logo
logo
zdjecie

Zdjęcie: M.Borawski/Nasz Dziennik

Powrót wątku cywilnego

Czwartek, 21 marca 2013 (02:07)

Śledztwo dotyczące organizacji przez osoby cywilne lotów do Smoleńska z 7 i 10 kwietnia 2010 r. rusza od nowa – zdecydował sąd. Status pokrzywdzonych dostaną wszyscy bliscy ofiar.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uwzględnił wczoraj zażalenie na decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa w tzw. wątku organizacyjnym, które złożyli bliscy tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego – Marta Kaczyńska i Jarosław Kaczyński. Posiedzenie odbywało się z wyłączeniem jawności, z uwagi na tajność niektórych materiałów w śledztwie.

Jak wskazał mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego, prokuratorzy, choć umorzyli śledztwo, to dostrzegli liczne nieprawidłowości w działaniach urzędników różnych instytucji zaangażowanych w organizację lotów. Pszczółkowski podkreślał, że nie ma powodów, by nie dopatrywać się w nich zaniechań, które można oceniać w kategorii przestępstwa.

Ponadto poprzez uniemożliwienie składania wniosków dowodowych czy wglądu w całość materiałów dowodowych prawa osób pokrzywdzonych zostały naruszone.

Wczoraj sąd podzielił te argumenty i sprawa wróci do ponownego rozpoznania przez prokuraturę.

– Prokurator jest związany wytycznymi, które sąd wskaże w pisemnym uzasadnieniu, i musi raz jeszcze zmierzyć się z tą sprawą, tym razem szanując prawa pokrzywdzonych. A jeśli prokurator nadal nic nie zauważy, to tym razem pokrzywdzeni będą mogli wyręczyć prokuratora i osobiście rozważyć możliwość złożenia do sądu aktu oskarżenia – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mec. Piotr Pszczółkowski.

W jego ocenie, znamienne jest, że to już czwarte orzeczenie prokuratury dotyczące katastrofy smoleńskiej, które zostało poddane kontroli instancyjnej, a zarazem czwarte, które nie zdołało się obronić.

– Sądy, tak jak pełnomocnicy, jak część rodzin smoleńskich, nie podzielają optymizmu prokuratury co do tego, że śledztwo przebiega w sposób prawidłowy. Może prokuratura winna zadać sobie pytanie o to, czy jednak nie warto nas posłuchać, trochę z tymi rodzinami współpracować, bo później okazuje się, że sądy tym rodzinom przyznają rację – dodał pełnomocnik.

Jak podkreśla mec. Pszczółkowski, decyzja sądu wskazuje na to, że w śledztwie status poszkodowanych otrzymają teraz nie tylko bliscy śp. Lecha Kaczyńskiego, ale również rodziny wszystkich ofiar katastrofy Tu-154M.

Orzeczenie sądu z zadowoleniem przyjął mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik kilku poszkodowanych rodzin.

– Od samego początku podnosiliśmy, że trudno zrozumieć, dlaczego w tym śledztwie statusu pokrzywdzonych nie otrzymały wszystkie rodziny osób tragicznie zmarłych w katastrofie. Przecież na pokładzie samolotu było 96 osób i uchybienia w organizacji lotu z 10 kwietnia 2010 roku dotknęły ich wszystkich w równym stopniu – tłumaczy.

Dodaje, że prokuratura często unika przyznania statusu pokrzywdzonego osobom z zewnątrz, uznając to za niewygodny czynnik w postępowaniu.

– Należało dopuścić rodziny do śledztwa, podzielać ich wnioski dowodowe, wnikliwie poprowadzić postępowanie, a nie bać się przesłuchania niewygodnych świadków i zadawania im trudnych pytań. Taka jest rola prokuratury. Nie chciano tego uczynić, bo te czynności dotyczyłyby osób najważniejszych w państwie. Wygodniej było zamknąć postępowanie – mówi.

