logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Żyjemy w ciągłym strachu

Wtorek, 26 sierpnia 2014 (02:06)

Z JE ks. abp. Jeanem Sleimanem, łacińskim ordynariuszem Bagdadu, rozmawia Łukasz Sianożęcki

Jak opisałby Ksiądz Arcybiskup obecną sytuację chrześcijan w Iraku?

– Żeby zrozumieć położenie chrześcijan w Iraku, trzeba w dwóch zdaniach powiedzieć o ogólnej sytuacji w tym kraju. Irak obecnie jest bardzo mocno podzielony. Są tam bowiem ogromne regiony zdominowane przez ugrupowanie dżihadystyczne o nazwie Państwo Islamskie; szczególnie odczuwalne jest to na północy. Tam z kolei istnieją jeszcze inne podziały, cały czas bowiem dominacji islamistów opiera się Kurdystan, na terenie którego swojego schronienia szuka wielu uchodźców, częstokroć całe wioski i miasteczka. Z drugiej strony mamy południe i Bagdad, gdzie choć nie rządzą ekstremistyczne bojówki, sytuacja chrześcijan jest również bardzo trudna.

W tej części kraju dochodzi bowiem bardzo często do zamachów terrorystycznych, np. z użyciem samochodów-pułapek. Ponadto także i tam niemal każdego dnia stoimy przed ryzykiem, iż jacyś bojownicy mogą wejść do domu, centrum handlowego czy świątyni i zacząć zabijać znajdujące się tam osoby. Tak więc ci, którzy nie cierpią bezpośrednio od inwazji dżihadystów, cierpią z powodu nieustannego strachu. Nigdy bowiem nie wiesz, czy też jutro nie będzie „twoja kolej”. Tam jednak na północy gdzie chrześcijanie, jazydzi oraz kilka innych mniejszości są wypędzani ze swoich domów, cierpienie jest największe. Spotykałem się z licznymi rodzinami, które nie mogą znaleźć jakiegokolwiek dachu nad głową czy schronienia i szukają go gdziekolwiek się da – pod drzewami czy własnej roboty namiotami. Brakuje im dosłownie wszystkiego, wszystko bowiem, co jest potrzebne do życia, musieli zostawić i natychmiast uciekać. Tak więc ogólnie można podsumować, że obecnie znajdujemy się w sytuacji tragedii.

Czy władze w Bagdadzie robią cokolwiek, aby chronić mniejszości religijne?

– Co dokładnie robią liderzy naszego kraju, nie jestem w stanie powiedzieć. Obecny właściwy rząd Iraku jeszcze się nawet nie narodził. Widzę, że premier Hajder al-Abadi próbuje sformować swój gabinet, jednak napotyka na liczne trudności. Do takich trudności należy zaliczyć wydarzenia z zeszłego piątku, kiedy do meczetu weszli bojówkarze i zabili 70 osób. W tym miejscu nie należy ukrywać, że takie zbrodnie mają często charakter polityczny i tak było i tym razem. Do tego masowego morderstwa doszło bowiem w sunnickim meczecie, w związku z tym niemal automatycznie oskarżono o jego spowodowanie szyitów. Bez względu na to jednak, kto to zrobił, jego celem było zwiększenie napięcia pomiędzy tymi dwiema społecznościami i popchnięcie ich do prawdziwej wojny.

Obecnie największym zagrożeniem dla chrześcijan jest Państwo Islamskie. Grożą oni m.in. śmiercią osobom, które nie zdecydują się przejść islam. Czy spotkał się Ksiądz Arcy- biskup z takimi zachowaniami?

– Mnie osobiście nic takiego nie spotkało, lecz wiem o licznych tego typu przypadkach. Ten problem nie jest jednak problemem nowym. W Mosulu oraz w kilku innych rejonach już dużo wcześniej spotykaliśmy się z podobnymi sytuacjami. Tam chrześcijanom dawano wybór: albo konwersja, albo zapłata dżizji [specjalnego podatku nakładanego tylko na chrześcijan – przyp. red.]. Jeśli nie było się w stanie zapłacić, dostawało się wybór opuszczenia swojego domu, nie zabierając niczego ze sobą. Takie przypadki zdarzają się w Iraku już mniej więcej od 2008 roku, w tym także w Bagdadzie. Myślę więc, że społeczność chrześcijańska już od pewnego czasu żyła w obawie, że takie dni jak dzisiejsze mogą w końcu nadejść.

Wielu chrześcijan odmawia jednak uznania Allaha za swojego Boga i tych spotyka śmierć. Świadkowie mówią przy tym, że dżihadyści nie zabijają tylko, by zabić, ale także, by upokorzyć. Dlaczego ekstremiści islamscy mordują w tak brutalny sposób?

