logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Seremet: Rodziny winne nieprawidłowości

Czwartek, 27 września 2012 (22:04)

Za błędną identyfikację ciał ofiar katastrofy smoleńskiej winę ponoszą rodziny ofiar smoleńskich, zaś inne nieprawidłowości, które miały miejsce w przebiegu działań po katastrofie rządowego samolotu w dniu 10 kwietnia 2010 roku, to jedynie błędy, które zdarzają się przy pracy  – takie wnioski można wysnuć po wysłuchaniu informacji ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina i wystąpień premiera Donalda Tuska oraz Andrzeja Seremeta, prokuratora generalnego.

Początek dzisiejszej dyskusji zaczął się bardzo nerwowo. Po tym, jak Michał Ujazdowski (PiS) zgłosił wniosek formalny o to, by marszałek Sejmu Ewa Kopacz (w kwietniu 2010 roku była ona ministrem zdrowia) nie przewodniczyła dzisiejszym obradom z racji poruszanego tematu. Poseł PiS obrazowo zwrócił uwagę, że „nikt nie może być sędzią we własnej sprawie”. Jego wniosek spotkał się z oburzeniem ze strony zarówno Platformy Obywatelskiej, która automatycznie wyszła z przeciwnym wnioskiem, jak i posłów Ruchu Palikota, którzy poprosili o pięciominutową przerwę i ostentacyjnie wyszli z sali plenarnej.

Przeprosiny bez wartości

Jako pierwszy zabrał głos premier Tusk, który w pierwszych, jakże szlachetnych i pięknych słowach z ubolewaniem w głosie przeprosił wszystkie rodziny i bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej.

–  Ta debata powinna być poprzedzona kilkoma słowami. Po pierwsze, słowo "przepraszam". (…) Mówię "przepraszam", bo zdaję sobie sprawę, że przy pracy tych 2 tys. osób mogły zdarzyć się błędy i pomyłki - powiedział prezes Rady Ministrów.

Jednocześnie powiedział, że w warunkach, w jakich prowadzone były prace, mogły zdarzyć się pomyłki zarówno po stronie polskiej, jak i rosyjskiej.

- Siłą rzeczy brałem wówczas i biorę dzisiaj na siebie pełną odpowiedzialność za działania państwa polskiego i służb podległych polskiemu rządowi wówczas w Smoleńsku i w Moskwie po katastrofie. Tej odpowiedzialności nikt ze mnie nie zdejmie i ja tego nie oczekuję – powiedział premier Tusk.

Dodał, że ta odpowiedzialność nakazuje mu "przeprosić wszystkie rodziny za udrękę i cierpienie wywołane nie tylko samą katastrofą, ale także tą udręką związaną i z procedurami identyfikacyjnymi, czasami z twardością proceduralnych reguł, a jak się okazuje, także z powodu błędów".

Jego przeprosiny i zapewnienia o jak najbardziej rzetelnej pracy specjalistów szybko przestały mieć cokolwiek na znaczeniu. Chwilę później, zwracając się do posłów Prawa i Sprawiedliwości, zasugerował, że prowadzą oni polityczną wojnę, wykorzystując katastrofę z kwietnia 2010 roku.

- Od pierwszych dni i dzisiaj mamy z tym do czynienia, polityka brutalnie wdarła się w tę tragedię. Także dzisiaj słyszymy słowa, hasła, wypowiedzi z ust polityków PiS, których celem nie jest pomoc rodzinom, nie jest dochodzenie do prawdy, tylko utwierdzenie pewnej politycznej tezy dotyczącej katastrofy smoleńskiej - stwierdził szef rządu.

Zaznaczył, że „groźną rzeczą jest założenie tezy o ewentualnym zamachu, zabójstwie i spisku”. Zarzucił, że „od pierwszych godzin niektórzy politycy koncentrowali całą swą uwagę, by taką tezę polityczną ukształtować, a następnie dobierać do niej możliwie dużo argumentów”.  - I tak dziś ewentualne pomyłki są także traktowane jako pretekst do tego, by politycznie wzmacniać, podwyższać tę temperaturę nienawiści, która po 2010 roku, po kwietniu, po katastrofie w Polsce nastała – wyjaśnił. Według niego, część polityków prawicy nadużywa katastrofy, gdyż nie chciała sobie postawić prawdziwych pytań o przyczyny katastrofy.

Gowin: Nic nie wiem

Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin wykazał się całkowitym brakiem wiedzy na temat prowadzonych działań, co wynikało z tego, że w kwietniu 2010 roku nie sprawował on swojej funkcji. Szef resortu sprawiedliwości zapewnił o rzetelnych odpowiedziach, ale jednocześnie podkreślił, że zdecydowana większość kwestii, o które pytano we wniosku PiS, nie dotyczy kompetencji jego resortu.

Minister Gowin zaprzeczył informacjom mówiącym, iż minister Tomasz Arabski i ktokolwiek inny zakazał otwierania trumien. - Szef kancelarii premiera Tomasz Arabski nie wydał ani nie przekazał nikomu polecenia zakazującego otwierania trumien ofiar katastrofy smoleńskiej. Zakazuje tego prawo  - stwierdził.

Jednocześnie zaznaczył, iż kwestie przewozu szczątków osób zmarłych i ich pochówku reguluje odpowiednia ustawa i rozporządzenie ministra zdrowia. Według tych przepisów transport zwłok może następować wyłącznie w zamkniętych trumnach, podobnie jak pochówek.

Odpowiadając na zawarte we wniosku o informację pytanie, czy minister sprawiedliwości przekazywał jakiekolwiek swoje uprawnienia, Gowin powiedział, że minister nie upoważniał szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM) ani ministra zdrowia, ani innych ministrów do podejmowania w jego imieniu czy też w ramach jego kompetencji żadnych czynności związanych z tragedią smoleńską.

- Minister sprawiedliwości nie ma podstawy prawnej ani uprawnienia do powierzenia wykonania swoich czynności innym ministrom działowym ani też szefowi KPRM - podkreślił Gowin.

Winne rodziny ofiar

Andrzej Seremet, prokurator generalny, przedstawiał wyjaśnienia dotyczące roli i zakresu działań śledczych po katastrofie smoleńskiej.

- Przyczyną pierwotnej, nieprawidłowej identyfikacji wspomnianych dwóch ciał ofiar katastrofy było nietrafne ich rozpoznanie przez członków rodzin - powiedział z mównicy sejmowej.

Wyjaśnił, że rosyjskie dokumenty dotyczące identyfikacji ciał Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej w całości do polskiej prokuratury dotarły dopiero na początku maja tego roku. Dwa miesiące trwało ich przetłumaczenie, gdyż z informacji przekazanych przez prokuratora generalnego wynika, iż w języku polskim śledczy dostali je 23 lipca br.

Seremet przyznał, iż mówiąc o „przebiegu działań polskich prokuratorów wojskowych w Rosji w pierwszych dniach po katastrofie, trzeba wspomnieć o tym, że nie było możliwości samodzielnego wykonywania przez nich jakichkolwiek czynności procesowych, tak samo, jak nie byłoby możliwe samodzielne wykonywanie jakichkolwiek czynności przez prokuratora obcego państwa na terenie Polski”.

- Żaden z prokuratorów nie wydawał w jakiejkolwiek formie zakazu otwierania trumien po ich sprowadzeniu do kraju po katastrofie smoleńskiej – zapewnił.

Obalone „mity” rządów Tuska

Poseł PiS Andrzej Duda o zaniedbania przy identyfikacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej obwinił rząd, a w szczególności byłą minister Kopacz i ministra Arabskiego. - Była tutaj mowa o "ewentualnych błędach". To nie są ewentualne błędy, to są realne błędy, które się zdarzyły i za które odpowiada polski rząd i przede wszystkim minister zdrowia pani Ewa Kopacz, i minister Arabski z kancelarii premiera. Panie ministrze, takie są realia tej sytuacji. (…) Te pani nieprawdziwe słowa, które uspokajały wtedy rodziny poległych w katastrofie, dzisiaj jeszcze bardziej dojmująco ranią – powiedział.

Przypomniał, że teraz dowiadujemy się, że przy sekcjach zwłok poległych w katastrofie smoleńskiej nie było polskich prokuratorów.

- Teraz dowiadujemy się, że przy sekcjach zwłok ofiar tragedii smoleńskiej nie było polskich lekarzy, a słyszeliśmy z ust pani minister Kopacz o polskich patomorfologach pracujących ramię w ramię z rosyjskimi lekarzami. W ten sposób uspokajano opinię publiczną, w ten sposób uspokajano rodziny ofiar tragedii smoleńskiej. Wszystkie te słowa okazały się nieprawdą – mówił poseł PiS.

Zwracając się do marszałek Kopacz, dodał: "Proszę spojrzeć dzisiaj w oczy rodzinom ofiar". - Jak to mogło się stać, że te ciała zostały złożone do trumien w czarnych workach? Że na nich położono ubrania, które rodziny przywiozły po to, żeby zostali w nie ubrani ich krewni? Jak to się stało, że państwo tego nie dopilnowaliście? Jak to się stało, że nie byliście państwo przy procesie umieszczania ciał w trumnach, nie dopilnowaliście tego i dzisiaj mamy co najmniej sześć pomyłek? - pytał Duda.

Natomiast poseł Solidarnej Polski Ludwik Dorn zwrócił uwagę, iż wystąpienie premiera Tuska było polityczną kampanią, której mottem były słowa "ciszej nad tymi trumnami". - Póki nie dowiemy się prawdy i póki Rzeczpospolita nie odda, to ciszy nad tymi trumnami nie będzie - mówił Dorn.

Poseł Solidarnej Polski zaznaczył, że zmiana ciał Anny Walentynowicz z ciałem Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej nie była jednorazową pomyłką, ale systemowym błędem wpisanym w tę sytuację. - Jak doszło do tego, że prawie na pewno na wiele szerszą skalę niż dwóch osób ten systemowy błąd miał miejsce - dodał Dorn. Zasugerował, że błędów było więcej i to świadczy o tym, że państwo nie zdało egzaminu.

W serii pytań, z których wycofał się Sojusz Lewicy Demokratycznej, posłowie opozycji apelowali o jedność działań i jedność dążenia do wyjaśnienia tej tragedii. Parlamentarzyści PiS i SP pytali m.in., jakie badania i przez kogo były przeprowadzane, jakie podmioty podległe premierowi i w jakim zakresie były odpowiedzialne za poszczególne działania. Pytano także, kto – z imienia i nazwiska – podjął decyzję o przekazaniu śledztwa w ręce rosyjskie oraz  dlaczego Polska stała się petentem w wyjaśnieniu tej tragedii.

 

IK

Aktualizacja 27 września 2012 (22:23)

NaszDziennik.pl