logo
logo

Zdjęcie: Andrzej Kulesza/ Nasz Dziennik

Nikt nie wydał „Znicza”

Wtorek, 5 grudnia 2017 (08:27)

Z Ronaldem Werelichem, krewnym chorążego Antoniego Dołęgi „Znicza”, rozmawia Andrzej Kulesza

 

Co Pan czuł, widząc tłumy, które żegnały Antoniego Dołęgę „Znicza”, najdłużej ukrywającego się Żołnierza Wyklętego?

– Że jak obecne na ceremonii dzieci i młodzież opowiedzą swoim wnukom o tym wydarzeniu, to będzie zbliżał się następny wiek.

 

Antoni Dołęga, podobnie jak większość żołnierzy podziemia antykomunistycznego, pochodził z rodziny chłopskiej.

– Mój wuj, brat mojej babci, urodził się w Farfaku koło Łukowa w 1915 roku. Pochodził z biednej chłopskiej rodziny. W wieku pięciu lat stracił matkę. Pradziadek ożenił się ponownie. Antoni miał przyrodnie rodzeństwo – Kazimierza i Irenę.

Służąc w 84. pułku piechoty w Pińsku, ukończył szkołę podoficerską. W stopniu kaprala walczył w wojnie obronnej 1939 roku. W 1942 roku wstąpił w szeregi konspiracji. Był żołnierzem Armii Krajowej. W 1944 roku został siłą wcielony do 2. Armii Wojska Polskiego gen. Karola Świerczewskiego. Służył w 17. pułku piechoty. Był dowódcą kompanii. Tuż przed zakończeniem wojny, 6 maja 1945 roku, z grupą swoich podkomendnych zdezerterował z komunistycznej armii i powrócił w rodzinne strony. Tu nawiązał kontakty ze strukturami podziemnymi. W 1946 roku należał do liczącego 18 żołnierzy oddziału Józefa Matusza „Lonta”, w ramach którego Antoni Dołęga był instruktorem wyszkolenia polityczno-bojowego w drugim rejonie, który obejmował obszar gminy Trzebieszów oraz nieistniejącej gminy Celiny.

W grudniu 1951 roku po śmierci „Lonta” przejął dowództwo. Ostatecznie oddział rozwiązał w 1955 roku, po tym jak UB nasiliło działania agenturalne mające rozpracować podziemie antykomunistyczne na tym terenie. Pracą operacyjną agentury kierował funkcjonariusz UB Ryszard Trąbka, ten sam, który w 1963 roku przyczynił się do zamordowania sierżanta Józefa Franczaka ps. „Laluś”. Warto też zauważyć, że ziemia łukowska to region, gdzie opór antykomunistyczny był najsilniejszy na całej Lubelszczyźnie.

 

„Znicz” rozwiązał swój oddział, sam jednak się nie ujawnił.

– Wuj nie był dowódcą wysokiego szczebla. Jednak miał świadomość, że jest ścigany przez komunistów i co go czeka, gdy wpadnie w ich ręce. To, że ukrywał się tyle lat, wynikało też z jego cech osobowościowych.

 

Jak to się stało, że ponad 30 lat ukrywał się przed komunistami? Korzystając ze wzorców sowieckich, UB potrafiło skutecznie budować agenturę. Większość żołnierzy podziemia antykomunistycznego została ujęta właśnie w wyniku donosów tajnych współpracowników.

– Antoni Dołęga korzystał z siatki konspiracyjnej obejmującej około 200 rodzin na terenie gmin Trzebieszów, Zbuczyn i sąsiednich. To fenomen w skali całej Polski. Nie mógłby ukrywać się tyle lat, a do 1955 roku prowadzić walki z komunistami, gdyby nie bohaterstwo mieszkańców tworzących siatkę konspiracyjną. Otaczany był powszechnym szacunkiem i dzięki temu mógł liczyć na pomoc wielu rodzin.

 

Tu musimy docenić ludzi, dzięki którym mógł się ukrywać. To również są bohaterowie, o czym mówił w homilii ks. bp Kazimierz Gurda i napisali w listach do uczestników pogrzebu zarówno prezydent Andrzej Duda, jak i premier Beata Szydło.

– Narażali życie własne, życie swoich rodzin. W latach czterdziestych ryzykowali nawet zsyłką na Sybir, a w późniejszych latach długim więzieniem. Trzeba podkreślić, że od 1946 roku wuj nie miał lewej nogi. Stracił ją w wyniku wypadku z bronią. Jako osoba niepełnosprawna dowodził oddziałem, który działał na terenie trzech powiatów. Jako osoba z drewnianą protezą był rozpoznawalny i rzucał się w oczy. A mimo to udało się zachować pełną konspirację. Trzeba podkreślić, że ziemia łukowska to tereny, gdzie były zaścianki szlacheckie, które były ostoją polskości. Mieszkańcy tutejsi to ludzie twardzi, dla których ważny jest świat wartości.

Można powiedzieć, że do końca ukrywając wuja, ludzie ci odnieśli zwycięstwo nad komunizmem. Nie dali się rozpracować funkcjonariuszom SB. Nie znalazł się wśród nich żaden konfident, w tak dużej społeczności. Dziś mogą być z tego dumni.

 

Czy Pana babcia wiedziała, co się stało z bratem?

– Wuj Antoni był zawsze obecny w rozmowach w naszej rodzinie. Byliśmy przekonani, że zginął w latach pięćdziesiątych. Wiedzieliśmy, że był żołnierzem podziemia antykomunistycznego. Ponieważ całkowicie zerwał kontakty z rodziną, założyliśmy, że zginął. Właściwie to bardziej było tak, że babcia przez większość życia zastanawiała się, gdzie jest jej brat, a mój ojciec i po nim ja zakładaliśmy, że wuj zginął najpóźniej na początku lat 50., po to żeby sobie zracjonalizować jakoś całą historię. Ze swoją siostrą, a moją babcią, ostatni raz rozmawiał w 1947 roku. Mój ojciec pod koniec lat 60. zaczął szukać grobu wuja. Kilka razy przyjeżdżał do Łukowa. Próbował kontaktować się z sąsiadami. Z dzisiejszej perspektywy wiemy, że te poszukiwania były skazane na niepowodzenie. Ludzie byli zastraszeni, mieli też podstawy obawiać się komunistycznych prowokacji. Jak wspominają mieszkańcy, po Trzebieszowie chodzili funkcjonariusze SB i MO, wypytując dzieci, czy widzieli kulawego człowieka z drewnianą nogą, rozdawali przy tym cukierki. Także moją rodzinę mieszkającą w Białogardzie nachodzili funkcjonariusze SB, wypytując o wuja. Mam dokumenty z rozpracowania rodziny, które otrzymałem z IPN.

 

Czy Antoni Dołęga miał świadomość, że jest poszukiwany przez rodzinę?

– Nie wiem, choć oczywiście szukam odpowiedzi na to pytanie. Zwróciłbym tylko uwagę na jedną rzecz, być może zerwanie kontaktu z rodziną, które musiało być dla niego bolesne, było też przyczyną tego, że mógł się tak długo ukrywać. Znamy wiele przypadków, dekonspiracji Żołnierzy Wyklętych po kontaktach z rodzinami.

 

Trzy lata temu wznowił Pan poszukiwania wuja…

– Kilka lat temu wpadła mi w ręce publikacja doktora Jarosława Kopińskiego, który opisał działalność grupy „Lonta” i „Znicza”. Lektura artykułu była wstrząsem dla naszej rodziny. Tekst był napisany w oparciu o źródła wytworzone przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Dowiedzieliśmy się z niego, że wuj prowadził działalność do 1956 roku, a później wyjechał na Ziemie Odzyskane i pod przybranym nazwiskiem żył do lat 90.

Dowiedzieliśmy się, że wuj nie zginął w latach 50., jak uważaliśmy dotychczas. Informacja, że zmarł w latach 90., była dla nas szokiem. Byłem przekonany, że wuj, żyjąc pod przybranym nazwiskiem, na pewno nawiązałby kontakt z rodziną.

 

W końcu dotarł Pan do ludzi ukrywających Antoniego Dołegę.

– Nawiązałem za pomocą serwisów społecznościowych kontakt z ludźmi, którzy ukrywali wuja po 1956 roku. W trakcie trzech ostatnich lat kilkanaście razy przyjeżdżałem do Łukowa. Spotykałem się z tymi, którzy znali Antoniego Dołęgę. Od nich dostałem ponad dwadzieścia rysunków, głównie o tematyce religijnej, które wuj namalował. Jeden z konspiratorów podarował mi odbiornik, na którym wuj słuchał Radia Wolna Europa.

