logo
logo

Zdjęcie: DVIDSHUB/ Licencja: CC BY 2.0/ Flickr

Są w wielkiej potrzebie

Sobota, 16 sierpnia 2014 (02:00)

Z Marią Lozano z organizacji Kirche in Not (Kościół w Potrzebie) przebywającą od środy w Iraku, w mieście Erbil, rozmawia ks. prof. Waldemar Cisło

 

Jak dziś wygląda sytuacja chrześcijan w Iraku?

– Rano opuściliśmy Ankawę i Erbil, gdzie spotkaliśmy uchodźców, i wraz z ks. abp. Emilem Noną z chaldejskiej archidiecezji Mosul pojechaliśmy w okolice Dohuk, położonej na północ od Mosulu. Na tym terenie uchodźcy są rozproszeni po małych wioskach. Jak wielu innych uchodźców opuścili swoje domy tylko w tym, co mieli na sobie, pozostawiając wszystko inne, często dobytek całego życia.

Bez problemu poruszaliście się po Iraku?

– Najkrótsza droga do Dohuk wiedzie przez Mosul, ale ze względu na okupację tego rejonu przez ISIS (ang. Islamic State of Iraq and al Sham – Islamskie Państwo w Iraku i w Lewancie) musieliśmy udać się górską drogą, znajdując się niemal 20 km od miejsca dużej bazy ISIS. W każdej chwili mogliśmy spotkać jego patrol, ale napotkaliśmy tylko kilka wojskowych punktów kontroli. Żołnierze zachowywali się w stosunku do nas spokojnie. Podczas tej podróży mogliśmy zobaczyć chrześcijańskie miasto Alqosh, które zostało w większości opuszczone przez chrześcijan z obawy przed zbliżającymi się bojówkami ISIS.

Jak wygląda sytuacja chrześcijan w innych miejscowościach, które odwiedziliście?

– Pierwszego dnia odwiedziliśmy wioskę położoną na północ od Dohuk – Mangesh. 25 lat temu była to w większości wioska chrześcijańska, jednak Saddam Husajn sprowadził tam tak wielu Kurdów, że chrześcijanie stali się mniejszością. Obecnie mamy tam ok. 300 chrześcijańskich rodzin, do których dołączyło 77 syryjsko-prawosławnych rodzin. 6 sierpnia uciekły one przed bojówkami ISIS z wioski leżącej w pobliżu Alqosh. Schronienie zaoferował im katolicki ksiądz Yoshia San z centrum katechetycznego. Kiedy przyjechaliśmy do budynku centrum, prawosławny ksiądz, który towarzyszy tym uciekinierom, dziękował serdecznie ks. bp. Nonie za wszelką otrzymaną pomoc od katolików. W dalszym ciągu są w wielkiej potrzebie, najbardziej pilne są namioty i wentylatory. Ksiądz biskup obiecał im pomóc w tej trudnej sytuacji.

Jakie są warunki pogodowe w tej chwili?

– Podobnie jak w Erbil, temperatura w miejscowościach, które odwiedzaliśmy, dochodziła do 43 st. Celsjusza. Widzieliśmy sytuację, gdzie jeden namiot zamieszkiwało 7 rodzin. Jeden ze spotkanych starszych mężczyzn powiedział nam: „Chcę, żeby się w końcu zakończyła ta sytuacja nie ze względu na mnie, ale na moje dzieci”.

Inna spotkana przez nas kobieta, matka trojga niepełnosprawnych dzieci, płacząc, mówiła, że chce wrócić do siebie i swojego domu, ale bardzo obawia się o życie swoje i swoich dzieci.

Czy udało się Wam odwiedzić inne miejscowości i czy sytuacja jest podobna do opisanej powyżej?

– Udało nam się odwiedzić kilka wiosek z księdzem Josha Sana i księdzem Samirem Youssef, proboszczem z pobliskiej miejscowości, i wraz z nimi mieliśmy okazję wysłuchać uciekinierów z Mosulu, Alkosh, Telkef, Telascof i wielu innych miejscowości. Widzieliśmy okropne warunki, w jakich żyją. Opowiadali nam również o wielkim sercu innych chrześcijańskich rodzin, które przyjmują pod swój dach 2 lub 3 rodziny uciekinierów. Następnie udaliśmy się do wioski Baghere, gdzie ksiądz spotkał dopiero co przybyłych 47 rodzin uciekinierów. Pośród nich były jednomiesięczne bliźniaki, które przyszły na świat podczas ucieczki. Wszyscy opowiadali nam tę samą smutną historię o tym, jak musieli opuścić Mosul z niczym, często w panice, kiedy dowiedzieli się, że 60 tys. żołnierzy rządowych uciekło z ich miasta.

Jakie obawy najczęściej wyrażają uciekinierzy?

– Oczywiście boją się o siebie i swoją przyszłość, ale największe obawy budzi w nich przyszłość ich dzieci. Jeden z uciekinierów przedstawił nam swoje dwie córki, które były studentkami uniwersytetu w Mosulu. Jedna z nich studiowała medycynę wraz z 15 innymi chrześcijankami w jej grupie. Na uniwersytecie w Mosulu na 40 tys. studentów 8 tys. stanowili chrześcijanie. Dziś obawiają się, czy w ogóle kiedykolwiek będą mogli tam wrócić.

Jak widzą swoją przyszłość?

– Wielu uchodźców mówiło nam, że czekają jedynie na możliwość opuszczenia Iraku, nie widząc dla siebie przyszłości w tym kraju. Czują się bardzo zawiedzeni postawą swoich muzułmańskich sąsiadów, którzy obrabowali ich domy, gdy tylko je opuścili. Inni mówili nam, że chcą zostać, chcą wrócić do swoich wiosek i domów, ale tylko wtedy, gdy będą tam międzynarodowe siły pokojowe, które będą ich chronić.

To życzenie powtarzało się bardzo często podczas naszych spotkań z uchodźcami. 15-letnia dziewczynka o imieniu Ronda spojrzała na mnie ze zdziwieniem, kiedy zapytałam, czy chce opuścić Irak. – Ja chcę zostać w Iraku, kocham ten kraj – powiedziała.

Dziękuję za rozmowę.

ks. prof. Waldemar Cisło

Aktualizacja 7 września 2014 (17:02)

Nasz Dziennik