logo
logo

Zdjęcie: K. Cegielska/ -

Rodzina fundamentem

Czwartek, 7 lutego 2013 (02:04)

Z Edmundem Adamusem, dyrektorem Departamentu ds. Małżeństwa i Życia Rodzinnego diecezji Westminster w Wielkiej Brytanii, rozmawia Łukasz Sianożęcki

W Europie tradycyjny model rodziny znajduje się pod ciągłym obstrzałem. Skąd te nieustanne ataki?

– Od niepamiętnych czasów rodzina zbudowana na nierozerwalnym małżeństwie pomiędzy kobietą i mężczyzną była stabilną podstawą i fundamentem wszystkich cywilizacji. Dziś usiłuje się podminowywać rolę rodziny poprzez wprowadzanie wywrotowego prawodawstwa oraz polityki społeczno-ekonomicznej wymierzonej przeciwko niej. Istnieją dwa fundamentalne filary, które legły u początku tych ataków: bardzo gwałtowny rozwój antykoncepcji oraz długotrwałe zatruwanie moralności i filozofii życiowej przez tzw. szkołę frankfurcką.

Przypomnę, że zwolennicy szkoły frankfurckiej za swoje główne zadanie uznają jak najsprawniejsze rozmontowanie judeochrześcijańskiego dziedzictwa Europy. Aby tego dokonać, poddano najbardziej destruktywnej w historii krytyce wszystkie możliwe sfery życia w taki sposób, aby zdestabilizować społeczeństwa i położyć kres dotychczasowemu porządkowi, który nazwali „opresyjnym”.

Ideologiczna wojna rozgrywa się na naszych oczach.

– Tym razem rewolucja ma być cicha, tzn. taka, abyśmy nie wiedzieli, że do niej dochodzi. Szkoła frankfurcka rekomenduje m.in. wprowadzenie do prawa tzw. mowy nienawiści, nauczanie jak najmłodszych dzieci o seksie i homoseksualizmie, destrukcję autorytetu szkoły i nauczyciela. Wspiera również imigrację, która prowadzi do zniszczenia tożsamości narodów. Promuje nadużywanie alkoholu oraz wprowadzenie systemu prawnego skierowanego przeciwko ofierze przestępstwa. Zasadniczo filozofia ta ma na celu doprowadzenie do coraz większej zależności obywateli od państwa i dotacji państwowych, przejęcie pełnej kontroli nad mediami. Promuje też rozwody oraz wszystkie zachowania prowadzące do destrukcji rodziny.

Jakie środki stosują propagatorzy frankfurckiej filozofii?

– Rewolucja odbywa się w dwóch obszarach: politycznym i kulturalnym. To długoterminowy projekt skupiony właśnie na rodzinie, mediach, płciowości i kulturze popularnej.

Jedną z głównych idei szkoły frankfurckiej jest wykorzystywanie freudowskiego pomysłu „panseksualizmu”, czyli poszukiwania przyjemności seksualnej bez względu na płeć. Prowadzi to do rozbicia pozycji tradycyjnego związku pomiędzy kobietą a mężczyzną. Zaatakowana i osłabiona została pozycja i autorytet ojca. Zaprzeczeniu uległ też podział na rolę matki i ojca z naturalnie przysługującymi im powinnościami. Rodzicom odbiera się także prawo do bycia pierwszymi nauczycielami swoich dzieci. Z tej idei wyrosło także przekonanie, że kobiety są dziś „klasą uciskaną”, zaś mężczyźni jej „oprawcami”. Najlepiej cel działalności całej szkoły podsumował jednej z jej członków Willi Münzenberg: „Uczynimy Zachód tak zepsutym, że aż będzie śmierdział”.

Pan pokazuje, że należy budować cywilizację miłości, i to właśnie przez rodzinę. Jak to osiągnąć w tak niesprzyjających warunkach?

– Dla mnie najbardziej inspirującą rzeczą, która pomaga w mojej pracy dążyć do tego właśnie celu, są słowa błogosławionego Jana Pawła II zawarte w adhortacji apostolskiej „Familiaris consortio”: „Rodziny winny więc zabiegać jako pierwsze o to, ażeby prawa i instytucje państwa nie tylko nie naruszały praw i obowiązków rodziny; ale by je popierały i pozytywnie ich broniły. W tym sensie rodziny powinny coraz lepiej sobie uświadamiać własną rolę współtwórców tzw. polityki rodzinnej oraz podejmować odpowiedzialność za przemianę społeczeństwa: w przeciwnym razie one pierwsze padną ofiarą tego zła, na które patrzyły obojętnie”.

Jako wierzący powinniśmy brać to ostrzeżenie poważnie i aktywnie oraz z wielką odwagą promować i bronić rodziny.

Rola rodziny wydaje się więc nie do przecenienia…

– Jeszcze raz pozwolę sobie przytoczyć słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, które są przykładem wielkiej moralnej odwagi, a które wygłosił w święto Świętej Rodziny w 1988 roku. „Kościele Święty, nie będziesz w stanie wypełniać swojej misji w świecie, jeśli nie będziesz tego czynił z rodziną i przez rodzinę (…) Jesteśmy zanurzeni w sakramencie chrztu, aby odnajdywać pełnię życia, pełnię osoby, a w tym samym czasie także w wymiarze rodziny – we wspólnocie osób – aby przynosić, aby inspirować tą nowością życia nowe środowiska, społeczeństwa, ludzi, kultury, życie społeczne i ekonomiczne. (…) A to wszystko dla rodziny. Idźcie na cały świat i powtarzajcie – to wszystko jest dla rodziny, nigdy zaś kosztem rodziny”.

Każdy mógł wówczas zobaczyć, a także usłyszeć nie tylko dzięki pełnemu pasji głosowi Jana Pawła II czy też wyrazowi jego twarzy, ale przede wszystkim z jego gorącego, słusznego zagniewania, kiedy wyrażał potrzebę obrony rodziny i zaangażowania się w nią z większą odwagą wszystkich z nas. I my możemy osiągnąć ten cel, jeśli tylko będziemy posiadać takie wewnętrzne przekonanie i moralną odwagę jak błogosławiony Jan Paweł II odnośnie do rodziny, aby nie dostrzegać tylko tego, co wystawia ją na ryzyko, ale aby rozpoznawać to, co nazwał „ogromną energią” rodziny. Składa się na nią „duchowa płodność”, którą rodzina posiada, „natury i łaski”, aby przetrzymać każdy brutalny atak. Cywilizacja miłości może być osiągnięta tylko w silnych i dynamicznych rodzinach i tylko dzięki nim. Nic innego nie pomoże.

Obronę rodziny w pierwszym rzędzie należy zacząć od ochrony dzieci poczętych.

– Oczywiście. W swoim przesłaniu na Światowy Dzień Pokoju w tym roku Ojciec Święty Benedykt XVI jednoznacznie stwierdził, że cały dobrobyt i zdrowie cywilizacji, włączając w to ochronę środowiska, zależy od całkowitego i niezbywalnego prawa do życia dla dzieci nienarodzonych, których przy wcześniejszych okazjach Papież nazywał „najuboższymi z ubogich”.

Dziękuję za rozmowę.

Łukasz Sianożęcki

Nasz Dziennik