logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Dziwne materii pomieszanie

Piątek, 22 sierpnia 2014 (02:00)

Wydawałoby się, że ta uwaga zamieszczona w „Ogniem i mieczem”, a wypowiedziana przez bohaterskiego Longinusa Podbipiętę, na Dzikich Polach, szukającego okazji do wypełnienia ślubu, który przechodził z ojca na syna niemal od czternastego wieku, a pod Grunwaldem potwierdzonego, nie ma już zastosowania do obecnej rzeczywistości.

A tymczasem i obecnie z tym pomieszaniem materii wyjątkowo często się spotykamy. Oto kilka przykładów.

1.

Nie zawsze w pełni zdajemy sobie sprawę z sensu cierpienia, ale cierpienie zawsze budzi niepokój. Do cierpienia odwoływano się dość często w związku z atakiem medialnym i administracyjnym względem prof. Bogdana Chazana. Przypomnijmy sobie telewizyjną dyskusję, w której uczestniczy pani K.Sz. i pan M.J.

W pewnym momencie pani K.Sz. niemal ze łzami w oczach skierowała pełne oburzenia słowa, że on chyba z racji, iż jest mężczyzną, nie rozumie cierpienia kobiety mającej rodzić. Przecież ona tak cierpi! Ale ta sama pani, nie wiem, czy była lub jest matką, nie brała pod uwagę cierpienia dziecka, względem którego stosuje się aborcję, zadającą mu śmierć.

Nie wiem, które cierpienie jest większe. I nie chciałbym porównywać, ale w tym wypadku należy pamiętać, że kobieta świadomie, względnie w zauroczeniu podejmuje pożycie płciowe. Tymczasem dziecko o niczym nie wie. Przychodzi na świat z nadzieją na życie. Wydaje się, że jego cierpienie jest większe, bo dziecko jest mniejsze i w żaden sposób nie myślało o śmierci, ale czuło ból. Z matką jest inaczej. Matka z jakąś świadomością, ale wie, czego może się spodziewać, podejmując współżycie.

Ciekawe, co myślą matki? Czyje cierpienie jest większe: maleńkiego dziecka czy świadomej w jakiś sposób matki? Mnie się wydaje, że cierpienie dziecka jest zawsze większe. I dla matki, jeśli macierzyństwo czuje. Doktor B. Nathanson stwierdza: „Zabijany płód (dziecko) doznaje takich samych cierpień jak torturowany człowiek”.

2.

Kolejny przykład pomieszania pojęć. To już przestrzeń naszej ludzkiej sprawiedliwości. Wyższa uczelnia we Wrocławiu. Odczyt ma wygłaszać ktoś, kto w czasach komunistycznych należał do aparatu ucisku, i to w świecie wymiaru sprawiedliwości. Młodzi ludzie niekoniecznie w sposób najelegantszy, ale wyrazili swój sprzeciw, przede wszystkim głosem. Byli bowiem przekonani, że w Polsce można korzystać z wolności słowa. Nic podobnego, ponieważ zostali powagą sądu niezawisłego jakoby skazani i otrzymali dość surowe wyroki.

W Poznaniu także na uczelni miał wygłosić odczyt stosunkowo młody profesor, kapłan – na temat gender. I tu niektórzy młodzi ludzie nie tylko krzykiem, ale czynnie, fizycznie przeszkadzali, wskakując na stół, przy którym siedział prelegent, wyrwali mu mikrofon. I ci zostali uniewinnieni.

Czy nie jest to wyraźny przykład na jakieś udziwnione stosowanie prawa? Czyż nie jest to argument na dziwne materii pomieszanie w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości w Polsce?

3.

I jeszcze jeden fakt. Oto Marek Cichucki, aktor Nowego Teatru w Łodzi, przez dłuższy czas – tak przypuszczam – myślał, że żyje w wolnym kraju. Tak wynikałoby z Konstytucji. Ale od czego są prezesi, dyrektorzy, kierownicy?

No właśnie, otrzymał zadanie do pełnienia roli narratora w odniesieniu do tekstu „Golgoty Picnic”! Przekonał się, sięgając po ten tekst, że to rzecz daleka od sztuki, a wrośnięta w pospolite bluźnierstwo. Sztuka bowiem to prawda, to szacunek dla każdej osoby, a cóż dopiero w odniesieniu do Jezusa Chrystusa!

Konstytucja gwarantuje korzystanie z głosu sumienia. Ale to tylko na piśmie, gdyż Konstytucji interpretację zarezerwował sobie dyrektor teatru i zwolnił Marka Cichuckiego z pracy. Bez jakichkolwiek argumentów. Gdyż okazuje się, że u nas to nie znawcy kultury określają jej obecność, ale „władza”. I tak stare przyzwyczajenia wychodzą na wierzch.

Czyż to jednak nie świadczy o pomieszaniu materii? Czyż to wszystko nie przypomina nam tej propagandy, z jaką spotykaliśmy się często przed laty, a której klasycznym przykładem może być anons radzieckiego Krokodyla, podany po locie w kosmos Gagarina? Redakcja Krokodyla zdobyła się na epokowe stwierdzenie, pokazując w niebieskiej przestrzeni Gagarina. „Gagarin jest, a Boga nie ma”. No właśnie, kogo nie ma? Jak widać, mieszać nie wypada.

I na koniec warto przytoczyć słowa św. Jana Pawła II z nadzieją, że w końcu nadejdzie czas, gdy uwolnimy się od wszelkiego rodzaju mieszania materii: „Nie ulega wątpliwości, że zadanie prawa cywilnego jest inne niż prawa moralnego, a zakres jego oddziaływania węższy. Jednak w żadnej dziedzinie życia prawo cywilne nie może zastąpić sumienia ani narzucać norm, które przekraczają jego kompetencje” (EV 71).

Co więcej: „Kto powołuje się na sprzeciw sumienia, nie może być narażony nie tylko na sankcje karne, ale także na żadne inne ujemne konsekwencje prawne, dyscyplinarne, materialne czy zawodowe” (EV 74).

„Veritatis Splendor” z mocą przypomina: „Wobec norm moralnych, które zabraniają popełniania czynów wewnętrznie złych, nie ma dla nikogo żadnych przywilejów ani wyjątków. Nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś jest władcą świata, czy ostatnim ’nędzarzem’ na tej ziemi: wobec wymogów moralnych wszyscy jesteśmy absolutnie równi” (VS 96).

Pamiętajmy o tym! Pamiętajmy wszyscy!

Ks. bp Antoni P. Dydycz, biskup drohiczyński senior

Aktualizacja 22 sierpnia 2014 (02:00)

Nasz Dziennik