logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Polityka wobec Ukrainy wymaga korekty

Poniedziałek, 13 marca 2017 (12:15)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Zniszczone pomniki: zamordowanych przez Niemców w 1941 r. profesorów lwowskich i w Podkamieniu, w obwodzie lwowskim, to kolejne przypadki dewastacji polskich symboli. Jaki jest cel tego typu działań?

– Osobiście nadal wierzę, że są to niekoordynowane działania środowisk nacjonalistycznych. W toczącej się na wschodzie Ukrainy wojnie nic istotnego się nie dzieje. Jednakże środowiska nacjonalistów, widząc naciski Zachodu na nadanie Donbasowi bardzo dużej autonomii, zorganizowały blokadę ekonomiczną tego regionu oraz przejść granicznych z Rosją. Wszystko wskazuje na to, że dążą oni do konfrontacji z obecną władzą w Kijowie. Niektóre z tych środowisk szukają także na zachodniej Ukrainie wrogów. I tutaj, tymi wrogami będą Polacy oraz Węgrzy.

Wcześniej podobne zdarzenia miały miejsce w Hucie Pieniackiej, na cmentarzu w Bykowni czy w Konsulacie Polskim we Lwowie. Komu zależy na podsycaniu nastrojów?

– Te zdarzenia, które pan wymienia, to nie wszystko. Do tego zestawu antypolskich działań należy jeszcze dodać donosy na polskich nauczycieli we Lwowie do Służby Bezpieczeństwa Ukrainy o to, że organizują w mieście harcerstwo i „Strzelca”. Można powiedzieć, że w tej chwili administracja tego regionu rozpoczęła nękanie niektórych polskich działaczy. Pytanie tylko, dlaczego teraz i dlaczego w stosunku do Polaków. Wszak atakują mniejszość narodową ostatniego państwa Unii Europejskiej, które wciąż stoi za nimi murem. Myślę, że poniekąd jest to także efekt jednoznacznej oceny UPA przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Scenariusz jest zawsze ten sam: czerwona farba, litery SS i napis „Śmierć Lachom”. Czy to wskazuje na sprawców, czy ma tylko zmylić trop?

– Zawsze powtarzam, żeby nie wskazywać jednoznacznie potencjalnych sprawców. Wydaje się, że niszczenie pomników na zachodniej Ukrainie może być związane z inną grupą niż w Bykowni k. Kijowa. W samym Lwowie może to być np. akcja nacjonalistycznej młodzieży, której szeregi są coraz liczniejsze. Uważam, że na tym się nie zakończy. Za pewien czas sprawcy prawdopodobnie się sami ujawnią.

Nie widać ostrego sprzeciwu polskich władz. Czym spowodowana jest bezczynność i brak zdecydowania i czy to nie zachęca jeszcze bardziej zwolenników UPA do utrwalania pamięci o zbrodniarzach?

– Na Ukrainie w mediach i na portalach w tej chwili toczy się dyskusja w formie refleksji historycznej o roli Bandery w przestrzeni publicznej. Przenosi się ona także na inne obszary. To, że Polska nie reaguje, powoduje m.in. przeniesienie tych działań na poziom nękania polskich działaczy. Kompromitujące jest tu zachowanie ambasadora Polski na Ukrainie Jana Piekły, który publicznie powtarza, że za tymi aktami dewastowania czy wręcz profanacji polskich symboli stoją Rosjanie. Wniosek: należy nadal niszczyć, bo i tak wszystko pójdzie na konto „Ruskich”. Najwyższy czas zrewidować takie podejście naszych dyplomatów, bo jest ono szkodliwe dla Polski.

Wysadzony w powietrze pomnik w Hucie Pieniackiej odbudowali Ukraińcy, ale w zamian za to chcą odbudować nielegalne upamiętnienia OUN-UPA k. Werchraty i w Hruszowicach. Czy niby dobra wola i odbudowa pomnika w Hucie Pieniackiej były zatem tylko wybiegiem?

– Moje podejrzenie jest takie, że te wszystkie działania były zaplanowane i wyreżyserowane, tak aby odbudować nielegalne pomniki w Polsce. Tyle tylko, że czym innym jest pomnik ofiar, a czym innym pomnik katów, zbrodniarzy. Na Ukrainie są burzone pomniki ofiar. W Polsce były zniszczone nielegalne pomniki katów i to jest zasadnicza różnica. Pod względem eksterminacji Polaków Gestapo, SS czy NKWD niczym się nie różniło od UPA. Dlaczego mamy się godzić na budowę pomników UPA, a nie np. na NKWD czy SS? W Polsce powinny być tylko groby tam, gdzie są pochówki. W przypadkach sprawców mogą to być jedynie niewielkie kwatery z podaniem danych osobowych i nic więcej. Nie może być mowy o żadnych pomnikach zbrodniarzy.

Radni obwodu lwowskiego zwrócili się do najwyższych władz Ukrainy, aby przypadające na 14 października obchody 75. rocznicy utworzenia UPA odbyły się na poziomie centralnym. Czy ten głos odpowiada na zapotrzebowanie społeczne, czy są może inne przyczyny?

– Proszę zobaczyć, co się dzieje. A mianowicie w tak trudnej sytuacji, w jakiej znajduje się państwo ukraińskie i wobec tak głębokich podziałów wśród społeczeństwa tego kraju, jeden z regionów dąży do ich pogłębienia. W samym Kijowie mieszka około 30 proc. etnicznych Rosjan, nie mówiąc już o wschodzie tego państwa. Radni Lwowa chcą utrwalenia m.in. dziedzictwa, które było związane w chwili powstania tej formacji i przez dwa następne lata współpracą z Niemcami w czasie II wojny światowej.

Podczas gdy na Ukrainie odżywają nastroje nacjonalistyczne, polski Senat – nie chcąc psuć relacji z sąsiadami – wycofuje się z noweli ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego, m.in. o nacjonalizm ukraiński. Czy to jest dla Pana zrozumiałe?

– Stanowisko Senatu RP jest niezrozumiałe nie tylko dla mnie. Polacy byli stroną, która walczyła z Niemcami. Nacjonaliści litewscy i ukraińscy byli wówczas po drugiej stronie barykady. I ta uchwała zasadniczo uderzała w upamiętnienia związane z szerzeniem nacjonalizmu związanego z faszystowskimi Niemcami.

Komu służy ta poprawność polityczna w obliczu rozwijającego się na Ukrainie neobanderyzmu i kiedy o tym mówić, jeśli nie teraz?

– Wśród niektórych polskich elit utarło się niezrozumiałe przekonanie, że popieranie nacjonalizmu ukraińskiego to polska racja stanu. Nie jest zaś polską racją stanu utrzymywanie dobrych relacji z innymi środowiskami politycznymi na Ukrainie. Czyli ważny jest dla nas margines polityki w tym państwie. To dogmatyczne przekonanie eliminuje nas z odgrywania istotnych interesów na tym obszarze, w przyszłości. Idąc tokiem tego rozumowania, można wnioskować, że nasze elity zakładają, iż na Ukrainie wygra właśnie nacjonalizm. To bzdura. Jeżeli tak, to tylko na zachodniej Ukrainie, która w ten sposób i tak będzie skazana na współpracę z Polską.

W jakim kierunku zmierza wschodnia, zwłaszcza ukraińska polityka polskiego MSZ?

– Polityka obecnego polskiego MSZ odzwierciedla głównie interesy Stanów Zjednoczonych na tym obszarze, a nie nasze. Proszę zwrócić uwagę, że Słowacja, Węgry i Rumunia też są w NATO i w Unii Europejskiej, ale polityka tych państw jest dużo bardziej rozsądna od naszej. Owszem, państwa te realizują zobowiązania sojusznicze, ale wtedy, kiedy są one zbieżne z ich interesami na Ukrainie. Natomiast my zostaliśmy odstawieni na boczny tor w międzynarodowych organach decyzyjnych zajmujących się Ukrainą, a postępujemy tak, jakbyśmy byli liderem światowym w rozgrywce o wpływy w tym państwie.

Jak zatem i na jakim poziomie współpracować z państwem, które OUN-UPA – sprawców zbrodni na polskim Narodzie – uznaje za jeden z filarów ukraińskiej niepodległości?

– Należy współpracować z obszarem zachodniej Ukrainy w zakresie niezbędnym dla zachowania naszych interesów gospodarczych. Polska, w tym również nasze samorządy, powinna się skupić bardziej na współpracy z centralną i południową częścią tego państwa. Samorządy Lwowa, Tarnopola i Stanisławowa powinny być wykluczone z tej współpracy do czasu ostudzenia promocji skrajnego nacjonalizmu. Na razie ślemy temu regionowi sygnały, że wszystko jest dobrze, a tak nie jest. To błąd.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl