Leśnicy alarmują, Puszcza Białowieska ginie! Ekolodzy z kolei sprzeciwiają się jakiejkolwiek ingerencji w ten obszar. Kto ma rację?
– Niewątpliwie w lasach Puszczy Białowieskiej aktualnie ma miejsce klęska gradacji kornika drukarza. To maleńki chrząszczyk, którego larwy żerują w łyku drewna, a więc tkankach przewodzących, uszkadzając je. To z kolei, przy małej liczebności chrząszcza powoduje osłabienie drzew, a w przypadku dużej liczebności śmierć drzewa. Rozwojowi gradacji kornika sprzyja duża ilość osłabionych już zaatakowanych drzew świerkowych.
Czy taki mały chrząszcz może poczynić tak wielkie szkody?
– Warto pamiętać, że mamy do czynienia ze swego rodzaju plagą. Samiec kornika drukarza wgryza się pod korę drewna i zakłada komorę godową, od której samice (dwie lub trzy) drążą chodniki, składając w nich jajka, przy czym jedna samica może złożyć od 20-80 jaj. W tym okresie na rosnącym drewnie na korze pojawia się mączka – trocinki wygryzanych przez owady: kory, łyka i sporadycznie drewna, wyrzucane przez samca na zewnątrz komory godowej, opanowane w tym czasie drzewa leśnicy nazywają „drzewami trocinowymi”. Z jaj wychodzą larwy, które z kolei drążą w łyku chodniki larwalne, na końcu rozwoju wygryzają kolebkę poczwarkową, gdzie przepoczwarczają się i po przepoczwarczeniu młode chrząszczyki prowadzą jeszcze tzw. żer uzupełniający, co powoduje zabicie tkanki przewodzącej drewna na tej powierzchni. W sprzyjających warunkach w jednym roku wylęga się trzy, a czasem więcej pokoleń owadów.
Jak można się temu przeciwstawić?
– Jedynym skutecznym sposobem jest usunięcie chorego drzewa. W normalnych warunkach leśnicy reagują na pojawiające się w nadmiernej ilości „drzewa trocinowe” czynne, które są inkubatorem kornika drukarza – wycinając je. Następnie drzewa te są wywożone z lasu na bezpieczną odległość, tam drewno jest korowane lub przecierane, co przerywa nadmierny rozwój szkodnika. Leśnicy są jednak ograniczeni normami, a więc ilością drewna, jaką mogą pozyskać, i dlatego nie są w stanie usunąć wszystkich zasiedlonych drzew. Tym samym drzewa te pozostają w Puszczy, stwarzając idealne warunki rozwojowe dla jednego tylko elementu ekosystemu leśnego – kornika drukarza. Ze szkodnikiem w takiej ilości nie poradzą sobie również ptaki ani inne organizmy drapieżne. Tu potrzebna jest zdecydowana ingerencja człowieka.
Czym grozi zwłoka z podjęciem tego typu działań?
– Stan drzewostanów zaatakowanych przez plagę korników, np. w Nadleśnictwach Hajnówka, Browsk i Białowieża na terenie Puszczy Białowieskiej, jest katastrofalny. Jeżeli chore drzewa pozostaną w lesie, to wówczas młode chrząszcze mają otwartą drogę do przerzucenia się i zaatakowania kolejnych zdrowych drzew. Z jednego żerowiska – przy sprzyjających warunkach może wylecieć od 50 do nawet 200 młodych chrząszczy, które w kolejnych generacjach w tym samym roku zakładają kolejne żerowiska. Z każdego z nich wyleci następne 50-200 chrząszczy, które zasiedlą kolejne drzewa. To pokazuje, że szkodniki te rozwijają się w postępie geometrycznym i jeżeli w porę nie postawimy tamy tej inwazji, to za parę lat w z Puszczy Białowieskiej zginą: świerki oraz część drzewostanów sosnowych. Innymi słowy, jeżeli nie zostaną pilnie wdrożone działania obronne i ochronne w kierunku przezwyciężenia plagi kornikowej dziesiątkującej drzewa, to w niedalekiej perspektywie Puszczy Białowieskiej niechybnie grozi zagłada.
Co stoi na przeszkodzie, żeby leśnicy mogli podjąć tak zdecydowane kroki, aby ratować ten ważny element polskiej przyrody?
– Najwyższa Izba Kontroli w swojej analizie z lipca 2014 r. wskazała, kto popełnił błędy przy zatwierdzaniu Planów Urządzenia Lasu – dokumentu, który określa m.in maksymalną ilość drewna możliwą do pozyskania. Wszelkie zaniechania i niepodejmowanie działań w kierunku zwalczania plagi korników jest skrajną nieodpowiedzialnością, jest natomiast po myśli środowisk ekologicznych, które twierdzą, że las obroni się sam. Choć leśnicy alarmują, to ze strony Ministerstwa Środowiska ciągle są odpowiedzi, że nic się nie dzieje, że wszystko jest dobrze. Praktyków się nie słucha, a argument jest taki, że leśnicy chcą ciąć, a tam ciąć nie wolno. Nie bierze się jednak pod uwagę, że leśnicy chcą ciąć chore drzewa, które zagrażają zdrowym. Brakuje myślenia perspektywicznego o przyszłych pokoleniach, które aktualną bezczynnością i zaniechaniami pozbawiamy tego wielkiego dobra narodowego, jakim jest Puszcza Białowieska. Niestety resort środowiska sprzyja środowiskom ekologicznym, a tym samym nie pozwala nadleśniczym na prowadzenie racjonalnej gospodarki leśnej związanej z kształtowaniem równowagi w ekosystemach leśnych i podnoszeniem naturalnej odporności drzewostanów. To z kolei uniemożliwia prowadzenie zabiegów profilaktycznych i ochronnych zapobiegających oraz hamuje wykrywanie i zwalczanie rozprzestrzeniających się szkodników.
Ekolodzy to jedyna grupa, która hamuje działania na rzecz ochrony Puszczy Białowieskiej?
– Mówiąc o środowiskach ekologicznych, mocno nadużyłam tego określenia. Raban wokół Puszczy robią niektóre media mainstreamowe oraz kilku wąsko wyspecjalizowanych naukowców. Pytanie brzmi: dlaczego decydenci ulegają naciskom wąskiej grupy, a nie opierają się na opinii naukowców leśnych np. z niezależnego od Lasów Państwowych Instytutu Badawczego Leśnictwa, trudno zrozumieć?
Chce Pani powiedzieć, że w tej sytuacji leśnicy są bezsilni…?
– Powiem więcej, wygląda na to, że leśnicy z Puszczy Białowieskiej są nie tyle bezsilni, co przestraszeni, okazuje się bowiem, że ci, którzy głośno upominają się o prawa Puszczy, tracą pracę. Dla przykładu podam tylko, że Nadleśnictwem Białowieża od sierpnia ubiegłego roku zarządza już trzeci nadleśniczy. Według mnie, jest to efekt ich wniosków kierowanych drogą służbową do Ministerstwa Środowiska, aby ratować Puszczę.

