Mój mąż Tomasz Merta, który wraz z 95 pozostałymi członkami prezydenckiej delegacji poległ 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku, pragnął oddać hołd ofiarom Katynia. Bo jest to zbrodnia modelująca nasze poczucie narodowej tożsamości, arcyważne memento określające stosunek świata do popełnianych na nas zbrodni, wyznacznik naszego myślenia o tym, co jest dla nas, Polaków, największym zagrożeniem.
Mój mąż uważał, że powinniśmy stworzyć program, w ramach którego każde polskie dziecko odwiedziłoby Katyń. O pamięć o zbrodni katyńskiej starał się przy każdej okazji. Zupełnie niedawno dzięki uprzejmości pani Marii Szonert, żony profesora Wiesława Biniendy, wysłuchałam wystąpienia amerykańskiego senatora Sherroda Browna na temat mordu katyńskiego. Wspomniał i o moim mężu, bo to dzięki niemu ten zaprzyjaźniony z Tomkiem amerykański polityk tak wiele się na ten temat dowiedział.
Warto pamiętać, że mimo licznych publikacji, jakie ukazały się na przestrzeni 73 lat dzielących nas od zbrodni katyńskiej, śledztwo w sprawie tego mordu pozostaje otwarte – prowadzi je nadal Instytut Pamięci Narodowej.
Często myślę o badaniu tego, co wydarzyło się w Katyniu, w kontekście Smoleńska. To podobna droga przebijania się przez kłamstwa, fałszerstwa, zatajanie informacji. Znakomity obraz tych wysiłków daje książka „Mord katyński. Siedemdziesiąt lat drogi do prawdy” Wojciecha Materskiego. Odnajdujemy tu te same schematy dezinformacji – nawet raport Anodiny brzmi łudząco podobnie do haniebnych kłamstw Nikołaja Burdenki, szefa sowieckiej komisji, która miała zrzucić odpowiedzialność za NKWD-owską zbrodnię na Niemców. Co smutne, ze składu sowieckiej grupy Stalin osobiście usunął przedstawicieli Związku Patriotów Polskich (miała się wśród nich znaleźć m.in. Wanda Wasilewska) – nie dowierzał im, bo mimo wszystko byli Polakami. Cóż, w wypadku Smoleńska Rosjanie nie mieli obaw co do lojalności Edmunda Klicha, choć wyselekcjonowali rzeczywiście tylko jego, innych uznając najwidoczniej za mniej pewnych.
Starania o prawdę o Katyniu wciąż jeszcze nie zostały zwieńczone sukcesem – także z woli Władimira Putina, który po objęciu władzy utajnił ważkie materiały dotyczące zdarzeń sprzed 73 lat. Trudno w tej sytuacji pozostać optymistą zarówno co do poznania pełnej prawdy o Katyniu, jak i o Smoleńsku. Ale nawet zbrodnia niewyjaśniona – a może właśnie dzięki temu, że niewyjaśniona – ma siłę hartowania serc i umysłów, ma moc zasiewania ziarna patriotyzmu w kolejnych pokoleniach.
O Katyniu powstało mnóstwo wspaniałych wierszy. Pozwala to mieć nadzieję, że oddamy kiedyś Polskę w godne ręce, że ci, którzy przyjdą po nas, poniosą w kolejne pokolenia nasze ideały, przechowają – i pewnie wzbogacą – nasz świat wartości.