Zachowały się też dwa pamiętniki z 1967 i 1968 roku. W ścisłym sensie są to zapiski z rozważań, głównie religijnych. Z zachowanych relacji wiemy, że wuj był człowiekiem głębokiej wiary. Gdy w miejscowości Zembry ukrywał się u kościelnego, organizowane były dla niego konspiracyjne Msze Święte.

 

Jak doszło do odnalezienia grobu?

– Podczas moich wyjazdów na ziemię łukowską dowiedziałem się, że wuj po 1989 roku był przez wiele lat poszukiwany przez kolegów z konspiracji. Od grudnia 2015 pracowaliśmy kilkuosobowym zespołem: Tadeusz Brzozowski, Jerzy Płudowski, których rodzice ukrywali mojego wuja jeszcze w latach 70., a oni sami bardzo dobrze go znali, Daniel i Łukasz Jasińscy – wnukowie Józefa Jasińskiego ps. „Pan Polski” – żołnierza NSZ, później towarzysza broni mojego wuja, Dariusz Mościcki pochodzący z Farfaka, pionier propagowania historii Żołnierzy Wyklętych w Łukowie, i Jacek Adamiec – właściciel specjalistycznej firmy geologicznej, który zajmował się badaniami georadarem. W tej grupie odbyliśmy i udokumentowaliśmy kilkadziesiąt wywiadów, prowadziliśmy rozpoznanie w terenie, analizowaliśmy pozyskiwane dokumenty. Wraz z dyrektorem Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce Jackiem Karczewskim opublikowaliśmy artykuł – relację z poszukiwań, który ukazał się w kwietniu 2016 r. w kwartalniku „Wykleci”. Później w  trakcie poszukiwań powstały trzy odcinki programu telewizyjnego oraz fabularyzowany film dokumentalny w reżyserii Bogny Bender Motyki z TVP Lublin poświęcone wujowi i jego działalności. Poznałem też dr. Jarosława Kopińskiego, który jako jedyny profesjonalny historyk prowadził wcześniej badania działalności oddziału mojego wuja.

Dzięki staraniom burmistrza Łukowa Dariusza Szustka oraz prezesa koła ŚZŻAK Ryszarda Grafika w Łukowie 1 marca tego roku miało miejsce odsłonięcie obelisku upamiętniającego Żołnierzy Wyklętych z Łukowa. Tego samego dnia w Łukowskim Ośrodku Kultury została otwarta wystawa prezentująca twórczość mojego wuja oraz zdjęcia żołnierzy łukowskiego WiN, którą przygotowałem wraz z Robertem Wysokińskim.

Ostatecznie tego właśnie dnia Marek Artowicz, którego poznałem już na początku poszukiwań, postanowił zdradzić długo skrywaną tajemnicę. Jest jedynym żyjącym świadkiem pogrzebu. Wuj zmarł jesienią 1982 roku, ukrywając się w domu jego ojca Pawła Artowicza. Pogrzebali wuja w konspiracji, w zrobionej przez nich trumnie na skraju wsi Popławy-Rogale. W tym konspiracyjnym pogrzebie uczestniczyli oprócz Artowiczów również: Henryk Popławski i Czesław Gryczon.

W wyniku badania georadarem udało się dokładnie zlokalizować miejsce pochówku. Informacje te przekazałem do Instytutu Pamięci Narodowej. Następnie spotkałem się z prof. Krzysztofem Szwagrzykiem. Sprawa została przekazana do prokuratury powszechnej z Łukowa, która nadzorowała ekshumację. Ostatecznie zastępca prokuratora rejonowego z Łukowa pan Adam Makosz wydał postanowienie o identyfikacji szczątków.

 

Dlaczego zdecydowali się Państwo pochować Antoniego Dołęgę na cmentarzu w Trzebieszowie?

– Tam spoczywają jego towarzysze broni, ludzie, którzy go ukrywali przez dziesięciolecia, również ci, którzy go pochowali, w tym śp. Paweł Artowicz, u którego wuj zmarł. Wuj jest częścią historii tego miejsca, żyje nieustannie w pamięci mieszkańców tych terenów, z tego względu to jest najodpowiedniejsze miejsce. 

 

Dziękuję za rozmowę. 

Andrzej Kulesza

Aktualizacja 5 grudnia 2017 (11:36)

NaszDziennik.pl