– Jest właśnie dokładanie tak, jak pan powiedział – chodzi o to, by upokorzyć swoich przeciwników. Te wyjątkowo brutalne morderstwa spotykają częściej jednak jazydów niż chrześcijan. Nie mówię tutaj, że chrześcijanie nie giną z rąk muzułmanów, jednak to właśnie jazydzi spotykają się z wyjątkową wściekłością z ich strony.

Wspomniał Ksiądz Arcybiskup, że chrześcijanie żyją w sytuacji ciągłego zagrożenia. Czego więc trzeba, aby być księdzem katolickim w takim kraju jak Irak? Odwagi?

– Tylko wiary, nadziei i miłosierdzia. Nie ma innej drogi, aby żyć w takim miejscu. Odwaga jest ludzka, zaś wiara jest darem od Boga, który pomaga najbardziej. Możesz być słaby, nie być po ludzku odważnym, ale z wiarą nie lękasz się niczego.

Jego Ekscelencja przybywa do Polski w związku z Dniem Modlitwy za Prześladowany Kościół na Bliskim Wschodzie. Co taka modlitwa oznacza dla wierzących w Chrystusa, żyjących w tym kraju?

– Jest to bardzo ważne dla irackiego Kościoła, ponieważ jest aktem prawdziwej komunii z Kościołem powszechnym. Jestem więc bardzo wdzięczny braciom biskupom w Polsce i na całym świecie, że realizują to, do czego wzywał Ojciec Święty Franciszek, i modlą się za prześladowanych.

Nie tylko jednak modlitwy potrzeba prześladowanym w Iraku. Kto i w jaki sposób już pomaga?

– Poszkodowanym mniejszościom pomagają Kościoły katolickie z różnych krajów i organizacje katolickie, lecz pamiętajmy, że ich możliwości są ograniczone. Papież Franciszek kilka dni temu przesłał milion dolarów z funduszy Stolicy Apostolskiej, pomagają również liczni kardynałowie, wspomaga także Organizacja Narodów Zjednoczonych. Niestety, problem jest tak wielki, że potrzeba będzie mnóstwo czasu, aby go rozwiązać. Jak np. bowiem pomóc tym, którzy już nie będą mogli wrócić do domów, bo ich domy zostały skradzione, zajęte?

A czy jest coś, co mogłyby zrobić państwa zachodnie, aby zakończyć tę straszną tragedię?

– Odpowiedź na to pytanie wydaje się prosta. Tak prosta, że aż niebezpieczna… dla ujawniającego tę prawdę. Patrząc na Irak, są pewne rzeczy, które po prostu widać. A widać dziś np. bojówki Państwa Islamskiego podbijające kolejne połacie państwa. Widzimy też, że relacje pomiędzy sunnitami a szyitami, mówiąc delikatnie, nie są najlepsze. Rzeczywistość nie jest jednak taka powierzchowna. Irak jest bowiem bardzo bogatym krajem. W ostatnich latach odkryto spore złoża ropy i gazu także w pobliskich mu regionach Morza Śródziemnego. W Libanie, Gazie, Izraelu, Syrii, na Cyprze czy Egipcie. W odróżnieniu od tych krajów Irak nie jest w stanie do końca korzystać z tego bogactwa.

Jest jednak wiele różnych sił na świecie, które chciałyby przejąć kontrolę nad tymi zasobami. Państwo Islamskie jest właśnie jednym z ważnych graczy w tym regionie, którzy instrumentalizują wszystko tylko i wyłącznie po to, aby dostać się do ropy. W tej grze dostrzeżemy także wielkie naftowe koncerny międzynarodowe wspierane przez niektóre rządy. Co więc mogą zrobić? Ja powiem tylko, że szanuję rządy, które troszczą się o swoich obywateli i swoje kraje. Nie można jednak realizować swoich interesów poprzez rozlewanie krwi niewinnych i sięganie po cudze bogactwa. Bo to właśnie najczęściej zupełnie niewinne osoby płacą swoją krwią w tej niebezpiecznej rozgrywce. Patrzymy więc na rządy Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, ale także i Chin, i Rosji, które są partnerami i realizują swoje interesy w różnych częściach świata, i apelujemy, aby nigdy nie robiły tego kosztem człowieka.

Wygląda więc na to, że dziś życie człowieka jest mniej warte niż pieniądze…

– Jednak jest to całkowicie amoralne i antyludzkie i zawsze będziemy to piętnować.

Dziękuję za rozmowę.

Łukasz Sianożęcki

Nasz Dziennik