logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Samobójcza polityka

Środa, 29 listopada 2017 (19:26)

Premier Mateusz Morawiecki zaapelował do „Solidarności”, aby nie sprzeciwiała się ukrainizacji Polski: „Bardzo bym prosił o to, żeby »Solidarność« wspierała ministerstwo gospodarki, ministerstwo rodziny w tym, żeby otworzyć się bardziej na pracowników ze Wschodu”.

 

„Solidarność” ustami Alfreda Bujary odpowiedziała, że zasadniczo się nie sprzeciwia, mimo że zdaje sobie sprawę z tego, że sprowadzanie imigrantów obniża wynagrodzenia Polaków. W efekcie nasz wzrost gospodarczy jest ekstensywny, ciągnięty przez konsumpcję, przy czym efekt „500+” jest wyhamowywany wytransferowaniem 12 mld zł rocznie przez imigrantów na Ukrainę.

Niezależnie od skutków, jakie ma hamowanie wzrostu wynagrodzenia na szanse wyrwania się z pułapki średniego rozwoju, forsowanie zmian struktury narodowościowej generuje wysokie koszty bezpieczeństwa i dodatkowe ryzyka. Wyliczeniem ich wpływu na gospodarkę zajmuje się tzw. Global Peace Index, w którym w ciągu roku spadliśmy o 11 pozycji, a który ukazuje, że brak bezpieczeństwa w Polsce oznacza obciążenie naszego PKB dwukrotnie wyższymi nakładami niż Japonii. Widać też, że obciążenie polskiego PKB jest nie tylko znacznie wyższe niż na Słowacji i w Czechach, ale również na Węgrzech i w Rumunii.

Dlatego, konkludując, należy już teraz podkreślić, że propozycje dotyczące wypychania rodaków i sprowadzania imigrantów sprawią, że na kwestie gospodarcze nałożą się jeszcze dodatkowo koszty systemowe, którym nasz kraj nie podoła. Spowodują one dodatkowy ciężar dla gospodarki – nawet jeśli mechanizmy neutralizujące dodatkowe ryzyka zostaną efektywnie wdrożone.

Dziura w funduszu świadczeń

Szkody związane z hamowaniem wzrostu wydajności pracy są tak poważne, że jedynie presja polityczna uzasadnia prowadzenie tak samobójczej polityki. O tym, że ukrainizacja Polski jest działaniem pozagospodarczym, świadczy proces zachęcania do osiedlania w naszym kraju obywateli Ukrainy, który finansuje ZUS poprzez przyznawanie emerytur obywatelom naszego południowo-wschodniego sąsiada.

Powołując się na umowę o zabezpieczeniu społecznym z 2012 roku, ZUS w odpowiedzi na zapytanie, jak ją wdraża, stwierdza, że obywatele Ukrainy pracujący w Polsce mają zagwarantowane nabycie prawa do emerytury i renty w Polsce na uprzywilejowanych zasadach. Nawet „Gazeta Wyborcza”, która cały czas wspiera proces ukrainizacji Polski i błędnie informuje, że Ukraińcy zasypują dziurę w ZUS (podczas gdy zgodnie z umową każda składka po zwaloryzowaniu jest odsyłana na Ukrainę), przyznaje, że akwizytorzy na Ukrainie wykorzystują umowę do nakłaniania do pracy w naszym kraju.

Z wyjaśnień ZUS wynika, że w tej instytucji panuje niesamowity bałagan w rachunkowości zarządczej, sprawiający, że podatnicy są nieświadomi przyczyn narastania dziury budżetowej Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Okazuje się, że osobom w wieku przed-emerytalnym i z określonym stażem pracy na Ukrainie wystarczy, że popracują krótki czas w Polsce, by móc pobierać z ZUS minimalną emeryturę.

Jest to niezgodne z zasadami reformy emerytalnej w sytuacji, kiedy nie wiąże się to z żadnym przekazaniem aktywów na wypłatę tych środków przez stronę ukraińską. Kluczowe jest również, że nawet w ramach rozliczeń budżetowych z ZUS środków na uzupełnienie rachunku emerytalnego (nawet w wysokości ponad 200 tys. zł na osobę) nie wpłaca organ przyznający prawo do stałego pobytu w momencie podjęcia tak finansowo obciążającej decyzji. W wyjaśnieniach przesłanych do redakcji portalu Kresy.pl ZUS przerzuca odpowiedzialność na instytucję nadającą prawo stałego pobytu jako tę, która swymi działaniami generuje deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (gdyż niesfinansowane świadczenie powstaje „pod warunkiem, że osoby te mieszkają na stałe w Polsce” – podkreślenie ZUS).

Wymóg wprowadzenia przelewów w momencie nadania prawa do stałego pobytu wprawdzie automatycznie nie spowodowałby kompensujących transferów z Ukrainy, niemniej pozwoliłby Sejmowi na kontrolę finansową procesu narastania zobowiązań ZUS i zapewnił kontrolę nad ich wysokością w czasie tworzenia budżetu. Inaczej to nawet mający dane dotyczące wysokości strat ZUS może twierdzić, że w przypadku wyemigrowania wszystkich (!) emerytów z Ukrainy do Polski „Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie zna opinii Ministerstwa” „[czy atrakcyjność umowy może] sprzyjać napływowi osób, zainteresowanych pobieraniem w przyszłości atrakcyjniejszej dla nich emerytury” (sic!).

Niekorzystna umowa

Niestety, brak gospodarności dotyczy nie tylko emerytur, ale również rent, gdyż zasada, że beneficjenci powinni ponosić pokrywającą dodatkowe koszty składkę rentową w tym przypadku nie jest respektowana. Mimo obniżenia, w porównaniu z polskimi obywatelami, okresu składkowego pracodawcy zatrudniający obywateli Ukrainy nie płacą pokrywającej wyższe ryzyko ekstraskładki.

Podobnie w sytuacji dopłacania przez ZUS do ukraińskich świadczeń należy uznać, że zasada wypłaty nawet niewielkich składek z rachunku emerytalnego obywateli Ukrainy jest wątpliwa w świetle bulwersującej sytuacji, kiedy ZUS nie zagwarantował analogicznych częściowych świadczeń nawet dla obywateli polskich pracujących przymusowo w Niemczech podczas wojny.

Zapisy umowy w obecnym kontekście są niekorzystne i nielogiczne, a zarazem atrakcyjne dla obywateli Ukrainy, co może skłaniać do imigracji emerytalnej osoby starsze, chcące łatwo nabyć prawo do emerytury z ZUS. Opinia publiczna jest też nieświadoma finansowych konsekwencji realizacji postulatu zalegalizowania pobytu wszystkich Ukraińców, którzy już są w Polsce i tutaj pracują. Mieliby oni automatycznie otrzymać prawo stałego pobytu. W takiej sytuacji może dojść do gwałtownego wzrostu liczby osób uprawionych do otrzymywania świadczeń, bo nawet minimalna polska emerytura, wielokrotnie wyższa niż u naszego południowo-wschodniego sąsiada, będzie atrakcyjnym magnesem skłaniającym do przeniesienia do Polski.

Dlatego bałagan rachunkowy ZUS już przy najbliższym kryzysie spowoduje, że emerytury w Polsce zamiast doganiać świadczenia unijne, zostaną jeszcze bardziej zredukowane do poziomu symbolicznej tzw. emerytury obywatelskiej.


Artykuł opublikowany w „Naszym Dzienniku” 14 listopada 2017 roku.

 

Dr Cezary Mech

Autor jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu RP, prezesem UNFE i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów.

Aktualizacja 30 listopada 2017 (10:39)

Nasz Dziennik