logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Jedziesz na Marsz?

Czwartek, 6 listopada 2014 (02:00)

Policjanci z Podlasia nachodzą domy uczestników Marszu Niepodległości. 

Funkcjonariusze podlaskiej policji z wydziału kryminalnego składają wizyty w domach osób, które mają zamiar jechać do Warszawy na Marsz Niepodległości 11 listopada. Policjanci przepytują je i ich rodziny o szczegóły związane z wyjazdem na manifestację.

Swoje wizyty funkcjonariusze rozpoczęli już tydzień temu. Odwiedzili kilkadziesiąt osób. Niemal wszystkie uczestniczyły w ubiegłorocznym Marszu Niepodległości w Warszawie i zamierzają wziąć udział w tegorocznym. Im bliżej manifestacji, tym częstsze wizyty.

Policjanci odwiedzają przeważnie osoby młode związane z klubami kibiców o patriotycznym nastawieniu, a nawet członków białostockiego stowarzyszenia Dyskusyjny Klub Filmowy, który organizuje projekcje filmów katolickich i spotkań z liderami środowisk katolickich i prawicowych. Jednak wśród odwiedzanych są też osoby niezwiązane z żadną organizacją ani ruchem społecznym.

Wizyty policjantów odbywają się na terenie całego województwa podlaskiego, m.in. w Białymstoku (już około 30 wizyt), Zambrowie, Łomży, Suwałkach, Grajewie, Bielsku Podlaskim, Hajnówce czy Łapach.

W niektórych domach funkcjonariusze byli już kilkakrotnie. – Mamy już serdecznie dość skandalicznego nachodzenia nas przez policję w naszych domach tylko za to, że zamierzamy wziąć udział w patriotycznym marszu w Święto Niepodległości – mówi Adam Andruszkiewicz.

– Chcielibyśmy, aby w końcu panowie policjanci łaskawie wytłumaczyli, jakim prawem zakłócają spokój osób sympatyzujących z Marszem Niepodległości oraz ich rodzin, zajeżdżając do domów, czasem po kilka razy, i wypytując o wyjazd w dniu 11 listopada do Warszawy – dodaje.

W trakcie wizyt policjanci pytają głównie o to, czy dana osoba wybiera się na Marsz, z kim się wybiera, dane kontaktowe, jakim środkiem komunikacji chce jechać do Warszawy itp. Policjanci przychodzą do domów osób, którymi są zainteresowani, nawet w przypadku ich nieobecności. Wówczas tzw. rozmowę prewencyjną przeprowadzają z rodziną.

– Podczas pierwszej wizyty policji w moim domu nie byłem obecny. Policjanci, którzy podkreślali, że są z wydziału kryminalnego, przepytywali więc moich rodziców. Pytali m.in., do jakiej organizacji należę, jacy koledzy mnie odwiedzają i czy wybieram się na Marsz Niepodległości do Warszawy. Były sugestie policji dla rodziców, żebym lepiej na Marsz nie jechał, bo tam może być niebezpiecznie – relacjonuje Marcin Zabłudowski z Bielska Podlaskiego.

– Dla mnie jako młodego człowieka, który wychował się już w wolnej, demokratycznej Polsce to zachowanie policji jest szokujące. Żeby mnie, który nie miałem nigdy żadnego konfliktu z prawem, nachodzić i uważać za potencjalnego przestępcę, to straszne – tłumaczy nasz rozmówca.

– Policja tym najściem zaniepokoiła moich rodziców i brata. A wskutek podobnej ich wizyty, u mojego kolegi, jego mama o mało co nie dostała zawału – mówi Zabłudowski.

Dodatkowym dyskomfortem, na jaki narażone są osoby odwiedzane przez policję, często nigdy niekarane, jest fakt, iż policjanci przyjeżdżają służbowymi samochodami i przedstawiają się, nie bacząc na obecność sąsiadów, jako funkcjonariusze wydziału kryminalnego.

– Funkcjonariusze przyjeżdżają czasem po kilka razy do jednej osoby i mówią, że są z wydziału kryminalnego. Takie działania stawiają mnie w złym świetle wśród sąsiadów, kolegów i członków rodziny – wskazuje Marcin Zabłudowski, którego dom policjanci odwiedzili już dwa razy.

Podlaska policja odpowiada, że to czynności prewencyjne. – Odwiedzaliśmy osoby, które gdzieś, kiedyś łamały prawo, były podejrzane o bójki, pobicia lub miały jakiś kontakt z takimi zdarzeniami. To nie jest żadna zaplanowana akcja policji, ale wizyty na zasadzie, jaka obowiązuje zwykłych dzielnicowych. Tak jak dzielnicowi codziennie odwiedzają takie osoby w domach, tak i tu policjanci dokonują takich odwiedzin – tłumaczy „Naszemu Dziennikowi” podkom. Kamil Sorko z zespołu prasowego Wydziału Komunikacji Społecznej Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Trudno jednak uwierzyć, że domowa wizyta policjantów z wydziału kryminalnego jest tożsama ze standardową wizytą dzielnicowego. Rzecznik prasowy podlaskiej policji obstaje jednak twardo przy tej wersji.

– Policjanci odwiedzają takie osoby i rozmawiają z nimi prewencyjnie o tego typu zachowaniach. Generalnie chodzi o to, aby zapobiec pewnym złym zdarzeniom, jakie mogą mieć miejsce w przyszłości. Do tego zobowiązuje nas ustawa o policji – tłumaczy podkom. Kamil Sorko.

Czy te wizyty mają związek z Marszem Niepodległości? – Nie ukrywam, że wizyty policjantów są przeprowadzane m.in. w kontekście Marszu Niepodległości. Osoby, które odwiedzamy, były związane z organizacją czy uczestnictwem w poprzednich takich marszach, na które różnie się działo. Dlatego warto z nimi porozmawiać – mówi Kamil Sorko.

Część osób, których odwiedziła policja, zaprotestowała wobec tych wizyt podczas konferencji prasowej zorganizowanej we wtorek pod Komendą Wojewódzką Policji w Białymstoku. Co dziwniejsze, po konferencji wszyscy jej organizatorzy zostali przez policję zatrzymani w celu spisania ich danych.

– Wszyscy z nas, którzyśmy konferencję zorganizowali, zostaliśmy, podczas powrotu z niej do domów dogonieni przez policyjne radiowozy, zatrzymani w celu wylegitymowania, spisani, wcześniej sfilmowani – opowiada Adam Andruszkiewicz. – Wszystko to bez podania przyczyn tych działań. Można to odczytać jako próbę zastraszenia. Mnie osobiście jako prawnuka żołnierzy II RP, wnuka więźnia stalinowskiego zabolało to mocno, ale nie dam się zastraszyć, jestem wolnym obywatelem i policji nie powinno interesować, jak spędzę Święto Niepodległości. A na Marsz i tak pojadę – zapewnia chłopak.

Jeszcze w tym tygodniu do Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku i Rzecznika Praw Obywatelskich trafi skarga na hiperaktywność podlaskich policjantów.

Adam Białous

Aktualizacja 6 listopada 2014 (13:48)

Nasz Dziennik