logo
logo
zdjęcie

Dr Marian Szołucha

Zatrzymać ekoszkodników

Czwartek, 14 września 2017 (13:54)

W lipcu napaść na leśnika w Giżycku. W sierpniu pobicie ks. Tomasza Duszkiewicza w Puszczy Białowieskiej. A to tylko dwa przypadki z ostatnich tygodni. Fizyczna agresja, blokady inwestycji, czarny PR, szantaże, haracze. Pseudoekolodzy nie przebierają w środkach.

Podczas III Kongresu Mieszkaniowego, który odbył się 6 października ub.r. we Wrocławiu, przedstawiono wyniki anonimowej ankiety, gdzie ok. 50 proc. przedsiębiorców z branży budowlanej przyznało się, że przynajmniej raz uległo ekoszantażystom i zapłaciło im haracz.

Dziś na celowniku pseudoekologów znaleźli się, oprócz ministra prof. Jana Szyszko, przede wszystkim polscy rolnicy. Atakujący wyrośli jak spod ziemi dopiero wtedy, gdy kilka branż tej gałęzi gospodarki zaczęło sobie coraz lepiej radzić i z trudem, acz skutecznie zdobywać pokaźną część europejskiego, a nawet globalnego rynku.

Najlepszym przykładem jest hodowla zwierząt futerkowych, na którą zamach za pomocą projektu ustawy szykowany jest prawdopodobnie już jesienią. Branża o wiekowej tradycji, prawie w 100 proc. (dokładnie w 98 proc.)
polska, druga w Europie i trzecia na świecie pod względem produkcji, zatrudniająca bezpośrednio kilkanaście tysięcy osób, odprowadzająca setki milionów podatków, niekorzystająca z unijnych dopłat, wręcz proekologiczna, miałaby zostać zniszczona, a de facto w sposób wrogi przejęta przez obcą konkurencję.
 

Tego rodzaju działania, jakie dotykają hodowców zwierząt futerkowych, czyli lobbing i kampanie prasowe o negatywnym wydźwięku, są środkami prowadzenia nowoczesnej wojny gospodarczej, gdzie nie stosuje się już barier celnych, a właśnie metody bardziej wysublimowane, przez specjalistów nazywane pozataryfowymi.

Ekoterroryzm nie jest zjawiskiem nowym. Pojawił się w Wielkiej Brytanii już w latach 60. XX wieku. Stamtąd trafił do USA, gdzie stosunkowo szybko został uznany za przestępstwo federalne ścigane
przez FBI. Mimo to do jego całkowitego zwalczenia daleko jest także Amerykanom. Media coraz częściej donoszą, że tamtejsze radykalne grupy ekologiczne, sprzeciwiające się wydobyciu gazu z łupków, prawdopodobnie finansowane są przez Rosję i działają na jej zlecenie.

Niestety hasła obrony środowiska naturalnego i praw zwierząt stały się narzędziem złej sprawy także u nas.

Dr Marian Szołucha

Autor jest ekonomistą, Akademia Finansów i Biznesu Vistula.

NaszDziennik.pl