logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Bez wsparcia władzy też można

Wtorek, 30 lipca 2013 (14:45)

– Nie otrzymaliśmy żadnego wsparcia od władz centralnych, ani moralnego, ani finansowego, a wręcz przeciwnie – spotkaliśmy się z krytyką – tak udział władz w rekonstrukcji historycznej wydarzeń związanych z ludobójstwem na Wołyniu skomentował Mirosław Majkowski, prezes Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej X D. O. K. w Przemyślu, a zarazem główny organizator widowiska plenerowego, które 20 lipca odbyło się w Radymnie.

Dzisiaj w Rzeszowie organizatorzy inscenizacji „Wołyń 1943 – nie o zemstę, a o pamięć wołają ofiary” podsumowali największą w Polsce rekonstrukcję historyczną wydarzeń związanych z ludobójstwem Polaków dokonanym na Kresach Rzeczypospolitej przez ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA.

Jak wynika z informacji policji, widowisko plenerowe  nad zalewem w Radymnie obejrzało 15 tysięcy widzów.

– Jeszcze żadne widowisko nie zgromadziło tak dużej liczby widzów – podsumowuje w rozmowie z portalem NaszDziennik.pl Mirosław Majkowski. W inscenizacji, która trwała ok. 45 min, wzięło udział  ponad dwustu rekonstruktorów z Polski, Czech i Słowacji.

Sceny przypominające tragedię Polaków zaatakowanych przez oddziały UPA  rozegrały się w specjalnie wybudowanej wiosce. Wbrew temu, co sugerowano przed rekonstrukcją, nie było drastycznych scen, a główne role odegrały muzyka Krzesimira Dębskiego i światło.

– Inscenizacja była lekcją historii. Naszym celem nie było jątrzenie – co nam często zarzucano – ale przypomnienie wydarzeń historycznych, pobudzenie wyobraźni widzów, wywołanie wzruszenia i zachęta do refleksji nad ludobójstwem, które dokonało się przed 70 laty na Wołyniu – dodaje Mirosław Majkowski.

Inscenizacja odkłamała historię

 

Zdaniem dr. Andrzeja Zapałowskiego, adiunkta Uniwersytetu Rzeszowskiego i Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Rzeszowie, inscenizacja obok efektu uświadamiającego osiągnęła też efekt odkłamujący, dla wielu ludzi wydobywając niejako z niebytu historycznego ludobójstwo wołyńskie.

– Inscenizacja trafiła zarówno do odbiorcy dojrzałego, jak i do młodzieży, a to, że była transmitowana w radiu i telewizji, a także bardzo duży i pozytywny oddźwięk w prasie pokazały, że było to przedsięwzięcie bardzo potrzebne. Myślę, że spośród wszystkich uroczystości wołyńskich rekonstrukcja w Radymnie odbiła się najszerszym echem. Z inscenizacji, która miała mieć charakter lokalny, okazała się działaniem o charakterze ogólnopolskim, a nawet międzynarodowym – zauważa w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl dr Zapałowski.

Podczas konferencji w Rzeszowie organizatorzy rekonstrukcji ustosunkowali się także do zarzutów ze strony Związku Ukraińców w Polsce i Przemyskiego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce, które negatywnie odnosiły się do widowiska w Radymnie, uznając, że jest ono wymierzone w Ukraińców i może zaszkodzić stosunkom polsko-ukraińskim.

– Jak pokazała sama inscenizacja i sposób jej przeprowadzenia, nie wzbudziła ona najmniejszych kontrowersji, wręcz przeciwnie – widownia została zachęcona do refleksji, do powrotu do historii i sięgnięcia do literatury. Tym samym cel, jaki sobie założyliśmy, został osiągnięty – zauważa Majkowski.

Polacy chcą rekonstrukcji

 

Mirosław Majkowski nie wykluczył, że będą kolejne rekonstrukcje, które w bardzo przystępnej formie obrazowej poruszałyby ważne tematy z historii Polski.

– Rekonstrukcja wołyńska pokazała, że jest pewna nisza w świadomości Polaków, którą należy wypełnić – dodaje.

Podkreśla, że zainteresowanie inscenizacją ze strony społeczeństwa niestety nie przełożyło się na jakiekolwiek wsparcie ze strony polskich władz, przeciwnie – spotkała się ona z krytyką.

– Doradca prezydenta RP prof. Tomasz Nałęcz cały czas wypowiadał się w sposób negatywny o naszej inicjatywie na łamach „Rzeczpospolitej”, na antenie radiowej Trójki czy Radia Wnet, po czym dzień po inscenizacji w wywiadzie dla Telewizji Trwam powiedział, że wcale nie należał do krytyków tego widowiska. Widać tu nagły zwrot o 180 stopni – oznajmił Mirosław Majkowski.

Pomogły tylko dwa miasta

 

Jedynym wsparciem dla organizatorów rekonstrukcji wołyńskiej była pomoc finansowa i organizacyjna ze strony samorządów miast Radymno i Stalowa Wola.

Organizatorzy złożyli też podziękowania dla służb mundurowych, środowisk oraz indywidualnych osób, które pomogły w przygotowaniu i bezpiecznym przebiegu rekonstrukcji.

– Udowodniliśmy, że bez rządu, bez prezydenta społeczność lokalna może sama zorganizować uroczystości. Jeżeli jest wola, determinacja ludzi, nikt nie jest w stanie temu przeszkodzić – akcentuje dr Zapałowski.

W jego ocenie, wydarzenia z Radymna pokazały, jak bardzo oczekiwania społeczne rozchodzą się z zamierzeniami rządu i prezydenta. – Tysiące ludzi, którzy przybyli do Radymna, chciało w ten sposób godnie uczcić rocznicę ludobójstwa na Wołyniu, a nie jakąś małą uroczystością związaną z odsłonięciem pomnika gdzieś na peryferiach Warszawy, w obecności zaledwie stu osób – dodaje Zapałowski.

Związek odetnie się od Bandery?

 

Uczestnicy konferencji odnieśli się także do oświadczeń Związku Ukraińców w Polsce, które wzywały władze samorządowe i władze państwowe do zablokowania rekonstrukcji w Radymnie.

– Mniejszość ukraińska w Polsce, której część działaczy odwołuje się do spuścizny Bandery, która to ideologia doprowadziła do ludobójstwa, próbuje zablokować w państwie, w którym żyje, pamięć o tej tragedii. To niespotykana, wyjątkowa arogancja i buta, wobec której nie można przechodzić obojętnie – oświadcza dr Zapałowski.

Jego zdaniem, niebezpieczne jest również to, że część działaczy ideowych Związku Ukraińców w Polsce utożsamia się z ideami ukraińskiego nacjonalizmu, a konkretnie z roszczeniami terytorialnymi względem Polski. Wobec tego organizatorzy rekonstrukcji w Radymnie zwrócili się z apelem do Związku Ukraińców w Polsce, aby w oficjalnym oświadczeniu jednoznacznie odcięli się od spuścizny OUN-UPA i Bandery.

– W rzeczywistości UPA bierze na siebie całą odpowiedzialność za śmierć Ukraińców w akcjach odwetowych oraz za operację Wisła. To oni są winni, a chcą zrzucić odpowiedzialność na Polskę i nasz Naród – zauważa dr Zapałowski. 

Mariusz Kamieniecki

Aktualizacja 30 lipca 2013 (15:15)

NaszDziennik.pl