logo
logo

Zdjęcie: Israel Defense Forces/ Licencja: CC BY-SA 2.0/ Wikipedia

Nowy zaciąg dżihadystów

Środa, 27 sierpnia 2014 (02:20)

Morderstwo z zimną krwią amerykańskiego dziennikarza Jamesa Foleya zostało dokonane przez obywatela Europy. Dopuścił się go Brytyjczyk. Ostatniego samobójczego zamachu w Kirkuku (Irak) dokonali obywatele Niemiec. Islamiści dysponują bronią niezwykle niebezpieczną, którą przygotowują i hartują, by zastosować ją do kolejnych zniszczeń. Tym razem na naszej ziemi. Mogą teraz dokonywać aktów terroru w całej Europie.

Islamiści jako międzynarodowa siła polityczno-religijna dzięki rekrutowaniu w swoje szeregi obywateli Okcydentu otworzyli nowy rozdział terroru. Pytanie dzisiaj nie brzmi, czy użyją tej broni w walce z Zachodem, ale kiedy jej użyją. Dziś tym samobójcą może być każdy, kto przyjmie islam w Europie i dołączy do terrorystów. Granica, którą islamiści chcą za wszelką cenę przekroczyć, byłaby ich wielkim sukcesem. Fałszywa doktryna ideologiczna zwana poprawnością polityczną, rozwijana z powodzeniem w tak zwanej epoce powszechnej tolerancji, poważnie ogranicza w Europie wolność słowa. Każdy, kto ośmieli się skrytykować islamistów, nazywany jest przez lewaków islamofobem i dyskusja na poważny temat w tym miejscu kona.

Przypomnę, że zamachów w Londynie dokonali także obywatele Wielkiej Brytanii. Owi obywatele brytyjscy mieli pochodzenie pakistańskie i jamajskie, morderca katolika Jamesa Foleya – egipskie. Niebezpieczeństwo sytuacji, gdy zamachowcami islamskimi będą rodowici Europejczycy, którzy przyjęli islam, nie jest hipotezą. To zagrożenie zapowiada 22-letnia Brytyjka Chadidżah Dare, która chce iść śladem zabójcy Jamesa Foleya i zabijać Brytyjczyków oraz Amerykanów krytykujących dżihadystów z Państwa Islamskiego. Tego nie można ignorować. Chadidżah Dare walczy w Syrii, podobnie jak ponad pół tysiąca Brytyjczyków. Oni pewnego dnia wrócą do swoich domów… wyszkoleni w obsłudze broni i w mordowaniu ludzi.

Oblicza terroru

Działalność Państwa Islamskiego, znanego niegdyś jako ISIS, budującego z powodzeniem kalifat na podporządkowanych sobie obszarach Syrii i Iraku, wzbudza lęk nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale również w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej. Kiedy rozmawiałem w ubiegłym roku z patriarchą Syrii Grzegorzem IIILahamem, stwierdził on wówczas, że Zachód powinien się wreszcie obudzić, ponieważ wojna w Syrii prowadzona przez terrorystów i islamistów nie jest wyłącznie sprawą Syrii czy państw ościennych, ale całego Zachodu. Nie tylko z tego powodu, że działania wojenne destabilizują rzeczywistość polityczno-ekonomiczno-społeczną, zaburzając przy okazji intratne interesy, ale ponieważ w oddziałach terrorystów i rebeliantów walczą obywatele Unii Europejskiej. Potężna fala dżihadystów dociera tu m.in. z Francji, Holandii, Niemiec, Austrii, Belgii, Hiszpanii.

W ostatnich dniach media austriackie obiegła elektryzująca wiadomość, że na terenach Austrii dokonano zatrzymania dziewięcioosobowej grupy bojowników islamskich udających się do Syrii na „świętą wojnę”. Wśród terrorystów byli głównie młodzi ludzie w wieku od 17 do 27 lat, w tym 19-letnia dziewczyna. Podzieleni na dwie bandy zostali aresztowani w Arnoldstein i Nickelsdorf. Organizator akcji ma obywatelstwo austriackie, ale tureckie pochodzenie. Pozostali ochotnicy pochodzą z Czeczenii (mieli przyznany status uchodźców) oraz z Tunezji. Jak podaje raport służb bezpieczeństwa, w Syrii i Iraku walczy obecnie 130 Austriaków (jest to wzrost o połowę w porównaniu z kwietniem bieżącego roku).

