logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Walec rewolucji

Środa, 23 lipca 2014 (02:02)

Za czasów pontyfikatu Jana Pawła II politycy reprezentujący praktycznie całą polską scenę polityczną starali się pokazywać swoje przywiązanie do Papieża. Jego wizyta w polskim Sejmie w 1999 roku odbyła się przy olbrzymim aplauzie. Jednak już wówczas było jasne, że owa „sympatia” wynikała z ogromnej popularności Jana Pawła II w społeczeństwie polskim, a nie z przywiązania polityków do wiary katolickiej.

Otwarty atak na Ojca Świętego lub na jego nauczanie łączyć się wówczas musiał z dużymi stratami na niwie politycznej. Najbardziej wyraźnie taktykę stosowaną przez środowiska liberalne w tej kwestii ukazywała „Gazeta Wyborcza”. Z jednej strony mieliśmy tam do czynienia z deklaracją pozytywnych emocji wobec Ojca Świętego, z drugiej następowały ciągłe próby podważania lub przeinaczania jego przesłania, szczególnie gdy chodziło o obronę życia. To, co robiono w sposób zakamuflowany, gdy żył Jan Paweł II, dziś wprowadza się niezwykle nachalnie, gdy nie ma go pośród żywych. I nie przeszkadza temu fakt, że rok 2014 jest rokiem kanonizacji Papieża Polaka i że jest to czas szczególny, kiedy powinniśmy się pochylić nad jego nauczaniem.

Zatem raz za razem serwowane są nam wojny ideologiczne. Niedawno mieliśmy batalię o tzw. związki partnerskie mające stanowić zaczyn ustawowego ich zrównania z małżeństwami. Potężnym echem odbiła się kwestia tzw. ideologii gender, która napływa do nas coraz szerszym strumieniem z Zachodu. Stanowisko polskiego Episkopatu, który wprost wskazał na potężne zagrożenie kulturowe, spotkało się z olbrzymim atakiem reżimowych mediów (zarówno publicznych, jak i prywatnych). Nikt już nie pamiętał nauczania Jana Pawła II na temat małżeństwa i rodziny. Dla mediów nowej lewicy do zaakceptowania jest tylko Papież „kremówkowy”, a nie ten, który mocą autorytetu Kościoła przypominał podstawowe prawdy wiary i fundamentalne zasady moralne porządkujące życie ludzkie.

Sumienie pod narkozą

Najnowszą wojną ideologiczną, jaką rozpętano, jest sprawa prof. Bogdana Chazana, który odmówił abortowania chorego dziecka w Szpitalu Świętej Rodziny w Warszawie. Atak na lekarza o tak olbrzymim dorobku, człowieka niezwykle szanowanego w środowisku, ma wymiar fundamentalny. Jeśli bowiem uznamy, że każdy z nas musi dokonywać takich czynów, które są sprzeczne z porządkiem natury, to w krótkim czasie możemy dojść do sytuacji, że lekarzem będzie mógł zostać tylko ktoś, kto nie zawaha się dokonać aborcji, eutanazji, sterylizacji itp., itd.

Można stwierdzić, że działania władz w przypadku prof. Chazana sprzeczne są nie tylko z Deklaracją Wiary, ale po prostu ze zdrowym rozsądkiem. Jak bowiem można żądać od człowieka, który nie chce zabić chorego dziecka w łonie matki z powodów moralnych, by wskazał zabójcę, który bez wahania to uczyni? Jak można zwolnić z pracy wybitnego ginekologa za to, że ochronił życie zgodnie z przysięgą, którą złożył jako lekarz?

Ale rzecz jest o wiele poważniejsza. Dla środowisk lewackich prawdziwym szokiem była Deklaracja Wiary podpisana przez ponad 3000 lekarzy, którzy wprost uznali oczywistą prawdę o potrzebie ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Taka deklaracja wyrażona przez tak ważne środowisko uderza wprost w ideologię, którą Jan Paweł II nazwał mianem cywilizacją śmierci. Na przykładzie prof. Chazana chce się zatem zastraszyć wszystkich pracowników ochrony zdrowia, tak aby na przyszłość nie było podobnych przypadków. Wykluczenie ludzi wierzących z przestrzeni lekarskiej to sytuacja niemająca precedensu we współczesnej Polsce. Wracamy bardzo szybko do wzorców totalitarnych.

Jeśli ktoś myśli, że na lekarzach się skończy, jest w głębokim błędzie. Jeśli wprowadzi się do szkół nowy model wychowania seksualnego lub elementy ideologii gender, z pewnością nastąpi sprzeciw środowiska nauczycieli katolików. Znowu znajdzie się w Polsce jakiś przykład katolickiego sprzeciwu, na wzór prof. Chazana, i ogłosi się społeczeństwu, że nauczycielem w szkole publicznej może być tylko ten, kto akceptuje wszystkie rozporządzenia dotyczące demoralizacji dzieci. Podobne scenariusze co do innych profesji można sobie w prosty sposób dopisać.

Walcząc dziś o dobre imię i o prawo do wykonywania zawodu przez prof. Chazana, walczymy zatem nie tyle o jego indywidualną karierę. Tak naprawdę walka toczy się o to, czy w Polsce, w polskim prawie ma królować etyka i rozum (zdrowy rozsądek), czy siła związana z nową totalitarną ideologią.

Hipokryci

Obecny spór doskonale ilustruje, czym na poziomie ideologicznym jest obecna ekipa rządząca w Polsce. Minister zdrowia, który w najmniejszym stopniu nie wywiązał się z obietnicy likwidacji kolejek do specjalistów, bardzo sprawnie podjął akcję przeciwko prof. Chazanowi. Przypodobanie się kręgom lewackim pewnie ma w perspektywie uratować jego ministerialną posadę. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, bardzo mocno w przeszłości odwołująca się do chrześcijańskich wyborców, publicznie deklarująca swoją wiarę, dziś wydaje decyzję o zwolnieniu człowieka, który ośmielił się ratować życie niewinnej istoty.

Wszystko to składa się na obraz daleko posuniętej hipokryzji wielu ludzi życia publicznego, którzy chętnie pokazują się na tle obrazów Jana Pawła II, by zdobyć głosy katolików, a zarazem lekceważą nauczanie Papieża Polaka w sprawie obrony życia, by brylować na salonach polskiej i europejskiej nowej lewicy oraz zyskiwać wsparcie finansowe i medialne w realizowaniu politycznej kariery.

Cieszyć może w tym wszystkim jednoznaczne stanowisko polskiego Episkopatu w obronie życia i tych, którzy podobnie jak prof. Chazan nie chcą dokonywać zabójstw bezbronnych dzieci. Oświadczenie polskich biskupów blokuje taktykę wykorzystywania tzw. katolików otwartych, bardzo chętnie promowanych przez media liberalne w celu wprowadzenia zamętu wśród chrześcijan. Stanowisko Kościoła jest w tej kwestii jasne i klarowne i nikt z wiernych (również duchownych) nie może mieć w tej kwestii wątpliwości.

Teraz wiele zależy od nas wszystkich. Powinniśmy sobie wyraźnie uświadomić, że mamy do czynienia z potężną wojną kulturową, więc musimy umieć się zmobilizować, aby zewrzeć w tej walce szeregi. Rozbici na frakcje i obozy, pozbawieni rozeznania, gdzie jest prawda, a gdzie manipulacja, moglibyśmy stać się łatwym łupem tych, którzy chcieliby wymazać wolność i chrześcijaństwo ze społecznego oblicza Polski.

 

Prof. Mieczysław Ryba

Aktualizacja 23 lipca 2014 (06:41)

Nasz Dziennik