logo
logo
zdjecie

Zdjęcie: / -

Kim jest dla mnie Jerzy Ciesielski?

Piątek, 7 marca 2014 (02:06)

Wielkimi krokami zbliża się beatyfikacja prof. Jerzego Ciesielskiego. 17 grudnia 2013 roku Ojciec Święty Franciszek zatwierdził dekret stwierdzający heroiczność cnót Sługi Bożego. By został wyniesiony na ołtarze, potrzeba dziś jeszcze uznania cudu za jego wstawiennictwem.

O Jerzym Ciesielskim tak naprawdę dopiero zaczynamy słyszeć i pisać. Czas przypominania jego niezwykłej sylwetki wciąż przed nami. Na pewno jest dużo więcej autorytetów i ekspertów, którzy w sposób bardziej kompetentny niż ja powinni się wypowiadać o tej ważnej dla Kościoła i Polski postaci, ale w tym miejscu pragnę powiedzieć, co dla mnie jako świeckiego katolika, męża, ojca i naukowca jest najbardziej inspirujące, poruszające i jednocześnie zdumiewające w historii tego człowieka. Ponadto pragnę odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dziś powinniśmy się zaprzyjaźnić z Jerzym Ciesielskim. Niech zatem ten artykuł będzie swoistym wyrazem szacunku i uznania dla dokonań, myśli, a przede wszystkim postawy życiowej, jakże godnej i szlachetnej, Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego.

Dlaczego fascynuje?

Jerzy Ciesielski (1929-1970) był inżynierem budownictwa i profesorem Politechniki Krakowskiej, aktywistą katolickim działającym przy krakowskim duszpasterstwie akademickim, gdzie zaprzyjaźnił się z Karolem Wojtyłą, który błogosławił nowo zawarty związek małżeński Jerzego Ciesielskiego z Danutą Plebańczyk w czerwcu 1957 roku. Profesor zginął tragicznie wraz z dwojgiem swoich dzieci (9-letnią Katarzynką i 8-letnim Piotrusiem) podczas katastrofy statku na Nilu. W stolicy Sudanu, Chartumie, przebywał w ramach swojej pracy na tamtejszym uniwersytecie jako tzw. visiting professor. Prochy inżyniera zostały przewiezione do Krakowa, gdzie spoczęły na cmentarzu Podgórskim 23 listopada 1970 roku. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył ks. kard. Karol Wojtyła. 16 października 1998 roku urnę z prochami przeniesiono do kościoła św. Anny. Proces beatyfikacyjny Jerzego Ciesielskiego rozpoczął się w 1985 roku.

Powyższe słowa nie wyczerpują w żadnej mierze formatu osoby profesora z Krakowa. Zacznę zatem od samego sedna mojej fascynacji Ciesielskim. Dla inżyniera powołaniem była przede wszystkim rodzina. Jako jej głowa, mężczyzna, od samego początku troszczył się nie tylko o byt, dobro wspólne, ale przede wszystkim o zachowanie świętości i wzrostu religijnego w tej intymnej wspólnocie, jaką jest małżeństwo i jego owoce w postaci przychodzących na świat dzieci.

Na pierwszym miejscu był jednak zawsze i przede wszystkim Bóg, On stał w centrum jego życia. W biografii Ciesielskiego jest wiele sytuacji, w których nie tylko te najważniejsze, fundamentalne, ale też mniejszej rangi decyzje życiowe poprzedzane były głęboką modlitwą i skupieniem, jak chociażby podążanie za powołaniem do życia w świętości małżeństwa, wybór towarzyszki życia czy wyjazd do Chartumu na tamtejszy uniwersytet, o czym możemy się dowiedzieć z jego notatek. Zanim zawarł związek małżeński, swoją decyzję przepracował modlitwą i skupieniem wśród benedyktynów w Tyńcu w maju 1956 roku, przebywając w całkowitej izolacji i wsłuchując się w słowa Boga skierowane do niego.

Był ojcem trojga dzieci, dwóch córek i syna (Marii, Katarzyny i Piotra). Od najmłodszych lat wprowadzał je w wartości chrześcijańskie, uczył prawd wiary, przede wszystkim zaś poświęcał czas na wspólną modlitwę, Różaniec, „Anioł Pański”, uczestnictwo w sakramentach świętych, na czytanie Pisma Świętego.

Drugim ważnym aspektem drogi ku świętości Jerzego Ciesielskiego, który mi imponuje, było jego zaangażowanie na rzecz prześladowanej mniejszości chrześcijańskiej w islamskim Sudanie. Pamiętajmy, że chrześcijanami na tym obszarze są przedstawiciele murzyńskich plemion, poddani w świecie koranicznym dyktatowi arabskich „panów”. Chrześcijanie zawsze byli tu traktowani jako niewolnicy, a czas, w którym Jerzy przebywał na terenie Chartumu, to okres krwawej wojny domowej między muzułmanami a chrześcijanami.

Kościół katolicki w Chartumie to była wspólnota ubogich, marginalizowanych, uciskanych wyznawców Chrystusa, dla państwa obywateli drugiej kategorii. Ciesielski nie odwracał się od nich, wraz z nimi uczył się piękna katolicyzmu, że Kościół powszechny to nie tylko Okcydent.

Przyjaźń Jerzego Ciesielskiego z Karolem Wojtyłą

„Nie zapomnę nigdy tego chłopca, studenta politechniki w Krakowie, o którym wszyscy wiedzieli, że zdecydowanie dąży do świętości. Miał taki program życia. Wiedział, że jest ’stworzony do większych rzeczy’, jak kiedyś wyraził się św. Stanisław Kostka. A równocześnie nie miał żadnych wątpliwości, że jego powołaniem nie jest ani kapłaństwo, ani życie zakonne. Wiedział, że ma być świeckim. Pasjonowała go praca zawodowa, studia inżynierskie. Szukał towarzyszki życia i szukał jej na kolanach, w modlitwie. Nie zapomnę nigdy tej rozmowy, w której powiedział mi po specjalnym dniu skupienia: ’Myślę, że to ta dziewczyna ma być moją żoną, że Pan Bóg mi ją daje’. Jak gdyby nie szedł za głosem tylko własnych upodobań, ale przede wszystkim za głosem Boga samego. Wiedział, że od Niego pochodzi wszystko dobro, i wybrał dobrze” – napisał o Jerzym Ciesielskim jego przyjaciel bł. Jan Paweł II w słynnej książce „Przekroczyć próg nadziei”.

Nie tylko miłość do Kościoła i wspólne poglądy na świętość rodziny i małżeństwa zbliżyły ich do siebie. W krakowskim środowisku akademickim, któremu przewodził ks. prof. Wojtyła, bardzo ważną płaszczyzną pogłębiania relacji towarzyskich i przyjacielskich były wspólne wycieczki w góry i spływy kajakowe. Podczas takich wypraw można było we wspólnocie doświadczyć piękna Bożego stworzenia i niejako zbliżyć się do samego Boga. Ta przyjaźń na ziemi nie miała happy endu. Ciesielski nie dożył wielkiego wzruszenia i dumy z faktu powołania na Stolicę Piotrową Karola Wojtyły, zaś Jan Paweł II beatyfikacji swego przyjaciela.

Człowiek

„Konkretny człowiek – pisał Ciesielski w swoim notatniku – może, a nawet powinien mieć wytyczoną, choćby w ogólny sposób, drogę do świętości, mieć ideał, do którego dąży. Aby realizować ideał świętości, ”należy prowadzić życie religijne wewnętrzne, będące niejako prądnicą, która ładuje akumulator mej osoby na codzienne działanie„.

Z relacji świadków, przyjaciół i znajomych Jerzego Ciesielskiego wyłania się mężczyzna ciepły, przyjacielski, przystojny, wysportowany, towarzyski i odpowiedzialny. Wzór męża i ojca. Lekarz medycyny Ewa Wisłocka opowiada, że był wesoły, pogodny, wnoszący ze sobą pozytywny nastrój, uśmiechnięty, życzliwy, a także lubiący się bawić i świetnie tańczący.

Jako intelektualista z kolei i naukowiec był precyzyjny, pracowity, a solidność zawodowa wynikała z jego przekonań religijnych, wskazywał prof. Gabriel Turowski. Program życia pisał mu Bóg, zawsze najważniejsza inspiracja i punkt odniesienia.

Dlaczego tak ważny?

Widzimy więc wyraźnie, że już tych kilka przytoczonych przeze mnie faktów i wydarzeń jest w dzisiejszym świecie wartością samą w sobie. We współczesnym kontekście społeczno-kulturowym jakże jest ważną osobą dla kształtowania sumień świeckich katolików polskich i inspiracją dla nich. Dziś trwa nieprzerwany atak na rodzinę, na instytucję małżeństwa, na dzieci. Dewianci różnej maści chcą uprowadzić swoimi szponami nasze pociechy. Polska jest poważnie zagrożona przez ideologów gender i inżynierów społecznych produkujących w swoich makabrycznych laboratoriach nowego człowieka. Fanatyczni poddani cywilizacji śmierci, urzędnicy z Brukseli i ONZ wydają dyrektywy dewastujące normalność. Centrolewicowy rząd Donalda Tuska, który ulegle służy Zachodowi, a nie polskiej racji stanu, potężnie wspiera ekstremistyczne środowiska mniejszości seksualnych i lewackich za pomocą różnych ministerialnych resortów, przede wszystkim edukacji, szkolnictwa wyższego, tzw. równego traktowania oraz kultury.

Dla wierzących katolików – myślę tu przede wszystkim o ludziach świeckich – heroiczność cnót, postawa życiowa Jerzego Ciesielskiego jest latarnią morską w czasach, w których potężne fale i burze szarpią Kościół, tę Łódź Piotrową, jak ujął to Ojciec Święty Benedykt XVI w przeddzień swego wielkiego pontyfikatu. Kiedy małżeństwo rozumiane jako nierozerwalny związek kobiety i mężczyzny jest zagrożone katastrofą rozwodów, dzieci molestowane programami seksualnymi przygotowanymi przez ekstremistów i dewiantów seksualnych, pojawienie się na horyzoncie naszej doczesności osoby Jerzego Ciesielskiego ma głębokie znaczenie. Dlatego poznawajmy go i zaprzyjaźnijmy się z tym wkrótce wyniesionym na ołtarze człowiekiem.

Dziś takich ludzi i wzorów nam potrzeba. Ruchy katolickie aktywnie i z powodzeniem sprzeciwiające się genderyzacji rodziny i dzieci, promujące wartości chrześcijańskie w rodzinach, środowiska pro-life będą miały wkrótce wspaniałego patrona w Niebie.

 


Autor jest socjologiem, publicystą, ekspertem ds. zjawiska prześladowań chrześcijan.

 

Tomasz M. Korczyński

Aktualizacja 7 marca 2014 (02:06)

Nasz Dziennik