Zresztą islamiści pokazują swoją siłę także w innych krajach Europy. Terroryzują co piątek dzielnice Paryża, demonstracyjnie modląc się na ulicach stolicy Francji, pomimo prawnego zakazu laickiego państwa o niemanifestowaniu swojej religii w miejscach publicznych. Cóż, chrześcijanie dostosowali się do dyskryminującego prawa nietolerancyjnego państwa świeckiego. Muzułmanie nie.

W Niemczech ataki ekstremistów muzułmańskich na wyznawców innych religii zaniepokoiły polityków Bundestagu. Szef CDU/CSU Volker Kauder powiedział ostatnio, że nie może być tak, że chrześcijanie oraz reprezentanci innych grup religijnych muszą żyć w tym w kraju w strachu przed atakami. Konflikty religijne nie mogą być przenoszone na teren Niemiec. Stwierdził także, że organizacje i muzułmańskie związki wyznaniowe powinny zająć jednoznaczne stanowisko i definitywnie odciąć się od działań fanatyków islamskich w Niemczech. – One również ponoszą odpowiedzialność za pokojowe współżycie wszystkich obywateli w RFN – podkreślił. Zdaniem „Die Welt”, w Niemczech coraz silniej do głosu dochodzą radykalne siły islamskie, które kierują ataki przede wszystkim w stronę konwertytów z islamu na chrześcijaństwo. Według niemieckich ekspertów, ryzyko bycia ofiarą obrażania i aktów fizycznej agresji wzrosło o 100 procent. Prawo szariatu działa przecież także w Europie, ono nie ma granic geopolitycznych. Apostazja w islamie karana jest śmiercią.

 

Dżihad w Europie

Fakt, że dżihadyści w Europie rosną w siłę, jest przede wszystkim wynikiem poprawności politycznej lewicy, która zarządza nieudolnie Europą i z premedytacją zdradza chrześcijan. Otwartość i tolerancja górują w ideologii lewackiej nad rozsądkiem i bezpieczeństwem obywateli Unii Europejskiej i pewnego dnia wszyscy poniesiemy tego konsekwencje. Państwa UE mają ponadto swój współudział w rosnącej nietolerancji przeciwko chrześcijanom. Mało które media zachodnie podają informacje, że w krajach europejskich palone są kościoły, dewastowane cmentarze, dochodzi do pobić duchownych i świeckich wiernych.

Rozmawiałem niedawno z szefem organizacji Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan w Europie dr. Martinem Kuglerem, który stwierdził, że gdy tylko zostanie zaatakowany meczet albo synagoga, wówczas przez cały dzień w mediach mainstreamowych wiadomość ta nie schodzi z czołówek serwisów informacyjnych. Gdy zaś zostanie podpalony albo zdewastowany kościół lub cmentarz chrześcijański, wówczas zapada głuche milczenie. Mało tego, każdy taki akt nie jest definiowany zgodnie z prawem jako akt nienawiści na tle religijnym, ale jako „zwykły” akt chuligański czy akt wandalizmu.

Ponadto polityka emigracyjna dogorywa. Liczba przyjmowanych muzułmanów przestała być kontrolowana. Pytanie, którego się dotąd jeszcze nie stawia, jest zatem następujące: kiedy wyszkoleni na wojnach w świecie „arabskiej wiosny” dżihadyści zawieszą kurs na zewnątrz Europy i ogłoszą świętą wojnę wewnątrz Unii Europejskiej? Nowy Jork, Londyn, Madryt były tylko przystawką w wielkim planie islamskiej międzynarodówki.

Dr Tomasz M. Korczyński

Aktualizacja 18 września 2014 (09:56)

Nasz Dziennik