logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Marszałek manipulator

Wtorek, 30 kwietnia 2013 (02:03)

Ekspert prawa konkordatowego nie pozostawił suchej nitki na opinii marszałka Senatu, który zarzucił Konferencji Episkopatu Polski złamanie konkordatu. A tak Bogdan Borusewicz fałszywie ocenił wydane przez polskich biskupów stanowisko w obronie Telewizji Trwam.

 

– Kościół nie może milczeć, kiedy chodzi o ocenę moralną albo o dobro duchowe wiernych. Wręcz przeciwnie, w takich sytuacjach musi zabierać głos, ale nie może być on odczytywany jako łamanie autonomii państwa, łamanie konkordatu. Takie oceny są rażące, fałszywe i trudno powiedzieć, czemu mają służyć – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” jeden z negocjatorów konkordatu ks. prof. Wojciech Góralski z UKSW.

Ekspert prawa wyznaniowego odniósł się w ten sposób do listu, jaki napisał marszałek Senatu do ks. abp. Józefa Michalika, przewodniczącego KEP. Bogdan Borusewicz stwierdził w nim, że Konferencja Episkopatu Polski, wydając oświadczenie w sprawie Telewizji Trwam i popierając starania tej katolickiej stacji o miejsce na cyfrowym multipleksie, narusza konkordat. Księży biskupów marszałek nazwał „współdecydującymi” i „nadzorcami”.

– Nie wiem, czemu ma to służyć. Czy jest to nieznajomość prawa, a o to trudno posądzić marszałka Senatu, czy może chęć wprowadzenia w błąd opinii publicznej – zastanawia się ks. prof. Góralski. Jak przypomina, już w pierwszym artykule konkordatu zapisana jest autonomia państwa i Kościoła.

– Trzeba jednak powiedzieć jasno, że to, co mówi pan Borusewicz, jest jedną wielką nadinterpretacją, a tezom przez niego stawianym brak najwyraźniej podstaw merytorycznych. Gdyby pójść za myśleniem tego polityka, to Kościół nie mógłby się odzywać ani w sprawie aborcji, ani eutanazji, ani metody in vitro – zwraca uwagę ksiądz profesor. – Wszyscy wiemy, że to nie Kościół ustanawia prawo obowiązujące w państwie, ale kiedy ono jest niegodziwe, głośno się jemu sprzeciwia. Z tego powodu nie jest jednak ani „nadzorcą”, ani „współdecydującym” – dodaje.

W specjalnej analizie prawnej przeprowadzonej na podstawie dostępnych fragmentów listu marszałka Borusewicza ks. prof. Góralski podkreśla, że oświadczenie Konferencji Episkopatu Polski dotyczące wniosku Fundacji Lux Veritatis stanowiło wyraz żywego zainteresowania biskupów doniosłą dla Kościoła w Polsce sprawą. Bo pasterze Kościoła mają prawo popierać ów wniosek oraz pytać o kryteria przyznawania nowych miejsc na cyfrowym multipleksie. Zwłaszcza gdy pojawiają się w tym względzie pewne wątpliwości. Stąd też – jak zwraca uwagę ks. prof. Góralski – marcowego oświadczenia KEP w żaden sposób nie można traktować jako wyrazu pretendowania przez ten organ do roli „współdecydenta czy nadzorcy w sprawie objętej władztwem państwa”.

– Biskupi nie tylko mają prawo, ale obowiązek wypowiadać się w sprawach społecznych. Mówienie, że kiedy zabierają głos, to łamią konkordat, jest bezczelnością – komentuje list marszałka Senatu prof. Krystyna Pawłowicz. – Jaki konkordat, jaką autonomię złamali biskupi, upominając się o prawa katolików? – pyta posłanka i zaznacza, że nie wolno nam dać się dziś zastraszyć i ulec rządzącym. – Nie wolno nam dać się sterroryzować, bo za chwilę nie będziemy mogli powiedzieć słowa – podkreśliła prof. Pawłowicz, zwracając uwagę, że każdy polityk powinien najpierw zapoznać się z konkordatem, a potem wypowiadać się na jego temat.

Jak się dowiedział „Nasz Dziennik”, oskarżeniami marszałka Borusewicza w stosunku do Episkopatu zajmie się obradująca 2 maja br. na Jasnej Górze Sesja Rady Biskupów Diecezjalnych. Sprawa znana jest już Nuncjaturze Apostolskiej w Polsce.

 

Małgorzata Pabis

Nasz Dziennik