logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Związkowcy radzą

Piątek, 13 września 2013 (02:00)

Polsce potrzebny jest odwrót od doktryny, która przekształca nasz kraj w gospodarczą kolonię – apelowali przed Sejmem związkowcy.

Ogólnopolskie Dni Protestu nabierają rumieńców. Związki zawodowe, oprócz udziału w manifestacjach i pikietach, pokazały wczoraj, że mają konkretne propozycje. Podczas specjalnych debat w miasteczku pod Sejmem wskazywano w szczególności na konieczność zmian w polityce przemysłowej i gospodarczej państwa. Został przedstawiony też postulat poważnej reorganizacji służby zdrowia.

Zdaniem związkowców z „Solidarności”, OPZZ i Federacji Związków Zawodowych, państwo powinno odejść od liberalnej i szkodliwej doktryny, która przekształca Polskę w kolonię. Według nich, do państwa należy wspieranie wzrostu gospodarczego poprzez inwestowanie w kilka wybranych gałęzi przemysłu, utrzymanie niezależności energetycznej i zabezpieczenie należących do Polski złóż. A także odwrócenie się od komercjalizacji ochrony zdrowia.

Warszawa była wczoraj świadkiem drugiego dnia związkowych protestów przeciwko fatalnej polityce rządu. Głównym punktem były panele dyskusyjne z udziałem ekspertów poświęcone przemysłowi i zdrowiu. W debacie o przemyśle wzięli udział m.in. ekonomista prof. Ryszard Bugaj, dr Bolesław Jankowski, specjalista w zakresie pakietu klimatycznego, i Krzysztof Mroczkowski z Polskiego Lobby Przemysłowego. Głos zabrał również Stanisław Filipiak z Federacji Pracowników Energetyki.

Ganił rządzących za bezmyślną prywatyzację ostatnich firm, które dają miejsca pracy i przynoszą dochody. Jako przykład podał przedsiębiorstwa, które po prywatyzacji są zamykane, a ich właściciele wywożą maszyny i likwidują produkcję na terenie Polski. Według eksperta, w naszym kraju lansowany jest dziś właśnie taki model gospodarczy, który doprowadził do kryzysu i od którego świat odchodzi.

Debata miała pokazać, że związki zawodowe nie tylko stawiają trafną diagnozę, ale mają też konkretne pomysły na gospodarkę.

– Jeżeli polityką gospodarczą jest energetyka, to w ostatnich latach w ogóle nie dyskutuje się na ten temat – wytknął Filipiak.

W jego ocenie, rządy koalicji PO – PSL zamiast wzmacniać konkurencyjność na rynku przedsiębiorstw z tej branży, doprowadzają do jej sprzedaży.

– Polska energetyka staje się dobrym towarem do sprzedaży np. elektrowni, kopalń i złóż. O te ostatnie toczą się wojny, a my lekką ręką sprzedajemy złoża, które są naszym bogactwem – podkreślał.

Jak dodał, obecna polityka likwidacji kopalń doprowadzi do coraz większego uzależnienia się w tym względzie od zagranicy. Głównym tego powodem jest tzw. pakiet klimatyczny, który może skutkować tym, że większość elektrowni węglowych w Polsce zbankrutuje, a w perspektywie konsolidacji europejskich linii przesyłowych wypchnie polską energetykę z rynku jako mało konkurencyjną.

– Co było naszym atutem przy wejściu do UE? Tani koszt produkcji ze względu na naszą tanią energię. Dziś już tego nie mamy – mówił lider Federacji Pracowników Energetyki.

Jaka jest recepta na ratowanie polskiego przemysłu? Profesor Ryszard Bugaj uważa, że państwo powinno wytypować grupę przedsiębiorstw, w których będzie mocny postęp technologiczny. Jego zdaniem, kwestia renegocjacji pakietu klimatycznego powinna być przez rząd stawiana na pierwszym miejscu, aby Polska nie była obciążana kosztami ekologicznymi, które wygenerowały gospodarki np. Francji czy Niemiec kilka dziesięcioleci temu, gdy były oparte na węglu.

O polityce klimatycznej w kontekście funkcjonowania przemysłu w UE wypowiadał się ekspert w tej dziedzinie, dr Bolesław Jankowski.

– Używamy często powiedzenia „pakiet energetyczno-klimatyczny”. Jednak musimy postrzegać to jako sekwencję działań, która ma na celu eliminację węgla z gospodarki – podkreślił podczas panelu. Jego zdaniem, obecna polityka UE wpływa destrukcyjnie na rynki i inwestycje gospodarcze na całym kontynencie. A w szczególności w Polsce, gdzie wielu inwestorów rezygnuje z planów inwestycyjnych.

– Polityka klimatyczna jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa. Mówiłem o tym również podczas jednego ze spotkań w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Gwałtownie zawężono margines możliwości inwestycyjnych w sektorze energetycznym – zwracał uwagę dr Jankowski.

Ryszard Bugaj wskazywał natomiast, że wyeliminowanie przemysłu doprowadzi do stagnacji gospodarczej. W jego ocenie, w Polsce konieczny jest dość szybki wzrost gospodarczy w granicach 5 proc., przy zastrzeżeniu, że nie tylko elity będą czerpać z niego korzyści.

– Wiemy, że dotąd jego beneficjentami były małe grupki – zastrzegł Bugaj. Przy czym – w jego ocenie – w najbliższych latach Polska nie ma szans na tak duży wzrost, poprzestanie co najwyżej na poziomie 2 procent. A to grozi zastojem płac realnych, betonowaniem niedorozwoju, postępującą degradacją rozwoju przemysłowego – ostrzegał ekspert.

Zdrowa praca

Krzysztof Mroczkowski z Polskiego Lobby Przemysłowego ocenił natomiast, że zmiany w kodeksie pracy, które mają obniżyć koszty pracy, będą przeciwskuteczne. Według analiz PLP, pomóc mogą tylko firmom, których działalność przynosi minimalne zyski.

– Wzrostowi pomoże konsumpcja. Przyznaje to nawet Donald Tusk. Skoro jednak mamy dekoniunkturę, to może się okazać, że będzie jak w Grecji, gdzie każde obcięte euro wydatków skutkowało w gospodarce spadkiem o 1,6 euro. Widzimy to również w Polsce – podkreślał Mroczkowski.

Wyjście z tej sytuacji widzi w przekształceniu modelu gospodarczego na taki, który będzie prowadził do produkcji dóbr o wysokim zaawansowaniu technologicznym, kreował miejsca pracy i wysokie płace.

– Godzina pracy niemieckiego pracownika w fabryce BMW jest więcej warta niż praca polskiego pracownika rozdającego ulotki. Trzeba więc wzmacniać te sektory, dzięki którym presja wysokich płac powoduje, że wszystkim zaczyna się żyć lepiej – zaznaczył przedstawiciel PLP.

Zdrowie to nie towar

Kolejny panel dyskusyjny przeprowadzono pod hasłem: „System, pacjent, pracownik – misja czy zysk?”. Wskazał on na główny problem, z jakim borykają się dziś zarówno pracownicy służby zdrowia, jak i pacjenci. Od wielu lat trwa proces komercjalizacji służby zdrowia, który obejmować zaczyna również leczenie na poziomie szpitali.

Chodzi o proces przekształcania ich w spółki prawa handlowego, poddane bez reszty logice rynkowej. W debacie poświęconej zdrowiu wzięli udział m.in. wicemarszałek Senatu Stanisław Karczewski, poseł Józefa Hrynkiewicz, była wiceminister zdrowia Ewa Kralkowska oraz przewodniczący Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere Adam Sandauer.

Maria Ochman, szefowa „Solidarności” służby zdrowia, powiedziała, że ten sektor znajduje się obecnie w najtrudniejszej sytuacji od ponad 20 lat. Przywołała słowa Lecha Kaczyńskiego z 2010 roku, który uważał, że edukacja i zdrowie są wartościami równych szans w gospodarce rynkowej, a wolny rynek nie powinien być dominującym kryterium decydującym o dostępie do wykształcenia i ochrony zdrowia. Ewa Kralkowska zauważyła, że o ile Konstytucja gwarantuje równy dostęp do służby zdrowia, o tyle rząd zrobił wszystko, by opieka zdrowotna stała się towarem.

– Ludzie płacą z własnej kieszeni za dostęp do środków medycznych. Najwięcej płacą ci, którzy są na rencie i emeryturze. To największy procent środków, które idą do systemu – podkreślała Kralkowska.

Krytykowała również przymus przekształcania szpitali w spółki prawa handlowego. – Oczywiście nie zysk, a misja, a więc musimy powrócić do pojęcia „służba” – mówił senator Karczewski. – Przy zastrzeżeniu, że środki finansowe muszą być racjonalnie wydawane – dodał.

Pikieta pod MEN

Związkowcy z oświatowej „Solidarności” pikietowali wczoraj przed Ministerstwem Edukacji Narodowej. Wcześniej pojawili się tam działacze Związku Nauczycielstwa Polskiego. W ciągu ostatnich kilku lat opór wobec działań kolejnych ministrów oświaty rządu Tuska nauczyciele i pedagodzy manifestowali wielokrotnie.

Jednak wczoraj ich zgromadzenie było wyjątkowo liczne, a także barwne i głośne. Na transparentach powiewały hasła: „Cud premiera do szkół nie dociera”, „MEN – Marnowanie Edukacji Narodowej”, „Stop oszczędnościom w oświacie”. Przewodniczący oświatowej „Solidarności” Ryszard Proksa oskarżył minister Katarzynę Hall i obecną minister Krystynę Szumilas o zniszczenie polskiej oświaty.

Chodzi oczywiście o szkodliwe zmiany podstawy programowej, likwidację szkół i prywatyzację oświaty, brak rzeczywistego dialogu społecznego, masowe zwolnienia pracowników tego sektora, obniżanie jakości kształcenia, niedofinansowanie, wyzbywanie się odpowiedzialności państwa za oświatę, obowiązkowe posyłanie 6-latków do nieprzygotowanych szkół, drogie podręczniki i odstępowanie od wychowania historyczno-patriotycznego.

– To ministerstwo zniszczyło system i jakość polskiej oświaty. A teraz jeszcze prowadzi do tzw. anarchii samorządowej, bo tyle mamy polityk edukacyjnych, ile samorządów – powiedział Ryszard Proksa.

Jako przykład chaosu w polskiej edukacji podał wprowadzoną od 1 września ustawę obniżającą opłaty rodziców za opiekę przedszkolną, tzw. przedszkole za złotówkę, która zdezorganizowała prowadzenie tzw. zajęć dodatkowych. Nauczyciele domagali się od ministerstwa m.in. większych nakładów finansowych na oświatę, wstrzymania prac nad Kartą Nauczyciela, zaprzestania likwidacji szkół i zwolnień nauczycieli oraz naprawy reformy nauczania.

– Rząd twierdzi, że polski nauczyciel jest złym nauczycielem, mało pracuje i trzeba go dociążyć. Niestety jakoś statystyki całkiem inaczej mówią. Z przerwami lekcyjnymi, których nie policzono, nauczyciel polski średnio pracuje prawie 50 godzin – mówił Ryszard Proksa.

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik