logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Nowe nie zawsze znaczy lepsze

Piątek, 11 sierpnia 2017 (20:28)

Z prof. Mirosławem Piotrowskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II usuwa ze swoich stron internetowych krzyż oraz tradycyjne zawołanie „Deo et Patriae” (Bogu i Ojczyźnie), a także orła w koronie. Jak odbiera Pan tę wiadomość?

– Tę informację przyjąłem z niedowierzaniem i ze smutkiem. Co jakiś czas zaglądałem na stronę internetową KUL Jana Pawła II – mojej uczelni, gdzie od dziesięcioleci widniało godło traktowane jako logo, które jako student, a potem wykładowca sam przypinałem do swetra. Nagle zauważyłem, że ten znak rozpoznawczy zniknął ze strony internetowej KUL. W jego miejsce powstał znak graficzny, składający się z liter „KUL”. Co ciekawe, ostatnio powstało nowe logo KUL, jak napisano „Logo 100-lecia”. Dla mnie jest to sytuacja smutna, przykra. Jednocześnie zostałem poinformowany, że już wcześniej wielu duchownych, a także świeccy pracownicy KUL domagali się od władz uczelni wyjaśnień w tej sprawie, a mianowicie: – dlaczego ze strony znika znak rozpoznawczy uczelni i czy pojawiające się nowe logo ma zastąpić to historyczne.

Co może stać u podstaw takiego działania?

– Warto zwrócić uwagę na pewien mechanizm, mianowicie trudno jest instytucjom czy też urzędom od razu wymazać symbolikę – w tym wypadku uczelni, która liczy sobie niemal sto lat – i usunąć znane logo oraz zastąpić je nowym. Dlatego podejmuje się działania stopniowo, tzn. najpierw usuwa się godło-logo ze stałych elementów – takich jak strony internetowe – przenosi się je do zakładki, a po roku czy dwóch, kiedy sprawa ucichnie, usuwa się je również z zakładki, ewentualnie pozostawia się jako znak historyczny schowany gdzieś głęboko w „szufladzie”. Dlatego jako wieloletni pracownik uczelni poczułem się nieswojo i stąd ta moja refleksja. Ponadto osoby zajmujące się sprawami wizerunku firm, instytucji mówiły mi, że wprowadzanie kilku znaków symbolizujących uniwersytet jest z punktu widzenia marketingowego błędem. Stwarza to bowiem niepotrzebny wizerunkowy chaos, a także, co w przypadku KUL jest szczególnie ważne, może oznaczać odejście od tradycyjnych wartości uczelni.

Próbował Pan zapytać władze uczelni o przyczyny takich kroków?

– Nie miałem możliwości rozmawiać z władzami KUL, bo od lat – ze względu na sprawowany mandat posła do Parlamentu Europejskiego – jestem na bezpłatnym urlopie, ale wiele osób informowało mnie o tym i kiedy sprawdziłem, że to historyczne logo zniknęło, a w jego miejsce pojawiło się nowe, postanowiłem zabrać głos w tej sprawie. Oczywiście wiem, że władze uczelni w swojej retoryce będą próbowały rozdzielać godło od loga i pokazywać, że to, co wszyscy widzieli, nie ma nic wspólnego z faktami, ale prawda jest jedna, mianowicie ze stałej strony startowej KUL zniknął krzyż, zniknęła dewiza „Bogu i Ojczyźnie” zniknął też orzeł w koronie. Owszem, godło-logo okresowo pojawia się w formie szybko przesuwających się obrazków, ale jako stały element zniknęło z oficjalnej strony KUL.

Panie Profesorze, jak to jest, że z jednej strony krytykujemy elity Unii Europejskiej za zeświecczenie i odchodzenie od wartości chrześcijańskich, a z drugiej sami – jak się okazuje – nie jesteśmy wolni od liberalizmu, i to w najmniej spodziewanych obszarach?

– Jako wykładowcy tej uczelni jest mi bardzo niezręcznie komentować zaistniałą sytuację. KUL przez wiele lat był i wciąż pozostaje dla mnie czymś więcej niż tylko zakładem pracy, to zawsze była rodzina, w której dobrze się funkcjonowało. Dlatego z tym większą przykrością odnotowuję  fakt zmiany tradycyjnej symboliki uczelni. Uważam, że niewłaściwe jest podążanie drogą laicyzacji czy zeświecczenia, którą obrały zwłaszcza kraje zachodniej Europy. Przykładem jest tutaj Bruksela, gdzie pracuję, niedaleko jest Katolicki Uniwersytet w Leuven – jeden z najbardziej prestiżowych uniwersytetów w Belgii założony w XV wieku, gdzie – jak czytam w prasie – bez konsultacji z gronem uczonych usuwane jest z nazwy słowo katolicki. To niestety jest przejawem zeświecczenia, ale moim zdaniem jest to również fałszowanie historii i tradycji – zarówno uniwersytetu belgijskiego, ale jak się okazuje, również KUL w Lublinie.  

Oczywiście można z szacunkiem odnosić się do innych kultur, szanując ich przekonania, ale powstaje pytanie: czy w tej poprawności politycznej nie idziemy za daleko?

– Uważam, że jest to poważny błąd. Na takie traktowanie nie powinni się godzić Chrześcijanie, katolicy, ale – jak sądzę – również osoby niewierzące, które z szacunkiem podchodzą do tradycji i religii, uznając, że jest to „kod genetyczny” nas, Polaków i w ogóle Europejczyków. Tym bardziej należy go chronić i strzec przed tymi, którzy chcą go zniszczyć.

Wygląda na to, że to, co się nie udało zniszczyć komunistom, którzy walczyli z KUL-em, dziś dzieje się w wolnej Polsce…

– Proszę wybaczyć, ale z racji tego, że jestem pracownikiem KUL – wprawdzie na urlopie, powstrzymam się od szerszego komentarza.

Swoją książkę, która niedawno się ukazała, zatytułował Pan „Europo, co dalej?”. Można zapytać KUL-u, co dalej…?

– Klucze do odpowiedzi na to pytanie są w rękach zarówno Jego Magnificencji Rektora KUL, jak i Wielkiego Kanclerza KUL, ale również Konferencji Episkopatu Polski, która od wielu lat sprawuje nadzór nad tą uczelnią. Pytanie brzmi: co w zaistniałej sytuacji można z tym problemem zrobić?

A jak Pan uważa?

– Droga oświadczeń, którą obierają niektórzy, oddzielając godło od loga i usiłując całą tę sprawę tłumaczyć w sposób – moim zdaniem – mętny, jest drogą donikąd. Należy zadać proste pytanie: – czy ten znak, o którym mówimy, a więc krzyż oraz tradycyjne zawołanie „Deo et Patriae”, a także polski orzeł w koronie zostały trwale usunięte ze strony czy nie? Jeśli zostały trwale usunięte, to dlaczego? I dlaczego w to miejsce lansuje się nowe logo, chowając czy ukrywając historyczne, z którym KUL kojarzy się wszystkim nie tylko w Polsce, ale również w katolickim świecie? Te kwestie powinny się stać tematem debaty. Jeśli jest to – dajmy na to – jakaś pomyłka czy przeoczenie, to wówczas możemy rozmawiać inaczej. Póki co trudno zrozumieć, a tym bardziej zaakceptować fakty, z którymi mamy do czynienia.

W tej sprawie wydał Pan oświadczenie z pytaniami. Do kogo są one skierowane?

– Zanim odpowiem, może przytoczę treść tego mojego oświadczenia. W związku z pojawiającymi się oświadczeniami i komentarzami dotyczącymi mojego felietonu pt. „Nie wszystko na sprzedaż”, który ukazał się w Tygodniku Katolickim „Niedziela”, pragnę zapytać przekręcających moje słowa, po pierwsze: – czy trwały znak rozpoznawczy KUL, od dziesięcioleci traktowany jako logo tej uczelni, zawierający znak krzyża, wizerunek orła białego z koroną na głowie i dewizę „Deo et Patriae” (Bogu i Ojczyźnie), został usunięty ze strony startowej KUL jako jej element trwały?  I po drugie – czy prawdą jest, że już wcześniej duchowni i świeccy pracownicy KUL domagali się wyjaśnień w tej sprawie? Jest to odpowiedź na oświadczenie, które po moim felietonie do Tygodnika „Niedziela” przesłał rzecznik prasowy KUL. Jest w nim mowa, że znak krzyża, dewiza „Deo et Patriae” oraz orzeł w koronie to jest godło, które wcale nie zniknęło, ale jest to godło traktowane przy okazji uroczystości, natomiast logo KUL nie ma z tym nic wspólnego. Czytając oświadczenie rzecznika KUL, dostrzegam brak jasnego komunikatu i stąd moje pytania. Od tego należy zacząć dyskusję. Chodzi o jasne, rzeczowe wyjaśnienie sprawy w świetle faktów, o pełną prawdę, a nie próby manipulowania faktami.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl