W Polsce przynajmniej od dekady wszyscy zgadzają się co do konieczności budowy silnej obrony terytorialnej. Jak to się więc stało, że ona wciąż nie powstała?
– W mojej ocenie, a byłem wówczas osobą z zewnątrz i jedynie niezależnym ekspertem, poprzednia ekipa traktowała tę kwestię bardzo instrumentalnie, w typowym dla niej stylu, to znaczy przejęto dobry pomysł, który cieszy się dużym poparciem społecznym, i wykorzystano go propagandowo, żeby coś ugrać, nie bacząc na interes i bezpieczeństwo państwa.
To poparcie społeczne świadczy o dość mocnym poczuciu odpowiedzialności za bezpieczeństwo państwa.
– Koncepcja obrony terytorialnej w Polsce rodziła się w środowisku Akademii Obrony Narodowej. Zaczęli to właśnie prof. Szeremietiew, prof. Józef Marczak i prof. Ryszard Jakubczak. Warto też wspomnieć o stowarzyszeniu ObronaNarodowa.pl, które zrobiło zupełnie społecznie bardzo dużo dla rozpropagowania tej idei w Polsce. Dzięki temu większość obywateli wie, co to takiego obrona terytorialna i że jest ona Polsce potrzebna. Jednostki obrony terytorialnej mają być zaczynem integrującym społeczeństwo lokalne wokół problematyki bezpieczeństwa i obrony kraju. Społeczeństwo zatomizowane, podzielone, nastawione liberalno-konsumpcyjnie, jest wymarzonym celem ataku przeciwnika, podatnym na działania dywersyjne i prowokacje. Tego uczy doświadczenie Ukrainy. To właśnie na Krymie i w Donbasie poczucie tożsamości i patriotyzmu ukraińskiego jest najsłabsze i dlatego tam najpierw zaatakowano. Przeciwstawić się temu możemy przez nasycenie środowisk lokalnych z jednej strony żołnierzami, policjantami, dobrą administracją, a z drugiej strony patriotyzmem i wiarą. To stworzy taką sieć nieprzepuszczalną dla przeciwnika. Najbardziej liczymy na patriotycznie nastawioną młodzież, ale też z nadzieją patrzymy, że ten patriotyzm będzie kiełkował i obejmował coraz szersze grupy społeczne.
Jednak w dotychczasowym kształcie sił zbrojnych nie ma miejsca na wojska terytorialne.
– Wojska obrony terytorialnej będą nowym, piątym rodzajem wojsk. Ich sformowanie wynika ze zmieniającego się charakteru zagrożeń. Współczesne zagrożenia są coraz bardziej zdecentralizowane i zdywersyfikowane i musimy im przeciwstawić nasze zdecentralizowane i zdywersyfikowane struktury. W Polsce mamy w wojskach lądowych, mówiąc w uproszczeniu, 13 brygad stworzonych według modelu z lat 70.-80. XX wieku, dostosowanych do takiego rodzaju wojny, która już odchodzi do historii. Teraz mamy do czynienia z zupełnie inną wojną. W USA wykuto termin „wojna hybrydowa”. Myślę, że w naszych warunkach lepiej mówić o wojnie wielowymiarowej. Obrona terytorialna jest jedną z odpowiedzi na tę zmianę i już najwyższy czas, żeby ją stworzyć. Zmarnowaliśmy przynajmniej osiem lat i teraz musimy starać się je nadgonić. Mam nadzieję, że sytuacja geopolityczna pozwoli nam ten proces uruchomić i zakończyć na spokojnie.
Jak ma wyglądać służba w wojskach obrony terytorialnej?
– To będzie nowy rodzaj wojsk i nowy rodzaj żołnierza – żołnierz ochotnik. A więc nie będzie to ani żołnierz zawodowy, ani nie będzie przymusowego poboru. Mówimy tu o szeregowych, gdyż w strukturach dowodzenia i szkolenia pojawią się oczywiście żołnierze zawodowi. Od kandydatów będziemy oczekiwać dobrego stanu zdrowia (ale wymogi będą łagodniejsze niż dla żołnierzy zawodowych), wykształcenia przynajmniej zawodowego, a najlepiej średniego. Przyjmować będziemy zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Jeśli chodzi o wiek, to wprowadzona będzie górna granica, zapewne około 45 lat. Szkolenie podstawowe będzie odbywać się w systemie weekendowym, średnio raz w miesiącu przez trzy lata. Później przewidujemy co roku ćwiczenia przypominające. Ci żołnierze z zasady mają szkolić się blisko miejsca zamieszkania, w swoim powiecie. Tam, gdzie się urodzili, mają rodziny, kolegów, znają ten powiat, jego topografię, specyfikę. Tam mają też służyć i, jeśli będzie trzeba, walczyć.
Ilu żołnierzy mają liczyć te wojska?
– Celem ma być powstanie w każdym powiecie jednej kompanii, może w przyszłości uda się to powiększyć do batalionu – to zależy też od środków, jakie będziemy mieli do dyspozycji. W dużych miastach konieczne będą oczywiście od razu większe struktury. To daje średnio jednego żołnierza na tysiąc mieszkańców, czyli łącznie ok. 40 tys., a więc wcale nie tak dużo.
Do jakich konkretnie zadań będą szkoleni żołnierze wojsk terytorialnych?
– Będą przede wszystkim wspierać wojska operacyjne. W klasycznej wojnie nasze wojska lądowe są w stanie obronić jakieś 10-15 proc. powierzchni kraju. Między poszczególnymi brygadami będą duże luki i tam właśnie powinny wejść wojska terytorialne. Będą przede wszystkim prowadzić działania antydywersyjne i antyterrorystyczne, chronić obiekty infrastruktury krytycznej. Na dzień dzisiejszy powiat jest pozbawiony możliwości obronnych, chociaż ma formalnie takie zadania. Jednak starosta nie ma na to żadnych środków. Jedyną uzbrojoną formacją jest policja, ale ona ma inne zadania. Policjanci nie poradzą sobie z profesjonalną grupą dywersyjną, a kompania uzbrojonych żołnierzy pokona ją w ciągu kilku godzin czy dni. To jest gwarancja, że jeśli pojawią się w Polsce „zielone ludziki”, to zostaną szybko zneutralizowane.
Czy ci żołnierze będą mieli broń w swoich domach?
– Ten wariant w naszych warunkach jest chyba nierealny. Skłaniamy się do rozwiązania, żeby tę broń przechowywać w komendach powiatowych policji, bo to jest jedyna służba państwowa, która posiada na terenie każdego powiatu strzeżony magazyn broni. Prowadzimy w tej sprawie rozmowy z MSWiA. Chcemy jednak, żeby ci żołnierze mieli kontakt z bronią podczas całego swojego szkolenia, żeby się z nią oswajali, czuli się z nią pewnie i jednocześnie byli za nią odpowiedzialni. Amunicja byłaby tylko w jednostkach wojskowych. Szkolenie w strzelaniu odbywałoby się w wyznaczonych ośrodkach wojewódzkich.
Minister Antoni Macierewicz mówił, że pierwsze trzy brygady obrony terytorialnej powstaną na ścianie wschodniej. Czy to odpowiedź na ostrzeżenia gen. Bena Hodgesa, który „przesmyk suwalski” porównywał do Donbasu i Syrii?
– Tak, te brygady najprawdopodobniej będą w Polsce północno-wschodniej, bo tam rzeczywiście to zagrożenie jest największe. Ale same trzy brygady na niewiele się zdadzą, raczej chodzi o to, żeby wreszcie z tym ruszyć. Mam nadzieję, że wkrótce będzie to kilkanaście brygad, tak żeby pokryć cały kraj. Kiedy powstanie ten szkielet, będziemy myśleć o utworzeniu w ramach tych wojsk oddziałów bardziej wyspecjalizowanych.
Widzi Pan jakieś miejsce dla coraz liczniejszych grup i stowarzyszeń proobronnych, grup rekonstrukcyjnych itd.?
– Owszem, jak najbardziej. Członkowie tych organizacji będą mogli oczywiście wstępować do wojsk obrony terytorialnej. Chcemy wyjść naprzeciw zorganizowanym i wyszkolonym grupom, które są ze sobą zgrane. Widzimy to tak, że w kompanii liczącej zazwyczaj trzy plutony dojdzie jeszcze czwarty, złożony w całości z członków tych organizacji.
Kiedy te wojska mają szanse powstać?
– Już za kilka tygodni rozpoczniemy formowanie dowództwa tych wojsk, potem powstaną dowództwa brygad i ich sztaby. W międzyczasie zespół prawników będzie pracował nad odpowiednimi zmianami ustawowymi, tak żeby parlament uchwalił je do końca roku. Jednocześnie będziemy robić to, co nie wymaga zmian w prawie – tworzyć plany, programy, regulaminy. Pierwszego naboru i rozpoczęcia szkoleń można się spodziewać już w 2017 roku.
Dziękuję za rozmowę.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

