w dodatku - prawidłowo, jak się należy.

Nasz Dziennik