logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Komisji nie zależy na dyskusji

Piątek, 12 stycznia 2018 (21:41)

Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Panie Pośle, czy po wizycie premiera Morawieckiego w Brukseli możemy mówić o poprawie klimatu w relacjach Komisja Europejska – Polska?

– Życie pokaże, ale osobiście nie wierzę w dobrą wolę Komisji Europejskiej, której celem od początku jest destabilizowanie sytuacji w Polsce i atakowanie demokratycznie wybranego rządu tylko dlatego, że jest to rząd o poglądach konserwatywnych. Pamiętajmy, że tuż przed świętami Komisja Europejska uruchomiła przeciw Polsce Art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej i dopiero jej dalsze działania w tym zakresie pokażą, czy deklaracje przedstawicieli Komisji o woli dialogu i porozumienia są naprawdę szczere.

Zgodzi się Pan z tezą, że premier Mateusz Morawiecki otwiera nowy etap w relacjach z Brukselą?

– Premier Morawiecki nie jest nowicjuszem w Brukseli – jako wicepremier odpowiedzialny za sprawy gospodarcze i finansowe bardzo często tu przyjeżdżał i spotykał się z unijnymi przywódcami, przedstawicielami Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Wielokrotnie pokazywał, że zależy mu na rzeczowych, konkretnych rozmowach.

Dialog trwa, co nie zmienia faktu, że główne pola sporu między Polską a Komisją Europejską pozostają…

– Wynika to stąd, że Komisji Europejskiej nie zależy na merytorycznej dyskusji, ale na kontynuowaniu tej ideologicznej krucjaty i dyscyplinowaniu niepokornych, a jednocześnie na odsuwaniu od siebie rzeczywistych problemów takich jak kryzys imigracyjny, zagrożenie terrorystyczne czy sytuacja w strefie euro. Warto także zauważyć, że w ostatnim czasie w Niemczech mieliśmy szereg przykładów łamania wolności słowa i cenzurowania internetu, nie wspominając o tym, co dzieje się na Malcie czy w Hiszpanii, na których temat Komisja Europejska milczy jak zaklęta. Proszę sobie wyobrazić reakcję takich panów jak Guy Verhofstadt czy Frans Timmermans, gdyby coś takiego działo się w Polsce.

Czy mandat premiera Morawieckiego po nowym otwarciu i zmianach w składzie rządu jest mocniejszy?

– Każdy premier ma prawo do doboru współpracowników zgodnie ze swoimi oczekiwaniami i planami. Rząd przeszedł znaczącą rekonstrukcję, pojawiły się nowe resorty, co stanowi także jasny sygnał, na jakie dziedziny chcemy stawiać w drugiej połowie obecnej kadencji – rozwój, inwestycje, przedsiębiorczość, infrastruktura.

Martin Schulz chce karania Polski za nieprzyjmowanie uchodźców, ale Jean-Claude Juncker jest temu przeciwny. Czy stonowany ton Junckera oznacza kapitulację dotychczasowej polityki unijnej w kwestii imigrantów?

– Przypomnijmy, że Komisja Europejska już w ubiegłym roku zaczęła zarzucać ten pomysł mimo wszczęcia przeciw Polsce, Czechom i Węgrom procedury w tej sprawie. Prawda jest taka, że coraz więcej osób zaczyna uświadamiać sobie, że pomysł kwot i obowiązkowego przydziału uchodźców był kompletnie absurdalny, ale nikt nie chce powiedzieć tego wprost, gdyż oznaczałoby to przyznanie racji Polsce. Martin Schulz podobnie jak Frans Timmermans od wielu miesięcy próbuje budować swoją polityczną pozycję, kierując coraz to nowe pogróżki pod adresem Polski. Tyle tylko, że przynosi to efekt odwrotny od zamierzonego.

Czy i ewentualnie jakie znaczenie w relacjach z KE miała kolejność wizyt premiera Morawieckiego w Budapeszcie, a dopiero potem w Brukseli?

– Myślę, że był to ważny sygnał o znaczeniu relacji polsko-węgierskich, zwłaszcza w momencie tak intensywnych ataków na Polskę ze strony Komisji Europejskiej. Węgierski rząd od samego początku zdecydowanie sprzeciwiał się tak daleko idącym ingerencjom w polskie sprawy ze strony Komisji Europejskiej i deklaruje dalsze wsparcie dla Polski.

Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl