logo
logo

Pod
patronatem „Naszego Dziennika”

Zdjęcie: Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce/ -

Szczątki w dole z wapnem?

Sobota, 13 stycznia 2018 (04:00)

Zakład Medycyny Sądowej bada, czy na terenie Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce odnaleziono ludzkie szczątki.

 

Ostrołęckie muzeum mieści się w budynku po dawnym areszcie śledczym, zbudowanym w czasach carskich, w którym także przetrzymywano aresztantów podczas okupacji niemieckiej i sowieckiej. Wykonywano tam również wyroki śmierci. Obecnie trwają prace budowlane, które mają przystosować budynek do warunków muzealnych.

Podczas wykonywania prac odnaleziono dwa doły z wapnem. – To natychmiast uruchomiło naszą czujność – relacjonuje „Naszemu Dziennikowi” Jacek Karczewski, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. – Wapno może służyć w różnych celach, ale dobrze wiemy, że było często używane do posypywania ciał osób zamordowanych przez komunistyczny aparat represji – wyjaśnia. Ciało posypane wapnem rozkłada się bardzo szybko, nawet w kilka tygodni. Jest w takim stanie, że niemożliwa jest jego identyfikacja, również na podstawie kodu DNA.

Rozpoczęto więc zdejmowanie kolejnych warstw wapna w znalezionych dołach. Jeden z nich był szczelnie otoczony konstrukcją z desek. Takiego rozwiązania nie stosowano w przypadku wapna używanego do celów budowlanych, gdyż wszelka zabudowa ograniczała bądź uniemożliwiała odpływ wody. W opinii ekspertów, musiał więc służyć do przechowywania wapna w stanie ciekłym.

I to właśnie w tym zbiorniku 13 grudnia 2017 r. natrafiono na trudną do identyfikacji materię. – Jest to coś, czego nie możemy jednoznacznie nazwać. Jest to materia w stanie stałym, której pochodzenie jest badane przez ekspertów – powiedział Karczewski. Pytany, czy możemy mieć do czynienia z ludzkimi szczątkami, stwierdził, że jest to prawdopodobne. – Znając żrące właściwości wapna, nie możemy wykluczyć, że to, co dziś jest trudne do zidentyfikowania i nazwania, nie jest szczątkami ludzkimi – wyjaśnia.

Teraz pobraną próbkę badają specjaliści z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Ich opinia pozwoli stwierdzić, czy znaleziona materia to ludzkie szczątki. Badanie ma trwać miesiąc, jednak biorąc pod uwagę specyfikę przedmiotu, nie można wykluczyć, że potrwa znacznie dłużej.

– Jeżeli na miejscu były wykonywane wyroki śmierci, to z ciałami należałoby coś zrobić. Miejsca pochówków osób zamordowanych w areszcie w Ostrołęce nie są znane, dlatego tym bardziej musimy teren muzeum dokładnie sprawdzić – zauważa Karczewski.

Dotychczas zdarzało się, że podczas prac w Ostrołęce odnajdywano fragmenty szkieletów. Jednak były to szczątki pochodzenia zwierzęcego. Przeprowadzono także badanie georadarowe w celu rozpoznania terenu. Na jego podstawie wytypowano miejsca, w których mogłyby znajdować się ludzkie szczątki. Ale i to nie przyniosło zakładanego efektu.

Rafał Stefaniuk

Nasz Dziennik