Zdaniem mec. Kownackiego, ponowne merytoryczne rozpoznanie sprawy jest potrzebne, bo postawa śledczych, którzy wytknęli urzędnikom liczne błędy – jednocześnie uznając, że żaden z nich nie kwalifikuje się do postawienia zarzutu niedopełnienia obowiązków – była co najmniej niezrozumiała.

Sprawa miała swój prapoczątek 30 czerwca 2012 r., kiedy to Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga „z braku cech przestępstwa” umorzyła śledztwo w sprawie organizacji lotów do Smoleńska z 7 i 10 kwietnia 2010 roku. Swoją decyzję prokuratorzy tłumaczyli tym, że „zabrakło wszystkich elementów, które muszą być”, aby stwierdzono popełnienie przestępstwa niedopełnienia obowiązków.

W tym konkretnym przypadku chodziło o godzenie w dobro powszechne, dobro instytucji państwowych. Praska prokuratura badała, czy mogło dojść do niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień przez urzędników i funkcjonariuszy publicznych Kancelarii Prezydenta, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, MSZ, MON, polskiej ambasady w Moskwie. Badaniu poddany został okres przygotowań do wizyt z 7 i 10 kwietnia 2010 roku, począwszy od września 2009 roku. Praska prokuratura przejęła śledztwo wiosną 2011 roku od Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Nieco ponad rok później śledczy, podejmując decyzję o umorzeniu postępowania, uznali, że nie ma nikogo, kto mógłby zaskarżyć ich decyzję, bo nikt w tej sprawie nie otrzymał statusu pokrzywdzonego. Uznano, że „ewentualne nieprawidłowości” w organizacji lotów do Smoleńska mogłyby zaistnieć „na szkodę interesu publicznego, rozumianego jako bezpieczeństwo ruchu lotniczego”.

Śledczy podkreślili wówczas, że konkretnych osób dotyczyła sama katastrofa, a śledztwo w tej sprawie prowadzi WPO w Warszawie i w tym postępowaniu rodziny tragicznie zmarłych mają status pokrzywdzonych.

Prokuratorzy podkreślali też, że bliscy ofiar mają zapewniony dostęp do akt śledztwa. Z decyzją warszawsko-praskiej prokuratury nie zgodzili się bliscy Lecha Kaczyńskiego, którzy złożyli na nią zażalenia (wpłynęły wnioski od Marty Kaczyńskiej i Jarosława Kaczyńskiego).

Jednak prokuratura w zarządzeniu odmówiła ich przyjęcia i przekazania do sądu. Od tej decyzji złożono odwołanie, które w listopadzie ubiegłego roku uwzględnił Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia. Uznano, że z całą pewnością w zakresie badanej w śledztwie kwestii organizacji wizyty prezydenta z 10 kwietnia 2010 roku bliscy prezydenta mają status osoby pokrzywdzonej.

Sąd zdecydował wówczas o uchyleniu zarządzenia prokuratora. To otworzyło drogę do merytorycznego rozpoznania przez sąd zażaleń na umorzenie śledztwa złożonych przez Martę Kaczyńską i Jarosława Kaczyńskiego, a w efekcie do wznowienia śledztwa.

Dzisiaj mija termin zakończenia innego śledztwa – także umorzonego przez warszawsko-praską prokuraturę i wznowionego decyzją sądu – dotyczącego nieprawidłowości w nadzorze nad Biurem Ochrony Rządu.

Zawiadomienie w tej sprawie złożył w marcu ubiegłego roku poseł Antoni Macierewicz (PiS). Zarzucił on Jerzemu Millerowi oraz podległemu mu szefowi BOR gen. Marianowi Janickiemu przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków w sprawie przygotowania wizyty z 10 kwietnia 2010 roku. I tu pierwotnie prokuratura dopatrzyła się wielu nieprawidłowości w działaniu służb, ale uznała, że nie posiadają one cech przestępstwa. Dziś powinna poinformować o sposobie zakończenia tego postępowania lub o kolejnym terminie jego zakończenia.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik