logo
logo
 

Filip Frąckowiak

Prawda na marginesie

Środa, 2 stycznia 2013 (02:05)

Było z nimi tak jak z tysiącami zaginionych polskich jeńców w Związku Sowieckim, o których Stalin mówił premierowi, generałowi Władysławowi Sikorskiemu i towarzyszącemu mu generałowi Władysławowi Andersowi, że uciekli do Mandżurii. Bohaterscy żołnierze Armii Krajowej walczyli przeciwko utworzonej przez Rosjan władzy w Polsce po II wojnie światowej. Rodziny pytały, gdzie są. A polscy mordercy odpowiadali, że odsiadują ciężkie wyroki.

Prawda była taka, że wrzucono ich do masowych grobów. W 2012 roku, 23 lata po odzyskaniu niepodległości, znaleziono jeszcze jedną ich grupę. Zostali rzuceni pod murem cmentarza do dołów, które dziś nazywane są powązkowską Łączką. Zbezczeszczono nie tylko ich ciała, ale i pamięć. IPN wraz z Pomorskim Uniwersytetem Medycznym są bliscy ustalenia tożsamości szczątków mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory” oraz jego żołnierzy. Działali oni na Lubelszczyźnie.

Czy władze III RP nie wiedziały, że tam są? Że milczące groby rozsiane są po całej Polsce? Czy może nie chcieli ich szukać ci roszczący sobie pretensje do tytułu twórców wolnej Polski? Przecież technologia pozwalała na odkrycie tych grobów już wiele dekad temu. Ale w ostatnich dwóch dziesięcioleciach zabrakło woli podobnie jak między 1944 a 1989 rokiem. Nie tylko bohaterowie „spod” powązkowskiej Łączki ulegli niewoli zapomnienia w III RP.

Po 1989 roku odrzucono tych z „Solidarności”, którzy nawoływali do ostatecznej dekomunizacji, oraz więźniów politycznych. Gdyby nie prezydent Lech Kaczyński i jego idea utworzenia Muzeum Powstania Warszawskiego, propaganda antypowstańcza szalałaby ze zdwojoną siłą. Bohaterowie naszej niepodległości z 1944 roku oskarżani byliby o zniszczenie stolicy, o samobójczą misję, o wykorzystywanie dzieci do walki. Tak jakby Niemcy i Rosjanie byli niewinni. Najbardziej jednak wstyd powinno być tym Polakom, którzy roszczą sobie pretensje do tytułu twórców wolnej Polski. Polski bez pamięci.

Wszyscy, których Polską marzeń był kraj rządzony przez ludzi przywracających cześć ofiarom komunizmu, zostali przez zasadę grubej kreski zepchnięci na margines. Tak jakby były dwie grube kreski. Jedna ta, którą Tadeusz Mazowiecki oddzielił III RP od przeszłości. Drugą kreską on, „wyznawcy gazety” i postkomuniści wykreślili z życia społecznego i politycznego ofiary komunizmu i walczących o ich pamięć. O ile pierwsza kreska powoli przechodzi i nabiera z każdym rokiem coraz bardziej pejoratywnego znaczenia i coraz większa część społeczeństwa rozumie jej błąd, o tyle ta druga wciąż spycha miliony Polaków patriotów na margines. Tych, co czerpią słowa prawdy z Telewizji Trwam. Jedynej telewizji w Polsce, której misją nie jest zarabianie pieniędzy, ale danie Polakom czystej i uczciwej treści. Ma ona zostać ostatecznie zepchnięta na margines. Fałszywie używane sformułowanie pluralizmu medialnego w Polsce nie odnosi się do katolickiego głosu w naszych domach.

Co by było, gdyby nie gruba kreska? Wielu to rozważa. Błędy są jednak nienaprawialne. Nie powtórzy się już taki czas i szansa jak walący się komunizm na przełomie lat 80. i 90. Nie cofnie się uwłaszczenia komunistycznej nomenklatury. Ale nigdy nie jest za późno na odnowę państwa w duchu patriotyzmu. Nigdy nie jest za późno na upamiętnienie bohaterów. Dlatego w Izbie Pamięci Pułkownika Kuklińskiego nieprzerwanie trwa honorowa warta pamięci bohaterów. A trwa ona dzięki setkom przychodzących ludzi. Tak było w ostatnich dniach. To jeden z wielu wspaniałych dowodów na to, że jest dla kogo odnawiać Polskę.

Filip Frąckowiak

Nasz Dziennik