logo
logo

Zdjęcie: arch./ -

Klucz do pokoju

Sobota, 4 października 2014 (02:07)

„Dajcie mi milion rodzin odmawiających Różaniec, a świat będzie uratowany” – powiedział św. Pius X.

Z różańcem nie rozstawała się matka bł. ks. Jerzego Popiełuszki, która – jak sama mówiła – jego tajemnicami mierzyła czas i odległości. W jednym z wywiadów matka ks. Jerzego powiedziała: „Co widział w domu, to sam robił. Jakie ziarno zasiejesz, takie plony zbierasz”.

Do wspólnej modlitwy, szczególnie tej na różańcu, zachęcał nas wielokrotnie św. Jan Paweł II. Przypominając, że dawniej zwyczaj codziennego odmawiania Różańca w rodzinie był powszechny. Mówił do nas: „Jak dobroczynne owoce przyniosłaby ta praktyka także dzisiaj! Maryjny Różaniec oddala niebezpieczeństwa rozpadu rodziny, jest niezawodną więzią jedności i pokoju”.

Wiedzą o tym ci, którzy tę modlitwę praktykują. – Dla nas jako małżonków wspólna modlitwa jest jakimś sposobem na życie. Rozważania kolejnych tajemnic z życia Pana Jezusa i Maryi dają nam odpowiedź na wiele problemów naszego życia. Klękanie do wspólnej modlitwy bardzo łączy i jednoczy całą naszą rodzinę – mówi Małgosia Półtorak.

Siedemnastoletni syn Małgosi i Tomka – Filip ujmuje mnie nie tylko swoim serdecznym i szczerym uśmiechem, ale też tym, że kiedy rodzice każą mu coś zrobić, robi to natychmiast, bez narzekania, a co więcej, rodzice nie muszą mu przypominać o jego domowych obowiązkach – on sam o nich pamięta (czego byłam wielokrotnie świadkiem).

Starszy syn – Kacper, który od kilku już lat mieszka poza domem rodzinnym, nigdy nie zapomina o niedzielnej Mszy św. i nie zaniedbuje pacierza. Bywało też czasami i tak, że gdy przyjeżdżaliśmy do naszych przyjaciół w odwiedziny, to klękaliśmy do Różańca razem. – Najważniejsze jest to, że udało się naszym dzieciom zaszczepić wiarę. Wspólna modlitwa różańcowa to wielka pomoc w wychowaniu dzieci. Jest ona dla nas tarczą ochronną przy wszystkich błędach wychowawczych, które popełniamy, a jednocześnie przy błędach, które popełniają nasze dzieci – wyjaśnia Małgosia.

Zjednoczeni Różańcem

Przed laty, gdy zmarł ojciec naszej koleżanki z sąsiedztwa, odmawialiśmy w domu zmarłego Różaniec Święty za jego duszę. W rodzinie Bożeny Redkiewicz wspólna modlitwa jest czymś naturalnym. Nasz dorastający syn, patrząc na modlące się w skupieniu siostrzenice koleżanki, zażartował, że szkoda ich do zakonu – takie ładne. Do zakonu nie poszły. Założyły szczęśliwe, kochające się rodziny, w których także praktykowana jest wspólna modlitwa.

W tej rodzinie, gdzie jest dużo dzieci, które dopiero co weszły w dorosłość albo właśnie w nią wchodzą, nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby żyć w związku niesakramentalnym – ale też praktyka codziennej modlitwy różańcowej rodziców w intencji dzieci towarzyszy im od wielu lat.

– Mama wychowywała nas, modląc się na różańcu i powierzając nas Maryi – wspomina Bożena. – Babcia mieszkała z nami i też się modliła na różańcu, u nas modlitwa ta przechodzi z pokolenia na pokolenie – dodaje.

– Modlitwa różańcowa jest egzorcyzmem – mówi Mirka, kuzynka Bożeny. – Tam, gdzie w naszej rodzinie rodzice modlą się za dzieci, tam widzę nie tylko opiekę, np. w chorobie i codziennym życiu, ale też nie ma problemu z przekazywaniem wiary dzieciom przez rodziców. Dzieci nie buntują się przeciwko uczestniczeniu we Mszy św. czy klękaniu rano i wieczorem do pacierza. Dzięki modlitwie w rodzinie i otoczeniu nią naszych dzieci zawsze znajdziemy z nimi wspólny język – zauważa.

Nie ominęły tej rodziny najróżniejsze nieszczęścia i choroby, ale jak mówi jedna z sióstr Bożenki – Bernatka, łatwiej przez nie przejść.

– Modlitwę różańcową lubiłam od dziecka i ta modlitwa zawsze mi pomagała. Może nie zawsze byłam wysłuchana tak, jak się spodziewałam, ale mam przekonanie, że sprawy, które zawierzałam, zawsze szły ku dobremu. Mam też takie poczucie, że dzięki modlitwie wstawienniczej za dzieci mogę być o nie spokojniejsza, bo Matka Boża je uchroni, nawet jeśli popełnią jakieś błędy. Jeśli kiedyś zbłądzą, to Matka Boża na pewno ich nie zostawi. Pamiętam, jak mama modliła się za swoją chrześniaczkę, z którą w pewnym momencie były bardzo duże problemy, a dziś jest już zupełnie innym człowiekiem. Nawróciła się, ugruntowała w sobie wiarę i jest w świeckim zgromadzeniu zakonnym – opowiada Bernatka.

Dzieci Bernatki, ale też pozostałego jej rodzeństwa, z pewnością odbiegają od stereotypu zbuntowanych, często rozwydrzonych, nieposłusznych nastolatków – ale co widziały w rodzinie połączonej paciorkami różańca, to same robią.

 

Róża za dzieci

Małgosia i Tomek Ossowscy mają sześcioro dzieci. Kiedy przed kilkunastu laty po raz pierwszy złożyliśmy im wizytę, najstarsza córka miała nie więcej niż czternaście lat, ale wszystkie dzieci tak się krzątały, że w mig był nakryty stół. Miło było patrzeć na tę gromadkę zawsze grzeczną, uprzejmą wobec innych i siebie nawzajem. – Moja mama zawsze modliła się za nas na różańcu i ja, biorąc z niej przykład, robię to samo. Widzę, jak bardzo wspólna modlitwa scala naszą rodzinę, ale też jak wiele łask z niej płynie. Należę do róży różańcowej rodziców za dzieci i uważam, że modlitwa za dzieci jest najlepszą pomocą pedagogiczną w ich wychowaniu.

Do róży różańcowej rodziców za dzieci należy także inny mój znajomy – Paweł Wąsowicz. Gdy jego koledzy narzekają na swoje pociechy i pytają Pawła, dlaczego jego dzieci są takie grzeczne, dobrze ułożone, mądre, on odpowiada: „Bo ja się za nie modlę”.

Paweł jest przekonany, że właściwe wychowanie dzieci zawdzięcza modlitwie różańcowej i zawierzeniu ich poprzez tę modlitwę opiece Matki Przenajświętszej.

– Widać, że otrzymują błogosławieństwo Matki Bożej na co dzień – podkreśla. – Nie musimy dzieci zmuszać do modlitwy czy uczestniczenia w Eucharystii. Ale tak też było u mnie w domu i do tej pory często modlimy się z moją mamą i dorosłymi braćmi – uzupełnia.

Do róży różańcowej rodziców za dzieci można się zapisać nie tylko w swojej parafii, ale też przez internet. Obecnie istnieje w Polsce 600 róż, w których za swoje dzieci modli się ponad 12 tys. rodziców.

Modlitwa różańcowa ma szczególną rolę w uświęcaniu rodzin. W 1942 r. amerykański duchowny, ojciec Peyton, wobec ogromu nieszczęść i spustoszenia moralnego wywołanego II wojną światową, utworzył Krucjatę Różańca Rodzinnego. Do modlitwy na różańcu szczególnie zachęcał rodziny żołnierzy i ich samych. Wojna się skończyła, ale potrzeba modlitwy w rodzinach i za rodziny jest nieustająca, dlatego ojciec Peyton mówił: „Wspólny Różaniec daje mężowi i żonie kilka chwil na odcięcie się od świata i przebywanie sam na sam z Bogiem oraz na zdanie sobie sprawy, czego Niebo oczekuje od nich jako męża i żony, ojca i matki. Daje im czas na ożywienie szacunku do siebie oraz świadomość swojej godności. Daje także ciszę potrzebną, aby zapomnieć zdenerwowania i przebaczyć urazy, które powstały w ciągu dnia… Jeśli mąż i żona wezmą do ręki różaniec i codziennie wraz z dziećmi uklękną i podniosą wzrok do Boga, prosząc o błogosławieństwo, to wtedy umocni się jedność rodziny. Powiększy się zrozumienie, cierpliwość, zespolenie. To utrzyma w rodzinie wzajemną miłość. Te dobrodziejstwa sięgną daleko poza granice domu. Gdy bowiem pokój zapanuje w rodzinie, to zapanuje też na całym świecie”.

W Polsce Krucjata Różańca Rodzinnego rozwija się od 1961 roku. Był to czas, kiedy komuniści rozpoczęli drugą ofensywę przeciwko Kościołowi. W tej walce włożyli ogromny wysiłek w oderwanie od Kościoła młodzieży i ateizację Polski. Wówczas to na zakopiańskich Krzeptówkach w kaplicy Księży Pallotynów została poświęcona przez ks. bp. Karola Wojtyłę figura Matki Bożej Fatimskiej, która stamtąd wyruszyła na peregrynację po Polsce. Tej peregrynacji towarzyszyły rekolekcje, a w ich program księża pallotyni wpisali rozszerzanie Krucjaty Różańca Rodzinnego. W tamtych czasach była to jeszcze krucjata tajna, ukryta przed władzami, ale w jej szeregi wstępowało bardzo wiele polskich rodzin. Również dziś pod sztandar Krucjaty Różańca Rodzinnego, poświęcony przez Ojca Świętego, zgłaszają się rodziny z całej Polski. Koordynatorem Krucjaty jest Sekretariat Fatimski przy sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach.

Zwycięstwo przez Maryję

Kardynał August Hlond zapisał w swoich notatkach prorocze słowa: „Różaniec jest jedyną bronią, której Polska używając odniesie zwycięstwo […], on uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swoją niewierność względem Boga. Maryja obroni świat od zagłady zupełnej. Całym sercem wszyscy niech zwracają się z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod Jej płaszczem”.

Historia dostarcza wielu przykładów niezwykłej siły i skuteczności modlitwy różańcowej i różańcowych zwycięstw, jak choćby zwycięstwo Ligi Świętej nad Turkami w bitwie morskiej pod Lepanto w 1571 r. czy różańcowe zwycięstwo nad reżimem wojskowym na Filipinach odniesione w 2005 r., gdzie na wezwanie ks. kard. Jaima Sina w alei Objawienia w Manili modliło się z różańcem w ręku dwa miliony Filipińczyków. Krwawy reżim Markosa upadł w ciągu kilku godzin! W Polsce, w której modlitwa różańcowa była zawsze gorliwie praktykowana, szczególnie w czasach trudnych dla naszego Narodu, przed kilku laty została utworzona Krucjata Różańcowa za Ojczyznę. Wystarczy zmówić jedną dziesiątkę Różańca w intencji „Polski wiernej Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Ślubów Jasnogórskich Narodu”.

O tę wierność prosił nas wielokrotnie Prymas Tysiąclecia Stefan kardynał Wyszyński, ale przede wszystkim wzywał pomocy Matki Przenajświętszej, a wraz z nim prosił o to cały Naród, składający Śluby Jasnogórskie.

Czy możemy być głusi na to wezwanie? Jeśli sami nie damy rady odmienić na lepsze Polski, weźmy chociaż do ręki różaniec i pomódlmy się o „Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Ślubów Jasnogórskich Narodu”.

Anna Kołakowska

Nasz Dziennik