logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: arch/ -

Przyjaciel Polski

Sobota, 26 lipca 2014 (14:38)

Nie bój się trudności – pójdziesz przecie do narodu, w którym Wiara święta pierwsze miejsce zajmuje, a on sam swą religijnością pierwsze zajmuje miejsce wśród narodów. Polonia semper fidelis – Polska zawsze wierna. Pój dziesz do Narodu-Męczennika, który za wiarę i wolność tyle krwi przelał, a oto dziś wstaje z grobu do nowego życia i choć jeszcze ma na sobie śmiertelne powijaki, już nie jest w grobie„ – tak Ojciec Święty Benedykt XV dodawał otuchy ks. Achillesowi Rattiemu – przyszłemu Papieżowi Piusowi XI, gdy ten wahał się przed objęciem urzędu nuncjusza w Warszawie w 1919 roku.

Słowa Ojca Świętego Benedykta XV, którego pontyfikat przypadł na czas I wojny światowej i objawień fatimskich – wielkiego wołania Maryi, by przez pokutę i modlitwę różańcową uprosić pokój dla świata, ilustrują jego serdeczne uczucie, którym darzył nasz Naród. Od pierwszych dni na Stolicy Piotrowej nigdy nie zapomniał o Polsce, choć tej nie było jeszcze na mapie Europy.

Benedykt XV (Giacomo Della Chiesa) wywodził się ze starego margrabiowskiego rodu osiadłego od setek lat w okolicach Genui. Jego matka była krewną Innocentego VII, stojącego na czele Kościoła przez kilkanaście miesięcy na początku XV wieku. Ojciec był niechętny synowskiemu powołaniu i dlatego ten nawet ukończył studia prawnicze. Wyświęcony został na kapłana, mając już trzy doktoraty. Został sekretarzem nuncjatury w Madrycie, gdzie w końcu XIX wieku zaczął zdobywać swe pierwsze dyplomatyczne doświadczenia. Później rozwijał je, będąc zastępcą sekretarza stanu za Leona XIII. Następnie był arcybiskupem Bolonii.

Papieski dar

Jeszcze w czasie pracy w nuncjaturze w Madrycie zaangażował się w organizowanie akcji pomocy chorym na cholerę. Ten samarytański rys jego osobowości stanie się bardzo wyraźny w czasach papieskiej posługi podczas wojny 1914-1918, która stanowiła połowę jego pontyfikatu. Już na początku września 1914 r. – miesiąc po wyborze i dwa miesiące od rozpoczęcia działań wojennych, które określał ”samobójstwem cywilizowanej Europy„ – wezwał rządzących państwami do pojednania: ”Niech rozważą, że już i tak zbyt wiele nieszczęść i smutków towarzyszy śmiertelnemu życiu temu, nie należy więc czynić go bardziej nieszczęśliwym i bolesnym. Niech poprzestaną na tych spustoszeniach – dosyć wylanej krwi ludzkiej. Niech dążą do zawarcia pokoju i podania sobie rąk bratnich„.

Kilka tygodni później ogłoszona została jego encyklika ”Ad beatissimi Apostolorum„. Wskazywał w niej na przyczyny konfliktu rujnującego Europę. ”To zaś zło, które my widzimy, jest: brak wzajemnej między ludźmi życzliwości; poniżanie powagi władzy; krzywdzące walki jednych klas społecznych z drugimi; pożądanie dóbr doczesnych, przemijających i znikomych z takim upragnieniem, jakby wcale nie było innych i to wiele donioślejszych, o których nabycie człowiek starać się powinien. To są – zdaniem naszym – cztery przyczyny, które społeczność ludzką tak potężnie targają. Musimy więc społem wszyscy usiłować wygnać je spośród nas, przez przywrócenie do życia zasad chrześcijańskich, jeśli naprawdę pragniemy uspokojenia zatargów i należytego uporządkowania spraw publicznych„.

Apelował, wydawał noty, wzywał do modlitw i nabożeństw w intencji powstrzymania rozlewu krwi, m.in. do modlitw do Najświętszego Serca Jezusa, zyskując miano ”Papieża pokoju„. Nie milczał wobec ludobójstwa Ormian, upominał się o humanitarne traktowanie jeńców i ludności cywilnej.

Od samego początku swego pontyfikatu aktywnie wspierał sprawę polską. Ojciec Maksymilian Maria Kolbe pisał: ”Ale dla nas Polaków ma jeszcze Benedykt XV szczególne znaczenie jako Przyjaciel Polski. Miłość ku naszej Ojczyźnie, jaką zaczerpnął z opowiadań Sióstr Zmartwychwstanek polskich w Rzymie, u których, jako młody jeszcze kapłan, stale Mszę św. odprawiał – miłość ta nigdy nie wyziębła„.

Życzliwość Benedykta XV dla Narodu Polskiego miała również konkretny wymiar. Gdy w Boże Narodzenie 1914 roku ks. abp Adam Stefan Sapieha, twórca słynnego Książęco-Biskupiego Komitetu Pomocy dla Dotkniętych Klęską Wojny, apelował do świata o pomoc dla swych rodaków, żarliwego orędownika tej sprawy znalazł w Ojcu Świętym. 31 stycznia 1915 roku w krakowskim ”Czasie„, w codziennej rubryce ”Dla Polski„ zamieszczającej wpłaty licznych ofiarodawców, znajdujemy pomiędzy innymi: ”Jego Świętobliwość Ojciec św. Benedykt XV 10 000 lirów„. I nie był to pojedynczy dar. Papieskie wsparcie zyskał również Komitet Generalny Pomocy dla Ofiar Wojny w Polsce, któremu przewodniczył Henryk Sienkiewicz. W liście do autora ”Quo vadis„ papieski sekretarz stanu ks. kard. Pietro Gasparri nie ograniczył się jedynie do telegraficznej, zwyczajowej odpowiedzi, ale przekazał papieskie odczucia Benedykta XV widzącego ”w ukochanych Polakach nie tylko naród szlachetny, wtrącony, niestety, w rozpacz i nieszczęście, lecz uznaje w nim i kocha synów swoich szczególnie sobie oddanych, niezrównanie szlachetnych i aż do poświęcenia przywiązanych do Stolicy Apostolskiej… Jego Świątobliwość szczególnie szczęśliwy był, iż mógł przyjść z pomocą ukochanemu narodowi polskiemu„.

”Umiłowanie narodu waszego„

Na 21 listopada 1915 roku Stolica Piotrowa wezwała do modłów w intencji Polski i kwesty we wszystkich katolickich kościołach świata. ”Ten Naród bardziej niż którykolwiek inny dźwigał dotychczas i dźwiga jeszcze okrutnie brzemię wojny… Pragnie Jego Świętobliwość dać całej Polsce, to jest zaborom austriackiemu, pruskiemu i rosyjskiemu, nowy jeszcze dowód współczucia„ – pisał ks. kard. Pietro Gasparri. W liście do biskupów Galicji z 10 grudnia 1915 roku Ojciec Święty podkreślał: ”Od dawna bowiem tkwi w mej duszy umiłowanie narodu waszego zgoła osobliwe, które dziwnym sposobem wzrasta teraz, na widok tych licznych i ciężkich nieszczęść, co was skutkiem tej wojny już prawie przygniotły. Zwróciły one, jak wiecie, ojcowskie moje ku wam współczucie i nad jednym tylko boleję, że czynna pomoc z mej strony nie mogła dorównać wszystkiemu, czego całym gorącem sercem wam życzę…„.

W nocie wystosowanej 1 sierpnia 1917 roku do przywódców państw prowadzących wojnę Benedykt XV stwierdzał, że ”duch słuszności i sprawiedliwości musi też kierować rozważaniem innych spraw politycznych i terytorialnych… należących do dawnego Królestwa Polskiego, któremu szlachetne tradycje dziejowe i zniesione, zwłaszcza podczas wojny obecnej, cierpienia, słusznie pozyskać muszą współczucie narodów„. Niemiecki cesarz Wilhelm II uznał jednak Ojca Świętego za człowieka oderwanego od realiów życia.

W styczniu 1918 roku Benedykt XV w liście do członków Rady Regencyjnej w Warszawie wyraził nadzieję, ”aby najszlachetniejszy Naród Polski wraz z możnością samoistnego rządzenia się odzyskał też, za pomocą Bożą, dawną pomyślność i chwałę„. Wkrótce mianował w Warszawie swego wizytatora apostolskiego (późniejszego nuncjusza w Polsce, a następnie Ojca Świętego Piusa XI) ks. Achillesa Rattiego.

Polonia semper fidelis

Niespełna na miesiąc przed odzyskaniem niepodległości wystosował Orędzie do Narodu Polskiego. ”Historia zapisała złotymi głoskami zasługi Polski względem religii chrześcijańskiej i europejskiej cywilizacji, atoli – niestety! – musiała także zapisać, jak Europa za to niegodziwie się Jej odpłaciła. Przemocą bowiem odebrawszy Polsce jej osobowość polityczną, usiłowała nadto w niektórych częściach wydrzeć jej katolicką wiarę i jej narodowość. Aliści z podziwu godnym oporem umieli Polacy utrzymać jedno i drugie; obecnie zaś, przetrwawszy prześladowania, dłuższe niż wiek cały, Polska zawsze wierna (Polonia semper fidelis) okazuje większą żywotność, niż kiedykolwiek„.

Niepodległość trzeba było jeszcze obronić. Czas największej próby nadszedł w sierpniu 1920 roku podczas wojny z bolszewicką Rosją. Polska pozostała osamotniona. Z pomocą ruszyli jakże nieliczni. Wśród nich nie zabrakło Benedykta XV, który wezwał cały katolicki świat do modlitw w intencji ocalenia naszej Ojczyzny, a po zwycięstwie nadesłał polskim biskupom przesłanie o znaczeniu Bitwy Warszawskiej: ”Komuż bowiem nie wiadomo, że szalony napór wroga to miał na celu, aby zniszczyć Polskę, owo przedmurze Europy, a następnie podkopać i zburzyć całe chrześcijaństwo i opartą na nim kulturę, posługując się do tego krzewieniem szalonej i chorobliwej doktryny?„. Zachęcając do obrony wiary katolickiej, pocieszał, że ”nie ma obawy dla ludu chrześcijańskiego, gdyż jeśli Bóg z nami któż przeciw nam?„ l

Dr Jarosław Szarek

Nasz Dziennik