logo
logo

Zdjęcie: A.Kulesza/ Nasz Dziennik

Zapomniani jeńcy Auschwitz

Sobota, 26 stycznia 2013 (02:04)

Szykuje się feta sowieckich tryumfów z okazji 68. rocznicy wkroczenia Armii Czerwonej do KL Auschwitz. Na otwartej na terenie dawnego niemieckiego obozu wystawie zorganizowanej przez Federację Rosyjską nie będzie jednak informacji o Polakach, którzy zginęli w Auschwitz jako jeńcy sowieccy. Ani o tym, że NKWD utworzyło tam własny obóz.

Jak mówi dr Adam Cyra z oświęcimskiego muzeum, wśród około 15 tys. jeńców sowieckich przywiezionych do KL Auschwitz w latach 1941-1944 byli Polacy pochodzący głównie z Kresów Południowo-Wschodnich, zajętych przez Sowietów po 17 września 1939 roku. Osobom tym na podstawie dekretu Rady Najwyższej ZSRS z 29 listopada 1939 r. nadawano przymusowo obywatelstwo sowieckie i wcielano do armii. Trafili do Auschwitz i zginęli w nim jako jeńcy sowieccy.

Cyra tłumaczy, że nie zachowały się żadne dokumenty obozowe, na podstawie których można by zrekonstruować indeks nazwisk zamordowanych polskich jeńców. Dlatego osoby te do dziś pozostają anonimowymi ofiarami KL Auschwitz.

– Niestety, połowa kartotek niemieckich jest zniszczona, połowa jest zachowana. Analizowałem je. Polacy byli wśród zabitych jeńców sowieckich, ginęli w mundurach sowieckich. Więźniowie, sanitariusze polscy, wyciągali później ciała ludzi zagazowanych za pomocą cyklonu B i ściągali z nich mundury. Mamy relacje, że znajdowali w kieszeniach listy polskie, dokumenty, fotografie rodzinne etc. – mówi Adam Cyra.

Mowa tutaj o relacjach dwóch świadków, Polaków, którzy przeżyli Oświęcim: Stanisława Aleksandrowicza, urodzonego w Równem na Wołyniu, i Franciszka Biernata (Franciszek Gut do 1948 r.) ze wsi Kretowce koło Zbaraża. Ich relacje przechowywane są w muzeum w Oświęcimiu. „Nasz Dziennik” zwrócił się z pytaniem do Muzeum Auschwitz, czy na otwieranej jutro wystawie podniesiona zostanie problematyka polskich jeńców.

 

Bez rekonstrukcji

Muzeum przyznaje, że nie było w stanie zrekonstruować nazwisk polskich jeńców w sowieckich mundurach. – Archiwa zachowane tylko częściowo nie pozwalają ustalić ponad wszelką wątpliwość pochodzenia lub pierwotnej przynależności narodowej jeńców sowieckich w Auschwitz. Byli oni przywożeni do obozu jako jeńcy, żołnierze Armii Czerwonej. Pod taką nomenklaturą byli rejestrowani i segregowani w obozie – słyszymy.

– Kwestia, o którą pan pyta, nie została poruszona na wystawie i nie dotyczy to tylko Polaków, ze względu na jej duży stopień komplikacji związany ze składem etnicznym i narodowościowym Związku Sowieckiego. Ogólnie rzecz biorąc, problem ten jest duży nie tylko na dawnych Kresach, gdzie mieszkali Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Żydzi, Tatarzy, Ormianie i wiele innych narodowości, ale zasadniczo wśród jeńców sowieckich. Wystawa traktuje o jeńcach sowieckich w samym obozie Auschwitz. Grupom Polaków i obywateli polskich, którzy w różny sposób i z różnych przyczyn trafiali do obozu, jest poświęcona wystawa polska w bloku 15, której głęboka nowelizacja jest w tej chwili opracowywana – dodaje w swoim stanowisku Muzeum Auschwitz.

Głównym tematem wystawy ma być „wyzwolenie” Auschwitz przez Armię Czerwoną i pomoc medyczna dla więźniów. Pierwszy ekran na otwieranej wystawie prezentuje mapy Europy z sierpnia 1939 r., sprzed wybuchu wojny, oraz z czerwca 1941 r., sprzed operacji „Barbarossa”, czyli sprzed ataku Niemiec na ZSRS. Poza wkroczeniem Sowietów ekspozycja skupia się na pokazaniu polityki III Rzeszy wobec sowieckich jeńców wojennych, ich losu w różnych obozach jenieckich, w tym przede wszystkim w Auschwitz.

 

Obóz NKWD

Doktor Maciej Korkuć z Biura Edukacji Publicznej IPN w Krakowie nie jest zdziwiony, że główny nacisk położono na wkroczenie do obozu Armii Czerwonej.

– Wszak teza o „wyzwoleniu Auschwitz” jest ważnym elementem rosyjskiej propagandy historycznej wykorzystywanej jako argument także w dzisiejszej polityce Putina. Tymczasem Rosjanie weszli do niemieckiego obozu ot tak, z marszu. Lokalni dowódcy nawet nie wiedzieli, że tam taki obóz zastaną. Nie przeprowadzano jakiejś specjalnej operacji uwolnienia więźniów. Gorzej. Od razu zmieniono warty i w obozach niemieckich natychmiast zorganizowano w Auschwitz-Birkenau dwa własne obozy NKWD – zauważa Korkuć.

– Do willi komendanta Rudolfa Hoessa wprowadził się sowiecki komendant Masłobojew. Po wojnie wciąż tam ginęli ludzie – byli wśród nich również obywatele Rzeczypospolitej wymieszani z Niemcami i ludźmi innych narodowości.

Jak pokazują dokumenty, do tych obozów i do obozów tworzonych tam przez UB zwyczajni czerwonoarmiści wracali, bo uważali, że należą im się więźniarki do gwałtów. Tego na wystawie zapewne nie będzie – dodaje nasz rozmówca. – W ogóle Polska zbyt słabo upomina się o obywateli RP – ofiary Związku Sowieckiego. Dotyczy to także Polaków siłą wcielonych do Armii Czerwonej – konkluduje historyk.

 

Impas ze stroną rosyjską

Organizatorem ekspozycji jest Centralne Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1941-1945 w Moskwie, którego dyrektorem jest Władimir Iwanowicz Zabarowskij. Scenariusz powstał w ścisłej współpracy z pracownikami Muzeum Auschwitz. Projekt wystawy oraz jej montaż wykonało Republikańskie Centrum Muzealne GIM pod dyrekcją Olgi Sokołowej. Wystawa zostanie otwarta przez Siergieja Naryszkina, przewodniczącego Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej, w bloku nr 14, jednym z dziewięciu bloków wydzielonych dla jeńców sowieckich.

Scenariusz wystawy przyjęto w lipcu 2012 r., po kilku latach rozmów i ustaleń ze stroną rosyjską. Pozwoliło to przezwyciężyć impas od 2005 r., kiedy z przyczyn historycznych nie doszło do otwarcia poprzedniej wersji wystawy przygotowanej przez inną rosyjską instytucję. Rozbieżności dotyczyły nazewnictwa ziem i ludności, które w wyniku działań Sowietów wynikających z paktu Ribbentrop-Mołotow znalazły się pod kontrolą Moskwy. Chodzi o ziemie państw bałtyckich, wschodnie tereny Rzeczypospolitej i część Rumunii. Obywateli tych państw nie można traktować jako obywateli ZSRS, bo nie zrzekli się dobrowolnie obywatelstwa. Stanowisko muzeum poparła wówczas Międzynarodowa Rada Oświęcimska. Do rozmów na temat nowej wystawy rosyjskiej powrócono w 2007 roku.

Piotr Czartoryski-Sziler

Aktualizacja 4 lutego 2014 (15:35)

Nasz Dziennik