logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Gender manipuluje narodami

Sobota, 21 września 2013 (08:44)

Z dr Marguerite A. Peeters, dyrektor Instytutu na rzecz Dynamiki Dialogu Międzykulturowego, dziennikarką i autorką wielu publikacji analizujących globalne procesy przemian, rozmawia Beata Falkowska

W swojej najnowszej książce „Gender – światowa norma polityczna i kulturowa” dowodzi Pani, że ideologia gender stanowi element globalnego zarządzania narodami. Na czym polega ten proces i jak dotyka każdego z nas?

– Rewolucja genderowa gwałtownie rozprzestrzenia się po całym świecie i z niespotykaną siłą atakuje macierzyństwo i ojcostwo, komplementarność mężczyzny i kobiety, ich tożsamość jako małżonków. Niszczy także ludzką potrzebę miłości oraz bezinteresownego dawania siebie, wspólnoty i szczęścia. Gender jako ideologia równouprawnienia obowiązuje jako polityczna norma od konferencji w Pekinie w 1995 roku. Co więcej, to priorytet globalnego zarządzania. Na Zachodzie ta rewolucja wprowadza do polityki państw i nowego ustawodawstwa tzw. małżeństwo poszerzone o pary jednopłciowe lub kreację „trzeciej” („neutralnej”) płci. W państwach rozwijających się rewolucja genderowa skupia się na tzw. walce o prawa kobiet, zasadzającej się m.in. na powszechnym dostępie do antykoncepcji i aborcji. Rewolucja seksualna, której efektem jest obecny kryzys rodziny na Zachodzie, wykreowała nową kulturę i osiągnęła stadium, w którym jej cele stały się globalnymi normami. Na naszych oczach tworzy się nowa globalna kultura. Radykalne mniejszościowe lobby sterowane z Zachodu, ale o zasięgu międzynarodowym, przeprowadza światowy przewrót, a zachodnie społeczeństwa pogrążone w zagubieniu i chaosie ochoczo podążają we wskazywanym kierunku.

Stwierdza Pani, że globalne zarządzanie pozbawia nas kreatywności, a hasło konsensusu decyduje za nas o normach życia społecznego. Niby wielu chce wyrwać się z tego schematu, a nie może. Jakie są narzędzia wtłaczania nas w system, w którym choćby milczeniem czy ignorancją popieramy ideologię gender, sami o tym nie wiedząc?

– Weźmy przykład Francji. Uchwalenie ustawy Taubira, która usankcjonowała „małżeństwo dla wszystkich”, wywołało masowe demonstracje, które poruszyły swoim rozmiarem cały świat, ale nie skutkowały żadnymi politycznymi czy prawnymi zmianami. Ci, którzy wyszli na ulice, by protestować, wiedzieli wystarczająco dużo o ideologii gender, aby zidentyfikować ją jako zabójczą z punktu widzenia antropologii i kultury, ale wiedza o tej rzeczywistości pozostaje wśród ogółu Francuzów powierzchowna, niewystarczająca, aby pokonać zło u jego korzeni. Wielu rodziców jest wciąż zupełnie nieświadomych treści i wyzwań, jakie niesie „nowa edukacja”, która ma być narzucona ich dzieciom w szkołach. Tak, ignorancja jest olbrzymim problemem i zwolennicy gender wykorzystują to. Oni sami sfabrykowali strategię inżynierii społecznej, nigdzie jasno niezdefiniowaną, w której manipuluje się masami.

Jak Pani zachęciłaby nas wszystkich do walki o normalność? Pisze Pani w swojej książce o wyższości działań edukacyjnych nad politycznymi.

– Każde ludzkie działanie jest również wychowaniem (kształtowaniem). Przede wszystkim nas samych, ale także ludzi wokół nas. W ten sposób posunięcia polityka „wychowują” jego kolegów, wyborców, rywali. W świecie, do którego wchodzimy, gdzie projekty społecznej transformacji tak radykalne jak rewolucja genderowa są narzucane poprzez prawo, politykę władz, propagandę i reformę szkolnictwa, jesteśmy wezwani przede wszystkim do świadectwa. Bez względu na pozycję społeczną musimy świadczyć przez słowa i uczynki. To jest właśnie ten nadrzędny wymiar wychowawczy, o którym piszę. Walka polityczna często wpada w pułapkę wojny o władzę. Gdy szuka się sposobów, jak wpływać na innych, jak przejmować kontrolę nad innymi, by narzucać im swoje poglądy, nasze intencje nie są już czyste, a nasze świadectwo traci skuteczność i autorytet.

W jaki sposób lobby gender będzie starało się uzyskać krytyczną masę dla osiągnięcia swoich celów w takim państwie jak Polska, wciąż mocno katolickim i konserwatywnym?

– Na poziomie kulturowym wszędzie na świecie wzór rewolucji wydaje się taki sam: od rewolucji seksualnej, radykalnie laicko rozumianego wyzwolenia kobiet, poprzez upadek rodziny, do obecnej redefinicji małżeństwa i rodziny. Na poziomie politycznym obserwujemy niepokojący nowy trend do narzucania większości woli mniejszości. Oczywiście we Francji lewica wygrała wybory prezydenckie i parlamentarne, ale to nie znaczy, że Francuzi opowiadają się za nową ustawą o małżeństwie. Może to posłuży za zachętę dla młodych polskich katolików, by angażowali się w politykę.

Dziękuję za rozmowę.

Beata Falkowska

Nasz Dziennik