logo
logo
zdjęcie

dr Aldona Ciborowska

Polityk to nie Bóg

Środa, 12 lipca 2017 (20:44)

Co myśleć o Donaldzie Trumpie, który przed pomnikiem Powstańców Warszawskich oczarował treścią swojego przemówienia, z którą trudno się nie zgodzić? Czy jednak owe wielkie i poruszające słowa można oderwać od kontekstu innych działań politycznych prezydenta Stanów Zjednoczonych, który w Polsce odwołał się do Boga, a we Francji będzie fetował kolejną rocznicę 14 lipca – czyli krwawej antyboskiej i antyludzkiej rewolucji francuskiej? Zaproszony przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona weźmie udział w paradzie na Champs Elysée, która jest świętem narodowym, a jednak – w istocie – tańcem na cmentarzu. Czyżby więc ideowo Donald Trump stał w rozkroku pomiędzy Bogiem Prawdziwym a bożkiem rewolucji?

Rewolucja francuska z 1789 r. była początkiem kolejnych rewolucji politycznych – w tym rewolucji bolszewickiej, będącej kolejną odsłoną tej samej idei, czyli idei świata „wyzwolonego” od Boga, a raczej „odciętego” od Boga i Jego praw, świata osieroconego.

W stulecie wydarzeń rewolucyjnych w Rosji, w stulecie objawień fatimskich, spojrzenie na rewolucję francuską nie może być naiwne i oderwane od pamięci o obu tych rewolucjach jako krwawych i niszczących, walczących z Bogiem, by zaprowadzić rewolucyjne utopie. A o tym prezydent Trump z pewnością wie.

Dlatego chociaż cukiereczki słodkich słów i pochwał zapadają głęboko w serce i wzruszają, to nie o emocje chodzi, ale o racje, które pokazują, że polityków trzeba słuchać nie tylko wtedy, kiedy pięknie do nas mówią, poruszając największe tęsknoty naszych serc. Trzeba patrzeć na ich poczynania w szerszym kontekście, którego nie można oderwać od prawdy o tym, że polityk to nie Bóg, że nie należy przeszacowywać jego słów, a raczej szukać drugiego dna i celów jego strategii.

I oto prezydent Francji Emmanuel Macron, uważany za kandydata światowych oligarchów finansowych, wyciąga przyjazną dłoń w stronę Donalda Trumpa, by zapewnić go – jak wyjaśnia rzecznik rządu Christophe Castaner – że „nie jest izolowany”. 13 lipca prezydenci Francji i USA zasiądą do wspólnej kolacji na I piętrze wieży Eiffla, w restauracji Le Jules Vernes, bo – jak informuje „Paris Match” – francuska dyplomacja zaproponowała kilka adresów stronie amerykańskiej, która ostatecznie wybrała owo miejsce, tj. wieżę Eiffla. Gazeta przekonuje, że za tą decyzją stoi symboliczne znaczenie wieży Eiffla (zbudowanej m.in. na stulecie rewolucji francuskiej – z wieżą wiąże się dowcip: „Czemu wieża Eiffla jest taka wysoka? Żeby białą flagę widać było już z Berlina”).

3765 osób przemaszeruje od Łuku Triumfalnego do placu Zgody (de la Concorde), na którym podczas rewolucji francuskiej „dzień w dzień niestrudzenie pracowała gilotyna”. Wówczas nazywano go placem „Rewolucji”.

W paradzie 14 lipca przemaszerują również żołnierze amerykańscy na pamiątkę ich udziału w I wojnie światowej. Donald Trump będzie drugim – po George’u Bushu – prezydentem USA uczestniczącym w tym tragicznym święcie.

Drogi Czytelniku,

zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym

dr Aldona Ciborowska

Aktualizacja 13 lipca 2017 (14:04)

Nasz Dziennik