Inicjatywa obywatelska „Stop aborcji” jest już w Sejmie. Projekt ustawy, która w pełni chroni życie w Polsce, obecnie poparło 450 tys. osób. Podpisy są jednak dalej liczone w siedzibie Fundacji PRO – Prawo do Życia.
Jest to niewątpliwie sukces. Niewiele osób o tym wie, ale gdy rozpoczynaliśmy kampanię zbierania podpisów poparcia, nastąpił podział wśród obrońców życia. Zaczęli pojawiać się nowi wrogowie, którzy życzyli nam tego, abyśmy nie uzyskali wymaganego poparcia obywateli. Jednak to wszystko poszło w cudownym kierunku i niektóre osoby zmieniły zdanie, to też nasz projekt zyskiwał poparcie kolejnych grup.
Po raz kolejny dała o sobie znać siła internetu. Wielu wolontariuszy dowiedziało się o projekcie z sieci i zgłosili swój akces do kampanii na rzecz obrony życia za pośrednictwem naszej strony. Z niej pobierali wzory kart i tak rozpoczęli zbieranie podpisów. Dotychczasowe akcje zbierania podpisów oparte były na parafiach. W tej zakończonej główny ciężar wzięły na siebie osoby świeckie i ulica.
Pół miliona podpisów jest mandatem dla polityków do przeprowadzenia zmian. Teraz trzeba się modlić za nich, aby nie bali się stanąć po stronie życia i aby zrealizowali testament św. Jana Pawła II. Tak staniemy się pierwszym krajem w Europie, który będzie w pełni chronił życie swoich obywateli od poczęcia do naturalnej śmierci.
W najbliższych godzinach lub dniach podejmiemy decyzję, jaką strategię obierzemy na czas prac parlamentarzystów nad ustawą. Święty Ignacy Loyola powiedział – „Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie”. Dlatego myślę, że nie możemy zostawić sprawy samej sobie. Dotychczas przekonywaliśmy niezdecydowanych posłów i senatorów do takiego głosowania, które odpowiada woli ich wyborców.
Organizowaliśmy pikiety, wysyłaliśmy e-maile i listy, telefonowaliśmy i odwiedzaliśmy polityków w ich biurach. Ta metoda była wyjątkowo skuteczna, to też myślę, że warto rozważyć jej kontynuację. Sejm zajmie się projektem na jesieni, a my możemy być razem z nimi, żeby nie zapomnieli, kto ich upoważnił do decydowania o losie kraju.

